Recenzja filmu Wiplala (2014)

Kino młodego widza

  • recenzja kinowa Wiplala (2014)
"Wiplala" należy do tego rodzaju filmów, które wyjątkowow trudno ocenić. A to dlatego że przeznaczona jest dla bardzo konkretnego odbiorcy. W zbyt młodych widzach może wzbudzić niepokój (za sprawą poruszanych tematów) albo pozostanie dla nich zbiorem niezrozumiałych scenek rodzajowych. Starsi z kolei znużą się uproszczeniami i technicznymi niedociągnięciami.


Dla widzów z przełomu wieku przedszkolnego i szkolnego "Wiplala" natomiast może się okazać strzałem w dziesiątkę. Ekranizacja książki Annie M.G. Schmidt oferuje bowiem specyficzną mieszankę świata rzeczywistego i magicznego. Z jednej strony poruszane są tu tak poważne tematy, jak radzenie sobie ze stratą bliskiej osoby czy świadomością, że rodzic może zawodzić lub nieumyślnie krzywdzić swoje potomstwo. Z drugiej – to historia dzieci, które jeszcze nie są gotowe porzucić wiarę w niezwykłość codzienności, w cuda niewidy i magiczne sposoby na rozwiązywanie wszelakich kłopotów. "Wiplala" udanie splata wątki baśniowe i realne, starając się jak najwierniej oddać sytuację dziecka przebywającego w obu tych światach na raz. Dlatego też z łatwością mogę sobie wyobrazić zachwyconych tą holenderską produkcją pierwszaków, którzy jeszcze za 20 lat będą wspominać ją z sentymentem... Do czasu, aż obejrzą ją ponownie.

"Wiplala" najgorzej wypada z perspektywy dorosłego. Film Tima Oliehoeka razi uproszczeniami i skłonnością do karykaturalnego przejaskrawiania. Poważne tematy są tu sprowadzone do jednowymiarowych haseł, co wywołuje zawód, kiedy zdamy sobie sprawę, że istnieje wiele obrazów skierowanych do dzieci, w których udało się przekazać wielowymiarowość nawet najtrudniejszych aspektów życia. Także samym bohaterom bliżej do kreskówkowych postaci niż do ludzi z krwi i kości – co czasem prowadzi do niepokojących konsekwencji – gdyby filmowa rodzina istniała naprawdę, kwalifikowałaby się do nadzoru opieki społecznej lub/i prokuratury (patrz: córka odgrywająca rolę gospodyni domowej). 

photo.title   photo.title   photo.title

"Wiplala" rozczaruje dorosłych widzów także od strony wizualnej. Szczególnie słabo prezentują się efekty specjalne. Film robi wrażenie, jakby był kręcony o dwadzieścia lat wcześniej niż w rzeczywistości. Ale i w tym przypadku kluczowy jest odbiorca. Maluchy nie zauważą toporności efektów, raczej skupią się na tym, że na ekranie cały czas się coś dzieje. Tytułowy bohater ma bowiem skłonność do wpadania w tarapaty, czego skutkiem są tak efektowne (z punktu widzenia młodego widza) sekwencje, jak ta z zabawkowym samochodzikiem pędzącym po ulicach Amsterdamu. A zwłaszcza jej finał z udziałem uroczego psiaka. Ta scena jest jak papierek lakmusowy – reakcja widzów na nią najlepiej pokazuje, dla kogo przeznaczony jest ten film.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (1 głos).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
4/10 ujdzie
o