Recenzja filmu Kiss Kiss Bang Bang (2005)
Shane Black

Kiss, bang, boom!

Wyobraźcie sobie sytuację, w której jesteście znudzonymi życiem kinomanami, którzy widzieli już wszystko. Doskonale zdajecie sobie sprawę z tego, że parodia z założenia musi być głupia (a ...
Filmweb sp. z o.o.
Wyobraźcie sobie sytuację, w której jesteście znudzonymi życiem kinomanami, którzy widzieli już wszystko. Doskonale zdajecie sobie sprawę z tego, że parodia z założenia musi być głupia (a przynajmniej głupsza od pierwowzoru), a tworzone ostatnio filmy akcji nie mają... akcji. Teraz wyobraźcie sobie produkcję błyskotliwą, inteligentną, której twórca śmieje się z całego dorobku wysokobudżetowych sensacji. Co więcej, wartka fabuła trzyma Was non-stop w napięciu i nie pozwala oderwać wzroku od ekranu. Zaskoczeni? Zszokowani? Ja owszem, byłem, gdyż takie właśnie jest "Kiss Kiss, Bang Bang", najnowszy film Shane'a Blacka (scenariusz i reżyseria).

Harry Lockhart (Robert Downey Jr.) utrzymywał się przez długi czas z drobnych kradzieży. Po jednej z nieudanych akcji, zmuszony do ucieczki przed policją, trafił na casting do filmu kryminalnego. Swoją autentycznością podbił serca producentów i w tempie ekspresowym trafił na plan zdjęciowy. Dostał nawet własnego instruktora "ds. detektywistycznych", Gaya Perry'ego (Val Kilmer), który miał go przygotować w profesjonalny sposób do przyszłej roli. Jednak szybko okazało się, że to nie fikcja, gdy na ich drodze pojawiło się kilka martwych ciał, a do tego wiele istotnych poszlak, jak również pięknych kobiet.

Ci dwaj panowie tworzą jeden z ciekawszych duetów filmowych, jakie znam. Val Kilmer i Robert Downey Jr. stworzyli dwie genialne, pełne humoru i dystansu kreacje, których perypetie wzbudzały szczery śmiech na całej sali. Dobrym ich dopełnieniem była młoda Michelle Monaghan, która, choć nie zachwycała aktorstwem, pasowała do roli słodkiej Harmony.

"Kiss Kiss Bang Bang" jest pełny groteskowego, czarnego humoru. Właśnie tak mógłby wyglądać dowolny film akcji, gdyby pistolet bohatera wystrzelił nie wtedy, kiedy powinien. Jak można się domyślić, mało co idzie po myśli detektywów. Dokładne przeciwieństwo wyidealizowanego "amerykańskiego gliny", słynącego z wszechwiedzy i krwi zimnej, jak sama Arktyka. Widać, że odwracanie się plecami do stereotypów 'made in U.S.A.' stało się ostatnio bardzo modne. Niesie to z sobą pewne zagrożenie. Jeśli teraz powstanie hurtowa ilość produkcji o podobnej tematyce, to szybko się tym przesycimy, a stąd już tylko krok do znudzenia. Prawdą jednak jest, że nakręcenie godnego następcy "Kiss Kiss Bang Bang" byłoby bardzo trudne. Na jego sukces (niekoniecznie komercyjny) składa się nie tylko błyskotliwość i oryginalność, ale również pieczołowite wykonanie elementów techniczno-artystycznych. Pozostaje tylko czekać i patrzeć, czy obraz Shane'a Blacka będzie wytyczał nową modę w kinematografii, czy stanie się "po prostu" kultowy, czy też może... popadnie w zapomnienie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 79% uznało tę recenzję za pomocną (34 głosy).
KoZa
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)