Recenzja filmu Gra wstępna (1999)
Takashi Miike

Kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach...

Choć swoją przygodę z filmem Takashi Miike rozpoczął jako reżyser w roku 1991 dziś może pochwalić się już 65 zrealizowanymi produkcjami. Ten tytan pracy, potrafiący nakręcić kilka filmów w roku i ...
Filmweb sp. z o.o.
Choć swoją przygodę z filmem Takashi Miike rozpoczął jako reżyser w roku 1991 dziś może pochwalić się już 65 zrealizowanymi produkcjami. Ten tytan pracy, potrafiący nakręcić kilka filmów w roku i nie stroniący od kontrowersyjnych tematów, dzięki takim obrazom jak "Ichi the Killer", "Visitor Q", czy serii "Dead or Alive" zyskał sobie status twórcy kultowego. Teraz, dzięki dystrybutorowi Gutek Film polscy widzowie mają wreszcie okazję zapoznać się z twórczością jednego z najciekawszych współczesnych japońskich reżyserów. Jego zrealizowana w 1999 roku "Gra wstępna" właśnie wchodzi na ekrany kin. I zapewniam was, że, mimo upływu lat, film nic a nic nie stracił ze swej siły.

Bohaterem filmu jest wdowiec Aoyama, który zmęczony stanem kawalerskim postanawia znaleźć sobie drugą żonę. Pomaga mu w tym jego przyjaciel - producent filmowy organizujący właśnie casting, którego celem jest odnalezienie odtwórczyni głównej roli w nowym filmie. Aoyama jest jednym z przesłuchujących dziewczęta i spośród nich ma wybrać swoją nową towarzyszkę życia.
Swoim zainteresowaniem obdarza piękną i tajemniczą Asami, z którą szybko się umawia się na pierwszą randkę. Kolejne spotkania jedynie upewniają mężczyznę, że oto znalazł kobietę swojego życia. Jego przyjaciel nie jest tego taki pewien. Twierdzi on, że Asami ma niejasną przeszłość, ponadto jej nazwisko pojawia się w związku ze śledztwem prowadzonym w sprawie zaginięcia pewnego mężczyzny.

"Gra wstępna" jest przewrotnym połączeniem obyczajowego dramatu z brutalnym dreszczowcem psychologicznym, w którym bez trudu odnajdziemy inspiracje twórczością takich mistrzów jak David Cronenberg czy David Lynch.

Przez ponad godzinę obserwujemy nieśmiałego Aoyamę starającego się zdobyć serce Asami. Kolejne randki, spotkania, kolacje, nic nie zapowiada tego, co wydarzy się po ich pierwszej wspólnie spędzonej nocy. Po niej nic już nie będzie takie samo. Ostatnie kilkadziesiąt minut filmu to szaleńcza, sadystyczna "jazda bez trzymanki", w której sen miesza się z rzeczywistością aż do wstrząsającego i makabrycznego finału, jaki rzadko można zobaczyć w kinie.

Kontrast pomiędzy dwoma częściami historii Miike podkreśla jeszcze umiejętnym operowaniem takimi elementami jak: zdjęcia, światło, czy kostium. Duże brawa należą się również odtwórcom głównych ról. Piękna Eihi Shiina brawurowo wcieliła się w tajemniczą Asami natomiast korpulentny Ryo Ishibashi okazał się idealnym odtwórcą postaci nieśmiałego wdowca.

"Gra wstępna", która szturmem zdobywała liczne światowe festiwale zawsze wywołując ożywione dyskusje, interpretowana była jako wyraz agresywnej ideologii feministycznej, krytyka japońskiego społeczeństwa, w którym kobieta jest tradycyjnie podległa mężczyźnie czy wreszcie jako przykład ambitnego kina gore. Sam reżyser w licznych wywiadach odżegnywał się od jakichkolwiek "zaangażowanych" prób odczytania filmu mówiąc lakonicznie, że nie czuje się na siłach by oceniać swoich współobywateli w tym obrazie również tego nie zrobił.

Niezależnie od jego intencji powstał film mocny i wstrząsający, który nawet jeśli nie przypadnie Wam do gustu, to na pewno na długo pozostanie w Waszej pamięci.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 79% uznało tę recenzję za pomocną (19 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)