Recenzja filmu W stronę morza (2004)
Alejandro Amenábar

Kochał życie, ale nie miał już więcej sił, by żyć

Wyobraźcie sobie człowieka nieskończenie kochającego swoją wolność, niezależność, ludzi i świat go otaczający. Wyobraźcie sobie młodego, przystojnego mężczyznę, który jest w stanie porzucić ...
Filmweb sp. z o.o.
Wyobraźcie sobie człowieka nieskończenie kochającego swoją wolność, niezależność, ludzi i świat go otaczający. Wyobraźcie sobie młodego, przystojnego mężczyznę, który jest w stanie porzucić wszystko dla jednego podmuchu morskiego wiatru, dla uśmiechu nieznanej mu dotąd dziewczynki i chłopca w najdalszym zakątku świata. Wyobraźcie sobie Hiszpana, wrzącą, młodzieńczą, iberyjską krew. Wyobraźcie sobie jeden skok do zbyt płytkiej wody i koniec tego wszystkiego, o czym wcześniej wspomniałem.

Film rozpoczyna się w momencie, gdy Ramón Sampedro już od prawie 30 lat męczy się, zamknięty w swoim życiu, kiedy to nie ma już więcej sił, by walczyć z paraliżem, bo i walka z wiatrakami nigdy nie przynosi pożądanych skutków. Przyznać mu trzeba, że choć jeden skok, chwila nonszalancji, przykuła do łóżka młodziaka o wigorze Indiany Jonesa, to nie zabrała mu wszystkiego, co kochał, ten dramatyczny moment nie pozbawił go energii do życia, działania. Pozostały siły do walki o realizowanie już nie swoich marzeń, a ambitnie postawionych celów. Wciąż biło w nim hiszpańskie serce i gotowała się krew - to jednak mało, by chcieć żyć.

W obrazie Alejandro Amenábara mamy ledwie kilku znaczących bohaterów: rodzinę Ramóna, podkochującą się w nim chłopkę Rosę i dwie ambitne działaczki na rzecz eutanazji. Tutaj dostrzegam pewien paradoks, mianowicie wszyscy bohaterowie poza postaciami wierzącymi w "godną, przedwczesną śmierć" przez cały film są strasznie ospali, bez życia powiedziałbym ironicznie. Skupię się na tym wątku, który w moim przekonaniu jest kluczem do pełniejszego zrozumienia intencji twórców.

Odrzucam aspekt polityczny i propagandowy, jest on tu widoczny, ale w zupełnie innych sytuacjach. Podobnie czynię z możliwością nieprzewidzianego przez twórców efektu, bo odebrałbym im wtedy troszkę kompetencji, a nie śmiałbym. Przedstawię moja wizję. Przypatrując się całej familii Sampedro i otoczeniu, widać w nich smutek i piętno nadchodzącego końca. Widać te lata opieki nad Ramónem, odebrane siły i zmęczenie. Zakochana w Ramónie, Rosa boi się, że może obudzić się i nie mieć do kogo zadzwonić, płacze na samą myśl o końcu. Takie problemy są oddalone od wspomnianych zwolenników eutanazji, oni otwierają się przed ludźmi pragnącymi umrzeć, zaprzyjaźniają się z nimi, nawet zakochują. Potrafią się wczuć (w przypadku Manueli nie muszą) w ich ból, zależność od drugiego człowieka. Nigdy nie mówią: to nie etyczne, to nie fair, ale stają przed faktem i pytają: czy naprawdę tego pragniesz, czy to jest jedyne, ostateczne wyjście. Zaczynają działać(!), tu jest ta różnica, jedni tylko ze łzami w oczach mówią, a drudzy działają. Rodzina się modli, by było lepiej, a "przyjaciele" zaczynają robić, to o czym Ramón "marzy", a kto dobrze robi?

To jest najważniejsze pytanie, na które każdy powinien, jeżeli nie odpowiedzieć to się przynajmniej zastanowić, bo jak już wspomniałem nie propaganda, a szczere postawienie przed sobą problemu jest tematem tego cudownego filmu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
BabinX
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)