Recenzja filmu Dobry rok (2006)
Ridley Scott

Kocham cię, życie!

Człowiek słyszy nazwisko, Ridley Scott - i już stają mu przed oczami rewelacyjne "Alien" i "Gladiator", a z ostatnich lat całkiem niezłe "Królestwo niebieskie". Zresztą nie tytuły są tu ważne - ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Dobry rok (2006)
Człowiek słyszy nazwisko, Ridley Scott - i już stają mu przed oczami rewelacyjne "Alien" i "Gladiator", a z ostatnich lat całkiem niezłe "Królestwo niebieskie". Zresztą nie tytuły są tu ważne - liczy się to, że facet kojarzony jest z superprodukcjami, a w każdym razie z filmami trzymającymi w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. Oczywiście zdarzały się wyjątki w stylu "Naciągaczy", niemniej jednak nie zmieniało to wizerunku mistrza filmów z wielkim budżetem (najwyżej od czas do czasu kręcącego coś kameralnego). Dlatego też niektórzy ludzie, przyzwyczajeni do SuperScotta, a nieznający wszystkich jego dokonań, mogli poczuć się zaskoczeni lekką i przyjemną komedyjką obyczajową "Dobry rok", w której wystąpił w głównej roli Russell 'Maximus' Crowe.

Główny bohater, makler Max Skinner, żyje sobie w niewesołym Londynie, zarabia mnóstwo pieniędzy, ale jednocześnie nie ma rodziny i przyjaciół (najwyżej kolegów i znajomych). Któregoś dnia dowiaduje się, że odziedziczył po wuju (Albert Finney) posiadłość i winnicę w słonecznej Prowansji. Młodzian (tak, ponad 40-letni Crowe gra faceta przed trzydziestką!) szybko przenosi się na owe miejsce i dokonuje oględzin. Budzą się w nim wspomnienia - jako dzieciak (Freddie Highmore) bywał wszak często u wujka i wraz z nim smakował francuskie wina. Z czasem Max coraz mniej przejmuje się giełdową gonitwą, zakochuje się w miejscowej kelnerce Fanny (Marion Cotillard), a także nawiązuje więź z konkurentką do spadku - nieślubną córką wuja, Christie Roberts (Abbie Cornish).

Jak po opisie filmu łatwo się domyśleć, "Dobry rok" jest historią o docenieniu prawdziwych wartości i spokoju na francuskiej prowincji. I - nie będę owijać w bawełnę - rzeczywiście tak jest. Od początku do końca wiadomo, jak skończy się cała historia, lecz mnie to osobiście w niczym nie przeszkadzało. Z przyjemnością oglądałam poczynania Skinnera, kibicowałam mu w związku z dziewoją graną przez Cotillard, a na końcu byłam zadowolona, że dobrze mu się powodzi w życiu osobistym i odnalazł swoje miejsce na ziemi. A jeśli lubi się głównego bohatera i mu się kibicuje, to na pewno ogląda się dobry film, nieprawdaż? Kolejną zaletą "Dobrego roku" jest również fakt, że ta historia o niewczesnym dojrzewaniu daje nadzieję: nawet jeśli człowiek zdecyduje się brać udział w wyścigu szczurów, zawsze może go porzucić i poświęcić się sprawom ważniejszym w życiu. Opowieść ta jest wiarygodna nie tylko dzięki znakomitemu zmysłowi reżyserskiemu Scotta, ale również aktorom, którzy dają z siebie naprawdę dużo, by swe postacie przedstawiać w realistyczny sposób. I w końcu ostatni plus: naprawdę piękne zdjęcia, dzięki którym człowiek nie tylko rozkoszuje się widokiem prowansalskiej arkadii, ale również czuje zapach winorośli i smak wina.

Zaprawdę "Dobry rok" to film godny polecenia.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 91% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie