Recenzja filmu Dorwać Cartera (2000)
Stephen Kay

Kocie siki na śniegu

Twardzi faceci, rozpustne kobiety, pornografia i maksiarskie teksty - tak najkrócej można opisać wchodzący właśnie na nasze ekrany film zatytułowany "Get Carter", kolejny obraz z udziałem ...
Filmweb sp. z o.o.
Twardzi faceci, rozpustne kobiety, pornografia i maksiarskie teksty - tak najkrócej można opisać wchodzący właśnie na nasze ekrany film zatytułowany "Get Carter", kolejny obraz z udziałem Sylvestra Stallone.
Projekt ten jest nową wersją klasycznego filmu sensacyjnego Mike'a Hodgesa z roku 1971, w którym główną rolę Michael Caine. Bohaterem jest Jack Carter, specjalizujący się w odzyskiwaniu długów gangster z Las Vegas. Na wieść o tragicznej śmierci młodszego brata Charliego Carter wraca do rodzinnego Seattle aby wziąć udział w pogrzebie. Na miejscu odkrywa jednak, że Charlie nie zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku, ale został zamordowany. Ponieważ policja nie zamierza w ogóle zajmować się tą sprawą, Jack postanawia sam odnaleźć sprawców śmierci brata i wymierzyć im sprawiedliwość.

Pomysł na film nie jest nowy ani oryginalny - widać to od razu po przeczytaniu powyższego streszczenia, co gorsza twórcy nie zrobili nic, aby go choć w niewielkim stopniu uatrakcyjnić. Fabuła jest więc przewidywalna aż do bólu, czarnym charakterem okazuje się oczywiście osoba, którą o to najmniej podejrzewamy, a umoralniające monologi Cartera, który ostrzega swoją nastoletnią bratanicę, aby nie popełniała jego błędów, są po prostu śmieszne. To jednak nie wszystko. Najgorszą wadą "Get Carter" jest fakt, iż jest to obraz przeraźliwie nudny. Mimo strzelanin, pościgów i częstych walk na pięści film nie był w stanie mnie w ogóle wciągnąć i po niecałej godzinie zacząłem już nerwowo spoglądać na zegarek, odmierzając minuty pozostałe do końca seansu.
Sytuację pogarszają również beznadziejne dialogi. Bohaterowie przerzucają się maksiarskimi tekstami, które mają pokazać, że są najtwardszymi mężczyznami świata, ale kiedy słyszymy 'komplementy' w stylu: "twoje oczy wyglądają jak kocie siki na śniegu", to nie sposób powstrzymać się od śmiechu.

Również aktorsko "Get Carter" nie przedstawia się najlepiej. Sylvester Stallone, jak gra każdy wie i mimo iż osobiście bardzo go lubię, to jednak uważam, że kreacja w opisywanym obrazie nie należy do jego najlepszych osiągnięć. Warto zwrócić natomiast uwagę na grających stosunkowo niewielkie role Michaela Caine'a oraz Alana Cumminga.
Na ekranie pojawia się również Mickey Rourke, jedna z największych gwiazd kina lat 80., który wciela się w postać Cyrusa Paice'a, kumpla po fachu Cartera, gangstera i producenta filmów porno. Również i on nie stworzył w "Get Carter" kreacji swojego życia, ale muszę uczciwie przyznać, iż ucieszyłem się, widząc go na ekranie. Wychowałem się na takich filmach jak "9 i 1/2 tygodnia", "Modlitwa za umierających", "Ćma barowa", czy "Johnny Przystojniak", w których Rourke zagrał główne role i w skrytości ducha wierzę, że uda mu się powrócić do dawnej popularności.

Do tej pory krytykowałem "Get Carter", teraz zacznę chwalić. W filmie podobały mi się rewelacyjne zdjęcia autorstwa Mauro Fiore. Twórca ten, znany polskim widzom m.in. z pracy przy "Wyścigu" i "Straconych duszach", po raz kolejny udowodnił, że jest doskonałym operatorem. Mroczne, pozbawione żywych i kontrastowych barw tworzą specyficzną, ponurą i przygnębiającą atmosferę filmu, która doskonale pasuje do opowiadanej historii.
Na uwagę zasługuje również ciekawa muzyka, której twórcą jest Tyler Bates. Łącząca w sobie elementy muzyki elektronicznej i jazzu ścieżka dźwiękowa nie tylko doskonale ilustruje opowiadane wydarzenia, ale również łatwo wpada w ucho.

Podsumowując, "Get Carter" to film słaby, nudny i mimo ciekawych zdjęć oraz oryginalnej muzyki nie wart obejrzenia w kinie. Jeżeli ktoś jest wielkim fanem Sylvestra, niech poczeka na premierę wideo, jeśli nie, to wystarczy obejrzeć w TV.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 61% uznało tę recenzję za pomocną (33 głosy).
o