Recenzja filmu Kod da Vinci (2006)
Ron Howard

Kod MarKetingu

"Kod Leonarda da Vinci" Dana Browna to książka wszech czasów w kategorii "materiał na film". Powodów jest wiele. Po pierwsze, ekranizacja przyciągnie do kina zapewne wszystkie stronnictwa: od ...
Filmweb sp. z o.o.
"Kod Leonarda da Vinci" Dana Browna to książka wszech czasów w kategorii "materiał na film". Powodów jest wiele. Po pierwsze, ekranizacja przyciągnie do kina zapewne wszystkie stronnictwa: od osób uważających historyczną mistyfikację za bujdę na resorach, po ludzi, którzy, o dziwo, uwierzyli w bajania Browna (a ponoć tych też nie brakuje). Po drugie, producenci nie muszą się przejmować zbytnio marketingiem - tym zajął się Kościół i wszelkie możliwe media, rozdmuchujące od dobrych kilkunastu miesięcy kontrowersyjny temat "heretyckiej twórczości pana Dana". Nic więc dziwnego, że ekranizacja wielkiej przygody Roberta Langdona była tylko kwestią czasu.


Ów znawca symboli, w którego wcielił się Tom Hanks, wbrew swej woli znalazł się w centrum największego skandalu w historii ludzkości. Choć lepiej chyba użyć terminu "potencjalny skandal", gdyż prawdziwa burza zacznie się dopiero wtedy, gdy ktoś nieopatrznie wyjawi światu rzekome machlojki Kościoła, mające na celu utrzymanie władzy nad ludzkością. Oczywiście, trzeba najpierw poznać prawdę absolutną, a w tym pomaga Langdonowi piękna Sophie (Aundrey Tautou) oraz znawca historycznych legend, pan Teabing (Ian McKellen). W ślad za nimi podąża jeszcze tabun antybohaterów, w których wcielili się między innymi Alfred Molina, Jean Reno oraz Paul Bettany. I pomyśleć, że wszystkiemu jest winny Leonardo da Vinci.


Jak widać, film ma potencjał - osoby, które nie czytały książki, mogłyby z powodzeniem uznać scenariusz za intrygujący, a na widok nazwisk z czołówki przyklasnąć radośnie. Niestety, rzeczywistość jest mniej łaskawa, niż byśmy tego chcieli. "Kod da Vinci" opływa w banały, od których widzowi robi się niedobrze, a drewniane aktorstwo przyprawia wręcz o torsje. Widać Hanks i Tautou również nie kupili historyjki Browna, przez co nie można powiedzieć o ich występie, że był w choćby najmniejszym stopniu przekonywający. Sytuację ratują jedynie Ian McKellan oraz Paul Bettany. W szczególności drugi z wymienionych panów zaskoczył mnie niezwykle pozytywnie, gdyż nie spodziewałem się po nim takiego popisu - zawsze kojarzył mi się ze średnio udanym filmem "Wimbledon". Postać albinosa Sylasa, w którą się wcielił, jest jedynym schwarz-charakterem, w którego autentyczność jestem w stanie uwierzyć. Natomiast McKellen pokazał, że do każdej, nawet najmniej ciekawej, roli potrafi podejść z rzemieślniczą dokładnością i ukuć z niej coś wartego uwagi. Gdzieś w ferworze pościgów nikną niestety panowie Molina i Reno, dla których najwyraźniej zabrakło miejsca w scenariuszu.


Kolejnym szwankiem w całej maszynerii jest śmieszność wygłaszanych lawinowo tez o historii świata. Jedyne, co można zrobić, to rozgrzeszyć wszystkich widzów, którzy nagle wybuchają histerycznym śmiechem. Niestety, jest to jedyna reakcja, jaka wchodzi w grę przy takiej "głębi" dialogów. Patetyczne kwestie przeplatają się cały czas z dowcipami bohaterów, na które... nikt nie reaguje. Może to taki slang kryptologów, którzy wyskoczyli w sobotę na piwo? Na to pytanie, będące zarazem największą zagadką "Kodu da Vinci", może nam odpowiedzieć chyba tylko sam Dan Brown.


Powiesiłem na produkcji Rona Howarda już z tuzin kotów, więc wypadałoby chociaż dla osłody napisać coś pozytywnego. Cóż, muzyka autorstwa Hansa Zimmera jest całkiem dobra. Fakt, że delikatnie wtórna - nie raz było nam dane słuchać podobnych kompozycji - ale mimo wszystko przyjemna dla ucha. W gruncie rzeczy, mimo tych wszystkich katastrofalnych wad, film sam w sobie ogląda się przyjemnie - nie mogę powiedzieć, by seans był dla mnie torturą. Oczywiście, nie jest to rekomendacja dla "Kodu". Przypuszczam jednak, że i tak nie ważne, co bym napisał - tabuny widzów na pewno zawitają w kinach. W sumie, nic dziwnego.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 44% uznało tę recenzję za pomocną (18 głosów).
KoZa
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (8)

zobacz wszystkie