Recenzja filmu Sztuka zrywania (2006)
Peyton Reed

Komedia nie do końca romantyczna

W trakcie burzliwej kłótni Brooke (Jennifer Aniston) i Gary (Vince Vaughn) rozstają się. Od tego momentu zaczyna się psychologiczna wojna, która ma zmusić jednego ze współlokatorów do ...
Filmweb sp. z o.o.
W trakcie burzliwej kłótni Brooke (Jennifer Aniston) i Gary (Vince Vaughn) rozstają się. Od tego momentu zaczyna się psychologiczna wojna, która ma zmusić jednego ze współlokatorów do wyprowadzki. W tworzenie coraz to nowych pomysłów wciągnięci zostają przyjaciele i rodzina Brooke i Gary'ego.

Niebanalnych komedii romantycznych w kinie prawie nie ma. Było oczywiście kilka chlubnych wyjątków, jak "To właśnie miłość", lecz poza tym nic. Generalnie najtrudniejszą kwestią jest pokazanie uczuć dwojga ludzi, którzy mimo wielu niepowodzeń są w stanie być ze sobą bądź chociaż wyjaśnić sobie pewne sytuacje i zachowania. Niestety zdecydowana większość filmów z tego gatunku ma pomysł, lecz w żaden sposób nie potrafi go wykorzystać, wpadając w sztywne i oklepane reguły, tworząc kolejne do bólu przewidywalne dzieła.

"Sztuka zrywania" Peytona Reeda także ma ciekawe założenie, lecz w przeciwieństwie do większości komedii romantycznych potrafi ten potencjał wykorzystać i nie nachalnie przekazać nam kilka celnych obserwacji z naszego życia. Oczywiście zdarzają się sceny naiwne, lekko przesłodzone, lecz ogólny bilans wypada im na plus dzięki... polskości. Gary Grobowski ma, bowiem polskie korzenie, co na każdym kroku podkreśla. Jego postać odzwierciedla zresztą współczesny model naszego obywatela. Gary posiada charakterystyczne dla Słowian cechy: żywiołowość, wygadanie, sypanie żartami jak z rękawa i smykałka do interesu. Z drugiej strony równie charakterystyczne cwaniactwo, lenistwo i gwiazdorstwo. Vince Vaughn tak świetnie łączy te wszystkie cechy jakby był Polakiem. Swój chyba wrodzony, komediowy talent łączy z charyzmą i przebojowością. Nawet Jennifer Aniston, która ostatnio odgrywała kopie Rachel z "Przyjaciół" jest tutaj dobra i potrafi pokazać coś więcej niż tylko parę grymasów.

Pomysłowy scenariusz i świetne, cięte dialogi, opisujące zarówno przesadny męski upór, jak i kobiece odgrywanie się, oraz zakończenie (bez happy endu), które daje nadzieję na zostanie przyjaciółmi, dopełniają dzieła.

Obraz posiada także kilka pełnokrwistych, drugoplanowych postaci, w których prym wiedzie kumpel Gary'ego, Johnny O., który wszystko potrafi załatwić.

Muszę przyznać, że jestem mile zaskoczony "Sztuką zrywania", którą początkowo miałem tylko za tło brukowców i romansu głównych bohaterów, a tu proszę - film broni się sam, prezentując nam w łatwy i przyjemny sposób partnerskie scysje. Dodatkowo łamie stereotypy gatunku, a to, jak pisałem na początku, zdarza się niezwykle rzadko.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 43% uznało tę recenzję za pomocną (75 głosów).
SQNboy
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o