Recenzja filmu King Kong (2005)
Peter Jackson

Kong - ósmy cud świata!

Tak, Peter Jackson spełnił swoje zadanie tak, jak potrafił najlepiej. Jego Kong jest i efektowny, i wzruszający (wtedy, kiedy trzeba). Na pewno lepszy od pierwszego remake'u z 1976 roku. Po ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa King Kong (2005)
Tak, Peter Jackson spełnił swoje zadanie tak, jak potrafił najlepiej. Jego Kong jest i efektowny, i wzruszający (wtedy, kiedy trzeba). Na pewno lepszy od pierwszego remake'u z 1976 roku. Po nakręceniu Tolkienowskiej trylogii mógł się zabrać za wszystko, co zechce, proponowano mu nawet "Hobbita" (wcześniejsze losy poszczególnych bohaterów "WP"), którego mogłaby oglądać nawet ta mniejsza widownia ("Hobbit" nie jest już tak mroczny i brutalny, jak "Władca"), więc zyski byłyby większe. Jednak Jackson postanowił spełnić jedno ze swoich dziecięcych marzeń - nakręcić swoją wersję "King Konga".

Z początku budżet wynosił 150 mln $, jednak reżyser dołożył swoje 57 mln $ do produkcji i tak oto film kosztował 207 mln $. Zatrudnił większość ekipy, z którą pracował przy "Władcy". Z ważniejszych osobistości, które się zmieniły, wymienię przede wszystkim kompozytora - zamiast Howarda Shore'a możemy posłuchać utworów Jamesa Newtona Howarda, które nie są czymś niezwykłym, ale dobrze wtapiają się w tło filmu. Scenariusz Jackson napisał wraz z żoną - Fran Walsh.

W filmie możemy odczuć ten wielki budżet - efekty specjalne są czarujące, Wyspa Czaszek, na której dzieje się większość akcji czy Nowy Jork lat 30 naprawdę robi wrażenie, a końcowa scena na Empire State Building jest przepiękna wizualnie i, co najważniejsze, niezwykle wzruszająca, czego brakowało w poprzednich wersjach filmu. W rolach głównych możemy zobaczyć same perełki - Adrien Brody, Jack Black czy Naomi Watts.

Podoba mi się w wersji Jacksona więź, jaka łączy Ann i Konga - w najstarszej wersji Ann brzydziła się nim, w wersji z 1976 roku już bardziej go tolerowała, jednak, jak to powiedział Jack Black, Kong był tam tylko napalonym kundlem, który marzył, by zmniejszyć się do jej rozmiarów tylko po to, aby móc ją przelecieć. W tej wersji Ann i Konga łączy raczej przyjaźń, którą traktuje także kobieta, a nie, jak to w poprzednich wersjach - miłość, którą panna Darrow gardziła.

Jednak o kimś zapomniałem - no jasne, o największej gwieździe filmu, Kongu. Otóż, jest on czymś, a właściwie kimś, mimo iż jest to animacja komputerowa, niezwykłym. Ale, niespodzianka, Kong to też człowiek, człowiek, który był Gollumem we "Władcy" - Andy Serkis. Aby przygotować się do tej roli, obserwował w pewnym londyńskim zoo goryle. Wkrótce potem udał się do Ruandy, by poobserwować goryle w naturalnym środowisku. Każdego ranka do twarzy pana S. przyklejano 130 elektronicznych czujników, potem zaś 60 innych do reszty jego ciała. Odgrywając rolę Konga był otoczony ponad 70-cioma kamerami. Andy nie widział nawet Naomi Watts, ponieważ jej partie były kręcone wcześniej. Nie zapominajmy o tym, że aktor zagrał również inną rolę, bardziej 'ludzką' - kucharza, jednego z głównych członków załogi, Flejtucha.

Właściwe to film Jacksona ma jedną wadę - może się on wydać za długi - początek trwa prawie godzinę, ale spójrzmy na to tak, gdyby nie było takiego wstępu, to bohaterowie byliby dla nas obojętni (przyznam szczerze, że dla mnie bardziej przydługi był "Powrót Króla" - o ile początek, środek i 'trochę po' nie nudziły, o tyle końcówka dłużyła się niemiłosiernie). Jednak po tej godzinie reżyser już właściwie tempa nie zwalnia. Kino przygodowe w swojej klasie, potrafiące nawet wzruszyć. Gorąco polecam!
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (20 głosów).
Vikejs
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie
o