Recenzja filmu Złe wychowanie (2004)
Pedro Almodóvar

Kontrowersje i perwersje

Nie jest to film łatwy. Na pewno nie dla polskiego widza przyzwyczajonego, że jeśli para w kinie to tylko mężczyzna i kobieta, on przystojny, a ona śliczna i kochają się aż po grób. Ośmielę się ...
Filmweb sp. z o.o.
Nie jest to film łatwy. Na pewno nie dla polskiego widza przyzwyczajonego, że jeśli para w kinie to tylko mężczyzna i kobieta, on przystojny, a ona śliczna i kochają się aż po grób. Ośmielę się stwierdzić, że z odbiorem tego filmu będą u nas problemy, a już na pewno polemiki, w kraju, w którym homoseksualizm traktuje się jako wstydliwą chorobę i nie mówi o niej, mając nadzieję, że w ten sposób problem sam zniknie.

Hiszpański reżyser nie po raz pierwszy sięgnął po "antybohaterów" coraz częściej pojawiających się w zachodnim kinie, które przestało traktować ich jako temat dla żartów lub wymóg poprawności politycznej, przeciwstawiając ich niepodważalnie królującej (szczególnie w naszym konserwatywnym kraju) obsadzie "typowej", ugładzonej, w której mężczyźni kochają kobiety, te tylko mężczyzn i wszyscy są na koniec szczęśliwi.

U Almodovara nigdy nie było takiej jednoznaczności, bohaterzy byli złożeni, mieli - jak każda istota ludzka - swoje wady i zalety, ulegali impulsom i namiętnościom, a sytuacje życiowe, którym stawiali czoło, nie miały tylko jednego - jasnego i oczywistego - wyjścia. Dlatego jego kino nie jest proste i przyjemne jak zjedzenie paczki popcornu (i dlatego tez zapewne rzadko widzowie wybierający się na jego filmy kupują popcorn), wymaga nieustannego śledzenia, zadawania sobie pytań i przeżywania problemów głównych bohaterów. Almodovar jest jednym z nielicznych reżyserów, którzy zmuszają widza do współodczuwania, do wcielania się w role postaci, do szukania rozwiązań na własną rękę i konfrontowania ich z wyborami dokonanymi przez jego bohaterów. Poza tym każdy jego film jest grą z widzem, badaniem jego spostrzegawczości, wystawianiem na próbę jego zainteresowania - moment nieuwagi, szukanie w torebce dzwoniącego telefonu i już zostajemy wykluczeni ze scen, które są niezbędne, żeby nie zgubić tropu.

Fabułę zawsze rozszyfrowuje się z nabożną uwagą, starając się łączyć wątki w całość, która odbiega od kanonu i zmusza nas do myślenia innymi torami. Reżyser narzuca nam alternatywne koncepcje, każe porzucić wygodne i łatwe myślenie i zmusza do oswajania się z tym, co dla nas, Polaków, ciągle pozostaje tabu. Ten film można traktować jako próbę, próbę własnej tolerancji - ponieważ oprócz homoseksualizmu i transwestytyzmu mamy tutaj do czynienia z innym problemem, który zostaje u nas wyciszony - z molestowaniem seksualnym przez księży i wpływem edukacji na rozwój i życie każdego dziecka. To problem trudny i złożony i Almodovar jest daleki od wskazywania palcem winnego, piętnowania instytucji czy epatowania pouczającym tonem. Ogranicza się tylko do pokazania jednego konkretnego przypadku w całej swojej kompleksowości i ze wszystkimi skutkami, przypadku stopniowej degeneracji człowieka ulegającego swoim namiętnościom i żądzom, człowieka, który znalazł się w nieodpowiednim miejscu.

Bo film jest także o tym, że należy walczyć z tym, co narzuca nam presja społeczna i szukać swojej drogi samorealizacji, i jeśli można doszukać się tu oskarżeń, to tylko wobec homofobii i lęków drzemiących w społeczeństwie, które na siłę stara się zacierać odbiegające od "normy" różnice i zamykać wszystkich w obrębie jednego obowiązującego schematu: panie na prawo, panowie na lewo, księża do kościołów, dzieci do szkół. Obrazek idylli, która ma obowiązywać i która jest utopią, jeśli nie bierze się pod uwagę, że nie wszystkich można tak łatwo i bezboleśnie skatalogować.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (15 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)