Recenzja filmu Maria Antonina (2006)
Sofia Coppola

Krótka historia samotności

Kilka lat temu córka jednego z najlepszych reżyserów w historii kina Francisa Forda Coppoli spróbowała swoich sił w profesji ojca. Po lawinie krytyki, jaka spotkała ją za udział w trzeciej części ...
Filmweb sp. z o.o.
Kilka lat temu córka jednego z najlepszych reżyserów w historii kina Francisa Forda Coppoli spróbowała swoich sił w profesji ojca. Po lawinie krytyki, jaka spotkała ją za udział w trzeciej części "Ojca Chrzestnego" (Złota Malina dla najgorszej aktorki drugoplanowej), wielu powątpiewało w jej umiejętności w dziedzinie filmu. Jednak w 1999 roku powstały "Przekleństwa niewinności" - fantastycznie zagrany i wyreżyserowany film o wkraczaniu młodych dziewczyn w dojrzałość, która zdaje się je przerastać. Tym, którzy nadal wątpili w jej talent, Sofia Coppola zamknęła usta, realizując w 2003 roku kameralną historię samotności w wielkim mieście i rodzącej się, nieoczekiwanej przyjaźni. "Między słowami" zebrało szereg nagród z OsCarem za najlepszy scenariusz oryginalny na czele. Przed premierą "Marii Antoniny" oczekiwania były zgoła odmienne. Nastawiano się na dzieło co najmniej bardzo dobre, mające przywrócić kino kostiumowe do łask. Film jednak został wygwizdany na festiwalu w Cannes i przypięto mu łatkę fresku o zabawach królowej Francji z niskim pokładem wiedzy historycznej.

Trudno po projekcji nie odnieść wrażenia, że część krytyki po prostu źle odczytała intencje reżyserki, dopatrując się nowych prawd czy interpretacji znanych już faktów historycznych. Istotnie, nie dowiemy się niczego więcej o charakterystyce tamtych czasów, ponieważ "Maria Antonina" jest kolejną wariacją na temat samotności ubraną w kostium filmu historycznego. Samotność młodej dziewczyny potraktowanej jako przedmiot, maszynkę, która ma porodzić dziecko dla zawarcia pokoju politycznego, staje się następną kobietą Coppoli zamkniętą w obcym sobie środowisku. Sztywne, powtarzające się regularnie obrzędy i konwenanse w Wersalu połączone z nieprzychylnie nastawionym środowiskiem dworsko-królewskim początkowo nawet śmieszą, lecz z każdym kolejnym dniem są coraz bardziej przygnębiające. Królowa Francji wybiera więc bunt przeciw wszystkim panującym zasadom. Bunt, który w konsekwencji okazuje koniecznością zachowania względnej równowagi psychicznej, bowiem specyficzny rodzaj dworskiego "więzienia" staje się coraz bardziej natarczywy. Nikt z najbliższego otoczenia nie jest w stanie pomóc, odczytać ukrytych myśli i uczuć. Co prawda droga, którą podążyła Maria Antonina (hazard, trwonienie majątku państwa, niekończące się bale), doprowadziła ją do zguby, lecz trudno jednoznacznie ocenić ją jako pozbawioną moralności degeneratkę.

Świetnie został także wykonany, chyba najbardziej ryzykowny element tej produkcji, czyli połączenie archaicznej w założeniu formy ze współczesną muzyką. Mimo że zdrowy rozsądek nakazywałby orkiestrę i uderzenie w podniosłe tony, to zespoły z naszych czasów nie dość, że doskonale brzmią, są świetnie wkomponowane w akcję i przełamują dotychczasowy schemat, to w dodatku nadają nawet pewien rodzaj uniwersalności prezentowanej opowieści. Nie ma w tym doborze nic z eksperymentatorstwa, gdyż poszczególne utwory świetnie ilustrują uczucia głównej bohaterki.

"Maria Antonina" opiera się głównie na niedopowiedzeniach (dość duża oszczędność dialogów) i przenikliwej atmosferze pustki. Te aspekty mają być i są główną siłą filmu mimo niedoskonałości w innych dziedzinach (psychologiczne niezgodności czy zwykłe dłużyzny). Najważniejszym jest jednak to, że Sofia Coppola wyrobiła swój własny styl opowieści, któremu jest wierna i że podejmowane przez nią tematy doskonale czuje i rozumie. Zaprawdę wielka to zaleta dla reżyserki i trudno nie ulec jej wpływom w tej materii.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 90% uznało tę recenzję za pomocną (112 głosów).
SQNboy
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o