Recenzja filmu Lato miłości (2004)
Paweł Pawlikowski

Krótki film o miłości

"Lato miłości" składa się z wielu odcieni i niuansów. Nie ma tu żadnej nachalności w opisywaniu relacji między bohaterami, przerysowywania postaci, stawiana przysłowiowej kropki nad "i". Taki ...
Filmweb sp. z o.o.
"Lato miłości" składa się z wielu odcieni i niuansów. Nie ma tu żadnej nachalności w opisywaniu relacji między bohaterami, przerysowywania postaci, stawiana przysłowiowej kropki nad "i". Taki sposób opowiadania nadaje całej historii subtelną aurę tajemniczości i wieloznaczności. Może to właśnie jest w filmie Pawła Pawlikowskiego najciekawsze.

Scenariusz „Lata miłości" oparty został na kanwie powieści Helen Cross "My summer of love", ale film nie jest wierną adaptacją książki. Pawlikowskiego – jak sam podkreśla - najbardziej zafascynowały niezwykłe postacie bohaterek stworzone przez Helen Cross.
Tę specyficzność wyczuwa się od pierwszych minut filmu, zwłaszcza, że debiutujące na dużym ekranie młode aktorki są bardzo przekonywujące w kreowaniu postaci skomplikowanych, intrygujących i jednocześnie zabawnych.

Tamsin (Emily Blunt) ma bogatych rodziców, słucha Edith Piaff, gra na wiolonczeli, pije czerwone wino i wygląda tak, że nie sposób nie oprzeć się jej urokowi. Podczas wakacji spędzanych koło Yorkshire poznaje Monę (Nathalie Press) - wiejską dziewczynę mieszkającą z bratem (w tej roli Paddy Considine), który z pubu przynoszącego im kiedyś dochód postanowił uczynić duchowe centrum. Od tej pory w domu Mony i Phila nieustannie odbywają się modlitwy wiernych.
Pochodzące z dwóch różnych światów dziewczyny zaprzyjaźniają się. Wzajemne zainteresowanie szybko przeradza się w fascynację, nie tylko erotyczną, a młody wiek i rozchwianie emocjonalne bohaterek dodatkowo to potęgują. Młodzieńcza ciekawość każe im łamać tabu i przekraczać granice.

„Lato miłości" trudno traktować jako portret pokolenia współczesnych nastolatek, zwłaszcza, że reżyser nie konkretyzuje czasu, w jakim rozgrywa się akcja filmu. Nie ma tu zgiełku towarzyszącego młodym ludziom - głośnej muzyki, komórek i szybkich samochodów.
Nostalgiczne zdjęciami autorstwa Ryszarda Lenczewskiego, niedopowiedzenia, zmysłowość i rodzaj chemii, który czuje się między bohaterami sprawia, że filmowi Pawlikowskiego bliżej do „Pikniku pod wisząca skałą" niż do goszczącej niedawno na naszych ekranach „"Trzynastki" Catherine Hardwicke, gdzie reżyserka, w sposób brutalny i dobitny, operując drastycznym szczegółem, opowiadała o o bolesnym dojrzewaniu i przyspieszonym wchodzeniu w dorosłość.

„Lato miłości" kipi od emocji, bo na nich przede wszystkim skupił się reżyser. I choć świat otaczający bohaterów pozostaje na drugim planie, to obraz nie traci przez to nic ze swej realności i wiarygodności. Wręcz przeciwnie, poetycka opowieść Pawlikowskiego nawet na chwilę nie pozwala się nam rozproszyć.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 81% uznało tę recenzję za pomocną (42 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)