Recenzja filmu Vinci (2004)
Juliusz Machulski

Krakowski vabank

Najnowszy film Juliusza Machulskiego pt. "Vinci" to komedia sensacyjna, opowiadająca historię fikcyjnej kradzieży najcenniejszego obrazu w polskich zbiorach muzealnych. Tym płótnem jest "Dama z ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Vinci (2004)
Najnowszy film Juliusza Machulskiego pt. "Vinci" to komedia sensacyjna, opowiadająca historię fikcyjnej kradzieży najcenniejszego obrazu w polskich zbiorach muzealnych. Tym płótnem jest "Dama z łasiczką" pędzla Leonarda da Vinci, jednego z największych malarzy wszech czasów, geniusza włoskiego renesansu. Juliusz Machulski nazywany także "cudownym dzieckiem polskiego kina" i często porównywany ze Stevenem Spielbergiem powraca tym filmem do wspaniałej formy sprzed lat.

Film rozpoczyna się czarno-białą retrospekcją pokazującą skok dwóch złodziejaszków Cumy (Robert Więckiewicz) i Juliana (Borys Szyc) na mieszkanie krakowskiego kolekcjonera dzieł sztuki. Ich łupem pada kolekcja cennych monet. Niestety Cuma, przez przypadek, trafia w ręce policji i ląduje w więzieniu. Kilka lat później od więziennego lekarza dowiaduje się o tym, że jest bardzo chory i dlatego musi odpocząć przez parę tygodni na wolności. Okazuje się, że za tymczasowym zwolnieniem Cumy kryje się paser o ksywie Gruby (Mieczysław Grąbka). Zleca mu kradzież "Damy z łasiczką" z krakowskiej kolekcji Czartoryskich, w zamian oferując milion euro. Wkrótce okazuje się, że obraz zostaje wypożyczony muzealnikom z Japonii. To czas, który Cuma musi poświęcić na zaplanowanie i realizację planu skoku. Tworzenie przyszłej ekipy rozpoczyna wizytą u starego kumpla - Juliana. Opowiada mu całą historię i prosi o pomoc. Okazuje się jednak, że chłopak zrezygnował z przestępczego życia i zaczął pracę... w policji. Julian waha się pomiędzy poczuciem wdzięczności do Cumy, za to że go nie wydał, a obecnym nowym życiem. W końcu podejmuje ryzyko i udaje się do znanego fałszerza obrazów - Hagena (Jan Machulski), prosząc go o namalowanie kopii "Damy z łasiczką". Ten odmawia zasłaniając się starczą niezręcznością, poleca mu jednak swoją wnuczkę Magdę (Kamilla Baar) - studentkę konserwatorstwa na krakowskiej ASP. Julian ma pewien plan...

Juliusz Machulski przypomniał sobie, że potrafi w interesujący sposób opowiadać proste historie. Jego trzy pierwsze filmy: "Vabank", "Seksmisja" i "Vabank II czyli riposta" na trwałe wpisały się w świadomość milionów Polaków. Po całkiem niezłym "Kilerze" Machulski rozmieniał się na drobne, za wszelką cenę starając się przedstawić karykaturę polskiej współczesności ("Kiler 2", "Pieniądze to nie wszystko", "Superprodukcja"). Tym bardziej ucieszył mnie powrót do znakomitej formy w opowiadaniu bliższych rzeczywistości historii. "Vinci" łączy inteligentny suspens Vabanków z komediowymi sytuacjami, znanymi z późniejszych jego filmów. To całkiem przyzwoite kino rozrywkowe, z paroma zaskakującymi zwrotami akcji.

Dialog filmu nie jest co prawda tak naszpikowany zabawnymi kwestiami jak kultowa "Seksmisja", ale z kina na pewno nie wyjdziemy z miną ponuraka. Duża w tym zasługa paru prześmiesznych postaci, równoważących niesamowity spokój i skupienie głównego bohatera filmu, czyli Cumy. Na uwagę zasługuje zwłaszcza górnik, cierpiący na tajemniczą chorobę niezapamiętywania ludzkich twarzy oraz Gruby - poczciwy paser, zmagający się z nie mniej ciężką przypadłością, jaką jest astma.

Nie sposób przy okazji pochwalić całej ekipy aktorskiej za świetne stworzenie filmowego świata. Największe brawa należą się Borysowi Szycowi ("Symetria", "Pręgi"), który w świetnym stylu odegrał postać Juliana. Umiejętnie pokazuje rozdarcie bohatera pomiędzy przeszłością a tym co teraz oraz w zabawny sposób stara się zainteresować sobą Magdę. Debiutująca w tej roli Kamilla Baar ma szansę na rozgoszczenie na polskich ekranach, bo nie brakuje jej ani talentu, ani uroku osobistego. Odgrywający rolę Cumy Robert Więckiewicz tworzy zapadającą w pamięć kreację aktorską głównie dzięki niesamowitemu minimalizmowi. Ale nie dajmy się mu zwieść, bo ekspresywną sceną w domu matki udowadnia, że to świadomie wybrana strategia artystyczna. Jana Machulskiego nie trzeba chwalić, bo to aktor tej klasy, że nawet w największej ramocie potrafiłby zagrać koncertowo.

Ekipa realizacyjna filmu wywiązała się ze swych zadań bez zarzutu. Przyjemne wnętrza, doskonały montaż równie dobrych zdjęć pozwalają na komfortowy odbiór filmu. Jedynym zgrzytem jest scena z wykorzystaniem efektów specjalnych. Zastosowane w tym miejscu rozwiązanie scenariuszowe przypomina więcej niż nieco "Włoską robotę", jednak w porównaniu z tym filmem praca naszych speców wypadła bladziutko.

Juliusz Machulski skrzętnie wykorzystał moment sporej popularności w Polsce światowego bestsellera - książki Dan BrownDana Browna pt. "Kod Leonarda da Vinci" i sprytnie wymyślił fabułę osnutą wokół jedynego obrazu włoskiego geniusza przechowywanego w polskich zbiorach. Świadczy to o wielkiej biegłości twórcy "Vinciego" w poszukiwaniu inspiracji. Powrót do nieco poważniejszego i skomplikowanego formalnie opowiadania filmowych historii z pewnością przysporzy mu grono nowych widzów znudzonych głupawymi komedyjkami o polskich mafiosach. Oby tak dalej!

Sławomir Lipowczyk
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 79% uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).
Pan_Li
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)