Recenzja filmu Stara baśń. Kiedy słońce było bogiem (2003)
Jerzy Hoffman

Lektura nieobowiązkowa

Jerzy Hoffman deklaruje, że gdyby nie został reżyserem to na pewno zostałby historykiem, bowiem historię uwielbia, a historię swojego kraju w szczególności. Dowodem tego uczucia jest twórczość ...
Filmweb sp. z o.o.
Jerzy Hoffman deklaruje, że gdyby nie został reżyserem to na pewno zostałby historykiem, bowiem historię uwielbia, a historię swojego kraju w szczególności. Dowodem tego uczucia jest twórczość Hoffmana, który przeniósł na ekran trylogię Sienkiewicza, a teraz postanowił zekranizować "Starą Baśń" Józefa Ignacego Kraszewskiego - dzieło, które opisuje początki państwa polskiego.

Akcja "Starej Baśni" rozgrywa się w IX w. w czasach, kiedy w nadgoplańskim kraju władzę sprawuje legendarny król Popiel. Aby zapewnić sukcesję synowi, Popiel za namową żony - byłej niewolnicy, morduje cały swój ród, co staje się powodem buntu kmieci. W środku tych zdarzeń zupełnie przypadkiem znajduje się Ziemek, syn Piasta, który po latach pływania z Wikingami wrócił nad Gopło. Chcąc zdobyć miłość pięknej Dziwy Ziemek będzie musiał udowodnić swoje męstwo i odwagę w walce nie tylko z żołnierzami Popiela, ale również wezwanymi przez tyrana na pomoc Wikingami.

"Stara Baśń. Kiedy słońce było bogiem" nie jest wierną ekranizacją powieści Kraszewskiego. Na motywach książki Jerzy Hoffman i Józef Hen stworzyli nową historię, w której fragmenty "Starej Baśni" przeplatają się ze scenami "zbudowanymi na kanwie podań, legend i wyobraźni autorów". W efekcie pracy scenarzystów powstała spójna historia, komentująca aktualną rzeczywistość, ale - przynajmniej tak było w moim przypadku - pozostawiająca widza całkowicie obojętnym.
Zabrakło w "Starej Baśni" "krwistych" bohaterów, z którymi identyfikowałby się odbiorca. Postaci, które pojawiają się na ekranie w większości przypadków "ani nas ziębią, ani grzeją", a widzom jest wszystko jedno, czy ich losy potoczą się szczęśliwie, czy też nie.
Dokładnie takim typem bohatera jest odtwarzany przez Michała Żebrowskiego Ziemko, który w przeciwieństwie do Domana - swojego powieściowego odpowiednika - jest mdły i pozbawiony charyzmy.
Z kolei "czarne charaktery", czyli postacie z reguły najciekawsze - w "Starej Baśni", mimo dobrze napisanych kwestii, tracą dużo przez aktorów. Odtwarzający postać Popiela Bogdan Stupka jest miejscami zbyt teatralny i bywa, że zwyczajnie śmieszy. Dużo lepiej wypada jego filmowa żona, nadgoplańska Lady Makbet - Małgorzata Foremniak.
Foremniak, która większości widzów kojarzona jest głównie z serialową doktor Zosią, tym razem zagrała postać złą, okrutną i bezwzględną, która nie oprze się przed niczym, żeby zapewnić swojemu synowi władzę. Trzeba przyznać, że aktorka dobrze wywiązała się z tej roli. Co prawda można było mocniej zagrać postać Popielowej, jeszcze bardziej uwypuklić jej złe cechy charakteru czyniąc z niej prawdziwą "sukę", ale i tak jest nieźle (choć nie rewelacyjnie).
Bardzo dobrze wypadł również Daniel Olbrychski, który wcielił się w postać Piastuna. Rola ta jest pierwszą od kilku lat dużą, kinową kreację aktora i zarazem niezwykle udaną.
Jednak największe brawa należą się w moim mniemaniu ucharakteryzowanym nie do poznania odtwórcom ról drugoplanowych: Andrzejowi Pieczyńskiemu i Ewie Wiśniewskiej. Postaci Znoska i Jaruchy w ich wykonaniu pozytywnie wyróżniają się na tle mdłych bohaterów.

Na uwagę zasługują wspaniałe zdjęcia autorstwa nieżyjących już Pawła Lebieszewa i Jerzego Gościka. Uszlachetnione komputerowo pejzaże prezentują wspaniałą, pierwotną przyrodę czyniąc "Starą Baśń" opowieścią niezwykle wiarygodną. Mi osobiście przeszkadzał jedynie fakt, iż nie zobaczyliśmy w filmie scen batalistycznych, z których słynie Jerzy Hoffman. Bitwy pokazane w "Starej Baśni" wyglądają... biednie. Walki kręcone są w wąskim kadrze i sprawiają wrażenie, jakby były toczone były przez kilkudziesięciu wojowników.
Może najwyższy czas, aby polscy filmowcy uświadomili sobie, że nie stać ich na kręcenie tego rodzaju obrazów?

Pochwalić muszę również autora muzyki - Krzesimira Dębskiego. Kompozycje, w których usłyszeć można dźwięki wywodzących się, z co najmniej X w. harf "hrotta" fletów, rogów pasterskich, a nawet grzechot... końskich zębów zawieszonych na sznurku, doskonale pasują do pokazywanych na ekranie wydarzeń.

Po raz kolejny nie popisali się jednak specjaliści od efektów specjalnych. O ile jeszcze cyfrowo wzbogacona przyroda robi wrażenie, o tyle sceny finałowe rozgrywające się na i w okolicach wieży na Gople wołają o pomstę do nieba. Animacje wyglądają jakby pochodziły z gry komputerowej, a nie superprodukcji nakręconej w XXI w. Są sztuczne, nienaturalne i niestety - wywołują śmiech.
"Stara Baśń" pozostawiła mnie z ogromnym uczuciem niedosytu. W najnowszym filmie Hoffmana zabrakło wielkich kreacji, niezapomnianych scen batalistycznych, a także ciekawych bohaterów, czyli wszystkich tych elementów, z których zasłynęła sienkiewiczowska trylogia.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 78% uznało tę recenzję za pomocną (41 głosów).
o