Recenzja filmu Dystrykt 9 (2009)
Neill Blomkamp

Ludzka natura

Reżyserski, kinowy, debiut Neilla Blomkampa jest rozbudowaną wersją jego krótkometrażowego filmu z 2005 roku "Alive in Joburg". Co więcej, jak na film który kosztował raptem 30 milionów, to ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Dystrykt 9 (2009)
Reżyserski, kinowy, debiut Neilla Blomkampa jest rozbudowaną wersją jego krótkometrażowego filmu z 2005 roku "Alive in Joburg". Co więcej, jak na film który kosztował raptem 30 milionów, to wypadł on rewelacyjnie, a wszystko za sprawą prostoty. Reżyser, który dotąd robił głównie reklamówki do filmów, sam napisał scenariusz co prawdopodobnie ułatwiło mu budowę całego obrazu. W efekcie dostaliśmy coś prostego, w cudownej oprawie i jakże prawdziwym przesłaniu. Dostaliśmy "Dystrykt 9".

Prawie trzydzieści lat temu na Ziemię przybył okręt obcej cywilizacji. Zawisł on nad stolicą RPA i zamarł w kompletnym bezruchu. Załoga owego kolosa wylądowała zaś w samym mieście, gdzie osiadła. Przez te wszystkie lata kontakty między ludźmi a wielkimi, przypominającymi krewetki kosmitami bardzo się psuły. Sami obcy zdawali się być nierozgarnięci, łatwowierni, dzicy i całkowicie uzależnieni od karmy dla kotów, na której punkcie dostawali świra. Ludzie osadzili "krewetki" w tak zwanym Dystrykcie 9 – silnie strzeżonym, odizolowanym od miasta getcie. Gdy napięcie osiąga punkt krytyczny, ludzie postanawiają przenieść przybyszów do innej placówki, poza miastem. Podczas akcji, ogłaszającej kosmitom, że mają się spakować i przygotować do przeprowadzki, Wikus Van De Merwe, który dowodzi akcją, zostaje przypadkiem zakażony DNA obcych. Gdy powoli zaczyna dochodzić do mutacji jego ciała, wojsko postanawia je sobie przywłaszczyć. Wikus ucieka i szukając schronienia oraz leku, musi udać się do miejsca, którym zawsze gardził – Dystryktem 9.

Jak widać fabuła jest prosta, co nie znaczy, że całkowicie przewidywalna. Jest tu kilka bardzo udanych zwrotów akcji, jak i przede wszystkim bardzo ciekawe zakończenie. Scenariusz został napisany bardzo porządnie, a co ciekawsze, nie dość, że ukazuje w brutalny sposób rasizm, to zmusza widza do myślenia. "Dystrykt 9" nie jest kolejnym durnym kinem klasy B. Więcej. Jest genialnym obrazem ukazującym świetnie psychologię postaci oraz otwarcie tępiącym rasizm. Do tego jak na debiut zarówno reżyserski jak i aktorski spisał się doskonale. Sharlto Copley, który wcielił się w postać Wikusa, spisał się perfekcyjnie. Choć na początku widzimy dość ciapowatego urzędnika, to z czasem nie zamienia się nam w bezinteresownego super bohatera. Do samego końca ma interes w tym, że pomaga przywódcy krewetek, Christoperowi. Dodatkowo z czasem, gdy zaczyna kierować nim determinacja, powoli dostrzega jak obrzydliwa była jego praca. Ile krzywdy wyrządził kosmitom zarówno on jak i jego teść, będący wpływowym politykiem. Jednak co najbardziej należy pochwalić u aktora, to gra mimiką twarzy oraz zachowaniem. Czasem wręcz wygląda jakby naprawdę się bał czy tęsknił za powrotem do bycia człowiekiem. Inni aktorzy również świetnie się spisali, jednak nie tak dobrze jak Copley. Naprawdę piękne otwarcie aktorskiej kariery.

Od strony technicznej, obraz Blomkampa prezentuje się również ciekawie. Z początku mamy do czynienia z reportażem, który szybko i płynnie przechodzi w zwykły film. Naprawdę trzeba reżysera pochwalić za świetne zdjęcia i nie ustępujący mu montaż. Można kunszt tego podziwiać zwłaszcza w scenach akcji, których jest w filmie bardzo dużo, jednak żadna nie jest przesadzona, jakimś nadmiarem efektów. Zaś finałowa walka to uwieńczenie marzeń każdego miłośnika filmów akcji. Same "krewetki" zrobiono całkowicie komputerowo. Wyglądają one bardzo przyzwoicie, tak samo jak okręt-matka obcych. Broń kosmitów również jest bardzo ciekawa i przywodzi na myśl wiele gier z gatunku S-F. Jednak uwieńczeniem doskonałości "Dystryktu 9" jest muzyka. Jest jej dość dużo w filmie i tworzy ona świetny klimat. Brawa należą się twórcą za oprawę muzyczną i dźwięki, gdyż dawno już nie słyszałem czegoś, co by mnie tak porwało.

W ostatecznym rozrachunku dostaliśmy nowatorski, bardzo porządny film, w którym reżyser udowodnił, że jak się chce, to można zrobić coś porządnego za małe pieniądze. "Dystrykt 9" polecam nie tylko miłośnikom kina Sience Fiction czy akcji, ale każdemu kto lubi porządne dramaty dotyczące rasizmu czy natury ludzkiej. Jak na debiut, to lepiej być nie mogło.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 73% uznało tę recenzję za pomocną (33 głosy).
artur_t
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie