Recenzja filmu Zakochany Anioł (2005)
Artur Więcek

Ludzka twarz Anioła

Duetowi Baron&Bereś humor, jak widać na ekranie, dopisuje, bo drugi film o przygodach Anioła Giordano pełen jest gagów i rozbrajających dowcipów. "Zakochany Anioł" bazuje na popularności ...
Filmweb sp. z o.o.
Duetowi Baron&Bereś humor, jak widać na ekranie, dopisuje, bo drugi film o przygodach Anioła Giordano pełen jest gagów i rozbrajających dowcipów.
"Zakochany Anioł" bazuje na popularności pierwszej części i jej w dużej mierze zawdzięcza swoje powstanie, ale jak podkreślał reżyser w jednym z wywiadów, twórcy dbali o to, żeby film świecił swoim światłem, nie wykorzystując wyłącznie pomysłów i energii "Anioła w Krakowie".

Na tle pięknie fotografowanych krakowskich pejzaży wykreowano bajkowy, anielsko dobry świat, w którym króluje miłość, pieniądze spadają z nieba (przynajmniej niektórym), a wszelkie kataklizmy omijają bohaterów zachwyconych codziennością i życiem we wszelkich jego przejawach. Zadomowiony w Krakowie Anioł (Krzysztof Globisz) traci swoją moc - nie ma już skrzydeł i nie potrafi przejść suchą stopą po wodzie, a jednocześnie jego męskość daje znać o sobie. Przerażony Giordano próbuje telefonicznie skontaktować się z Panem Bogiem, ale wiadomo, że "ON nigdy nie odbiera". Wbrew temu, bo można by sądzić o ziemskiej egzystencji anioła, wcale nie będzie on nieszczęśliwy, bo pewnego dnia spotka miłość swego życia.

"Zakochany Anioł" to komedia romantyczna, zrealizowana bez silenia się na odkrywczość, bo raczej trudno być oryginalnym reżyserując sequel. Brakuje filmowi tego zadumania i refleksyjności jaką posiadał "Anioł w Krakowie", za to całość jest bardziej jednorodna gatunkowo a scenariusz naszpikowany żartami słownymi i sytuacyjnymi.
Komedii Artura Więcka "Barona" można zarzucić niebezpieczne miejscami balansowanie na granicy nieco kiczowatego przesłodzenia, której zdecydowanie przekraczać się nie powinno. Takim właśnie zgrzytem jest scena, w której Krzysztof Globisz i Anna Radwan tańczą i śpiewają w rytm muzyki Grzegorza Turnaua. Popis artystyczny pary świetnych aktorów może niekoniecznie musiał być zwieńczony występem stepującego Anioła.

Nietrudno zauważyć, że "Zakochany Anioł" jest zdecydowanie lepiej dopracowany warsztatowo niż część pierwsza i bardziej dynamiczny, bo reżyser postanowił wysłać zasiedziałego w Krakowie Anioła w podróż... do stolicy. W warszawskim epizodzie świetną, choć niewielką rolę zagrał Janusz Gajos, któremu partneruje Jerzy Trela. Filmowy duet kloszardów ratujących Giordana z opresji w ich wykonaniu wypada naprawdę mistrzowsko. Oczywiście, jak to w krakowskim filmie, nie mogło zabraknąć błagań, żeby pod żadnym pozorem nie przenoszono stolicy do Krakowa i subtelnych złośliwości warszawsko-krakowskich, które to chwyty, choć ograne, tutaj brzmią bardzo zabawnie i sympatycznie.

Ciepła opowieść o anielskim zakochaniu ma szansę poruszyć nawet najbardziej racjonalne umysły, warto tylko poddać się poetyce filmu, uchwycić dystans i delikatny uśmieszek twórców, który czuje się już od pierwszych scen.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).
o