Recenzja filmu Przyjaciele (2006)
Tony Goldwyn

Mężczyzna idealny pilnie poszukiwany

Jak wytrwać w wierności i miłości, kiedy dokoła czai się wiele pokus? Odwieczne pytanie zadaje w swoim filmie Tony Goldwyn. "Przyjaciele" z główną rolą Zacha Braffa to komediowa opowieść o ...
Filmweb sp. z o.o.
Jak wytrwać w wierności i miłości, kiedy dokoła czai się wiele pokus? Odwieczne pytanie zadaje w swoim filmie Tony Goldwyn. "Przyjaciele" z główną rolą Zacha Braffa to komediowa opowieść o spóźnionym wchodzeniu w dorosłość.

30-letni Michael (Braff) i Jenna (Barrett) są ze sobą od wielu lat. Mimo że spodziewają się dziecka, nie zamierzają spieszyć się ze ślubem, ale Jenna chciałaby mieć wspólny dom i poczucie bezpieczeństwa. Michel zdaje sobie sprawę, że w jego cudownym i do bólu przewidywalnym życiu nie zdarzy się już żadne szaleństwo. Wszystko zmieni się jednak, gdy na weselu u przyjaciela pozna Kim, śliczną brunetkę, zafascynowaną nim od pierwszego spotkania. Problemy z wchodzeniem w trwałe związki mają również kumple Michaela, a ci, którzy jednak się zdecydowali, gwałtownie chcieliby z nich wyjść.

Jeszcze kilka lat temu Zach Braff był aktorem znanym głównie miłośnikom serialu "Scrubs". Kiedy jednak w 2004 roku wyreżyserował według własnego scenariusza obyczajową komedię "Powrót do Garden State", za która otrzymał wiele nagród, a jeszcze więcej nominacji, zwrócił na siebie uwagę widzów i krytyków z niemal całego świata. Choć "Przyjaciele" porównywani są, głównie ze względów marketingowych, do wspomnianego "Powrotu do Garden State", to między tymi filmami zbyt wielu podobieństw doszukiwać się nie należy.

"Przyjaciele" powstali według scenariusza Paula Haggisa - autora uhonorowanego Oscarami "Miasta gniewu", a jego reżyserii podjął się Tony Goldwyn - aktor, który od czasu do czasu lubi próbować swoich sił po drugiej stronie kamery. Ich wspólne dzieło oparte jest na sprawdzonych schematach. Z jednej strony parcie płci pięknej do wchodzenia w trwałe związki i zakładania rodziny z drugiej paniczny strach przed małżeństwem występujący u facetów.

Postać Michaela przypomina nieco Andrew Largemana - głównego bohatera "Powrotu do Garden State". Po raz kolejny Braff wciela się w postać zagubionego i jednocześnie słodkiego nieszczęśnika. Ale "Przyjaciele" to film miejscami bardzo jak na komedię poważny. Mniej tu humoru i finezji, więcej refleksji nad problemami, z jakimi zmierzyć się muszą młodzi ludzie wchodzący w dorosłość.

Obraz Goldwyna dotyka starych i wielokrotnie interpretowanych prawd, ale robi to w taki sposób, że ogląda się go z przyjemnością. Fani, a raczej fanki Zacha Braffa na pewno zarezerwowały już bilety do kina. Pozostałym, szukającym na dużym ekranie ciepłej obyczajowej historii zwracam na "Przyjaciół" uwagę.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 60% uznało tę recenzję za pomocną (15 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o