Recenzja filmu Super Spark: Gwiezdna misja (2016)
Aaron Woodley
Bartosz Kędzierski

Małpa w kosmosie

To mogłaby być (tak jak sto wcześniejszych, ale nic w tym złego) pokrzepiająca historia przeciętnego chłopca, który nie rezygnuje z marzeń i wbrew przeciwnościom rusza na poszukiwanie ...
Filmweb sp. z o.o.
Przekładanie animacji "Super Spark: Gwiezdnej misji" na inne niż oryginalny język ma jeden zasadniczy feler – dubbing pozbawia ją prawdopodobnie największej atrakcji, czyli głosu znakomitych hollywoodzkich aktorów: Susan Sarandon, Patricka Stewarta, Hilary Swank i Jessiki Biel. Po takiej kastracji "Spark" oferuje już naprawdę niewiele. Paradoksalnie jednak motywów, nawiązań i zapożyczeń jest w nim co niemiara. To w gruncie rzeczy "Król Lew" z elementami "Kung fu Pandy" toczący się na "Planecie małp" w świecie "Gwiezdnych wojen" (zapomniałabym jeszcze o "Wall-E'm", "Star Treku", "Transformerach" i miliardzie innych podobnych filmów). Twórcy tej koreańsko-kanadyjskiej koprodukcji wydobyli z najlepszych młodzieżowo-dziecięcych filmów ostatnich lat – teoretycznie – to, co najlepsze, a z pozyskanych elementów ulepili swój własny hit. Zapomnieli jednak o skutecznym spoiwie – ciekawej fabule, sympatycznych postaciach albo przynajmniej widowiskowych akcjach. W efekcie "Spark" ciągnie się jak wyżuta guma i nie bardzo się klei.   

photo.title  

Tytułowy Spark – choć małpa – to typowy ludzki 13-latek, który natychmiast chce się stać dorosły i czym prędzej ruszyć do akcji. A ma się się do czego rwać, ponieważ jego rodzinna planeta – rozwalona na drobne kawałki przez złego małpiszona Zhorga – wciąż znajduje się w niebezpieczeństwie. Póki co udziału w powstańczych misjach zabraniają Sparkowi jego opiekunowie – świetnie wyszkolona w sztukach walki lisica Vix i łebski prosiak – spec od technologii – Chunk. Kiedy jednak nadarzy się okazja, Spark – w tajemnicy przed swoimi starszymi kolegami – postanowi działać na własną rękę. I tak zaczyna się jego kosmiczna przygoda. 

To mogłaby być (tak jak sto wcześniejszych, ale nic w tym złego) pokrzepiająca historia przeciętnego chłopca, który nie rezygnuje z marzeń i wbrew przeciwnościom rusza na poszukiwanie przeznaczenia – ale… nie jest. To mogła być zajmująca opowieść o rodzinie, przyjaźni – ale… nie przekonuje. Mogła to też być po prostu czysta wizualna przygoda i rozrywka bez przekazu, ale i to się nie udało. W "Sparku" wszystkiego jest dużo, ale tylko po trochu. 

photo.title   photo.title   photo.title

Młodym widzom trudno będzie utożsamić się z głównym bohaterem, który niby jest jak każdy inny, ale jednak dosyć szybko okazuje się (tę kluczową kwestię zdradza już zwiastun filmu!) królewskim synem o magicznych mocach. W związku z tym jego szanse na powodzenie są nieporównywalnie większe niż statystycznego nastolatka i rzeczywiście – przeszkody niemal same się przed nim uchylają. Traci na tym napięcie i poziom zaangażowania widza. Braków tych nie nadrobią relacje między postaciami, które niby przywołują te ze znanych animacji, ale są zbyt umowne, by wywoływały podobne emocje. Do ekranu nie przykuje też warstwa wizualna – uboga, nieciekawa, momentami wręcz brzydka. 

Ostatecznie największym plusem "Sparka" jest to, że nie jest animacją złą, raczej – nieudaną. Nikogo nie skrzywdzi, ale też nie uszczęśliwi.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 83% uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).
Dorota Kostrzewa
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie