Mały film o wielkim człowieku

"Jan Paweł II" to wspólne dzieło amerykańskiej telewizji CBS, włoskiej Rai Uno oraz polskiej TVP. Z gotowego materiału, każda ze stron koproducenckich przygotowała własną wersję, która była lub będzie wyemitowana w TV. Polscy producenci zrobili aż dwie - krótszą, kinową oraz dłuższą, telewizyjną. O ile decyzja o dostosowaniu filmu do narodowości jego odbiorcy, jest zrozumiała, o tyle pomysł, by pokazać produkcję telewizyjną w kinie, pozostaje zagadką. Przynajmniej artystyczną.
"Jan Paweł II" otwiera się sceną zamachu na życie papieża, który leżąc na sali operacyjnej wspomina swoje życie oraz drogę na tron piotrowy. Akcja kończy się 2 kwietnia 2005, tuż przed 22.

Film Johna Kenta Harrisona to skonwencjonalizowana biografia, której motto brzmi "Jan Paweł II wielkim człowiekiem był". I jest to fakt bezdyskusyjny nie tylko dla twórców filmu, ale i dla szerokiego grona jego odbiorców, co nie dziwi. Nieco zaskakuje brak próby odpowiedzi na pytanie o przyczyny wielkości papieża. Choć może nie powinno - amerykański pragmatyzm jest po prostu bezradny w obliczu fenomenu Karola Wojtyły oraz katolicyzmu w ogóle. W filmie jest mowa o wierze, o sferze duchowości, ale ich obecności na ekranie nie czuć.

"Jan Paweł II" to niezwykle poprawny film biograficzny, który miał zapewne przybliżyć postać papieża Amerykanom. By Jan Paweł II wydał się postacią związaną również z historią ich kraju, w filmie pojawiają się odniesienia do najnowszej historii USA, które przedstawiane są w postaci scen-haseł: "papież a wojna w Iraku", "papież a atak na WTC", "papież debatujący z amerykańskim prezydentem o zamiarach ZSRR". Takich haseł, pełniących rolę skrótów jest więcej, na przykład: o. Wojtyła podbija serca młodzieży, zyskuje przychylność milicji, zjednuje sobie kardynałów w Watykanie. Takie uproszczenia może są i dobre, ale dla widzów, którym postać Jana Pawła II jest nieznana.

Ponieważ w naszych kinach jest to już drugi telewizyjny film (po "Karolu - człowieku, który został papieżem" z Piotrem Adamczykiem) o życiu Karola Wojtyły, można pokusić się o porównanie obu produkcji. Wypada ono na korzyść filmu włoskiego. Giacomo Battiato szukał odpowiedzi na pytanie, kim był przyszły papież na wymiarze moralnym, duchowym. Z tezami włoskiego reżysera można się zgodzić lub nie, ale jest o czym dyskutować. John Kent Harrison takiej możliwości nie daje - pokazał Karola Wojtyłę jako wielkiego człowieka, współczesnego świętego. I to dosłownie - w scenie rozmowy Papieża z młodymi w Krakowie, postać Jana Pawła II jest tak fotografowana, że przypomina stojącą w kościele figurę.

Trzeba przyznać, że pod jednym względem film "Jan Paweł II" jest lepszy od "Karola..." - wątki społeczno-historyczne zostały ograniczone do niezbędnego minimum. Battiato dokładnie narysował polską rzeczywistość, która otaczała Wojtyłę. I choć Harrison postąpił podobnie, w polskiej wersji kinowej pozostał tylko ogólny szkic.

Większość składowych filmu jest grzeczna, poprawna, zgodna z faktami. Bardzo się to chwali, lecz ogląda niedobrze. "Jan Paweł II" jest po prostu nudny, pełen patetycznych amerykańskich dialogów, które choć mówione po polsku i przez Polaków, ocierają się momentami o śmieszność. Jeśli sceny w filmie wzruszają, to nie z powodu wysiłku jego twórców, ale z powodu tęsknoty i żalu związanych z odejściem papieża, w wielu sercach wciąż jeszcze żywych.

"Jan Paweł II" to przede wszystkim możliwość przekonania się, jak Amerykanie widzieli życie i pracę papieża. My widzieliśmy swoje, i to na własne oczy.
75% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?

zobacz też:

pozostałe recenzje użytkowników (1):

komentarze

dodaj komentarz
  • Dobra recenzja. pozdr

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
WTF:false,ads:true