Recenzja filmu Grindhouse: Planet Terror (2007)
Robert Rodriguez

Made in USA

"Hołd dla tradycji" - ta maksyma chyba najlepiej oddaje zamiary, jakimi kierowali się Robert Rodriguez i Quentin Tarantino w czasie planowania swego najnowszego, wspólnego obrazu. Świat filmu ma ...
Filmweb sp. z o.o.
"Hołd dla tradycji" - ta maksyma chyba najlepiej oddaje zamiary, jakimi kierowali się Robert Rodriguez i Quentin Tarantino w czasie planowania swego najnowszego, wspólnego obrazu. Świat filmu ma wielki wpływ na swoich miłośników, gdyż może on być źródłem licznych, interesujących koncepcji i prywatnych przemyśleń wielu wielkich, niczym nieograniczonych twórców. Oglądając daną produkcję, często mamy okazję zestawić zawarte w niej teorie z tymi, które do tej pory były nam wmawiane przez społeczeństwo, przeanalizować je i ocenić. Wiele osób w ten właśnie sposób kształtuje swój światopogląd. Człowiek zapamiętuje treści, to co słyszy w swoim otoczeniu, w wieczornym wydaniu wiadomości, czy nawet w szkole. Potem nagle widzi film, którego autor zawarł w bardzo wyrazisty sposób zupełnie przeciwne motywy. Dano nam w tym momencie niepowtarzalną okazję, by na chwilę zajrzeć, jak to wygląda po drugiej stronie lustra. Zobaczyć, a potem porównać z tym, co słyszeliśmy do tej pory i wypracować własne koncepcje. Możemy porównać na przykład różne poglądy polityczne, społeczne albo też nawet tradycje kulturowe różnych krajów. Tego ostatniego daje nam właśnie zasmakować recenzowany przeze mnie film, dzieło Roberta Rodrigueza - "Planet Terror".

Filmy z gatunku Exploation, na kanwie którego powstał PT, w naszym kraju są kompletnie nieznane (przynajmniej ja się z owymi polskimi produkcjami nie spotkałem). Jest to odmiana nisko budżetowych filmów, z zamierzenia kiczowatych, mających za zadanie przyciągnąć widzów dużą dawką masakry, przemocy, pięknych i charyzmatycznych bohaterów i śmiałych scen (zależnie od odmiany stylu, jednego elementu jest więcej, a innego mniej). Jako że na próżno szukać takich obrazów w naszych rodzimych kinach, ja sam widziałem może ze dwie takie produkcje, które przypadkiem odkryłem w małych wypożyczalniach video. Odwrotnie ma się to do krajów anglojęzycznych. W USA, które jest w sumie kolebką Exploation, gatunek ten w swoim czasie był ogromnie popularny. Najwyraźniej wyjątkowo przypadł też do gustu Tarantino i Rodriguezowi, gdyż postanowili oni wspólnie przypomnieć ludziom o tradycji "Grindhouse".

"Grindhouse", bo tak się poprawnie nazywa seans filmów Exploation, pierwotnie składał się z dwóch niezależnych obrazów, podzielonych zapowiedziami innych obrazów. Tak też wygląda hołd dla tego gatunku - przynajmniej tak jest w Stanach. W Ameryce obie produkcje Tarantino ("Death Proof") i Rodrigueza ("Planet Terror") faktycznie wyświetlane są jedna po drugiej za cenę jednego biletu. Dodatkowo podzielone są trailerami fikcyjnych produkcji. Wszystko, co potrzebne by oddać klimat seansu tanich filmów klasy B. Niestety uznano, że skoro w Europie podwójne seansy nigdy nie były popularne, to widzowie nie zrozumieją zamierzeń twórców. Tak więc "Grindhouse", bo tak nazwano też sam film, podzielono na dwie części i każdą z nich trzeba oglądać osobno. Jeśli o mnie chodzi, to kompletnie nie kupuję tej wersji. Nawet jeśli nigdy nie byłem na podwójnym seansie, to przecież chętnie bym spróbował czegoś nowego i zobaczył, jak to się robi na Zachodzie. Idę o zakład, że po prostu inni producenci połakomili się na kasę i dlatego teraz trzeba płacić dwa razy. Nie cierpię takich zagrań. Zawsze potrafią coś zepsuć. No ale, nie przedłużając już zbytnio, przejdźmy do recenzji "Planet Terror" - części drugiej "Grindhouse".

Historia tutaj zekranizowana jest drastycznie prosta. W wyniku zamieszek między służbami wojskowymi w pewnym mieście, zostaje uwolniony wirus, który zamienia ludzi w zombie. Ocalała jedynie garstka odpornych za zarazę osób, którzy teraz wspólnie muszą walczyć z hordą żywych trupów. Prawda, że banalne i całkowicie znajome? Takie też powinno być! Robert R. chcąc odwzorować odczucie prawdziwego seansu produkcji typu B, w strefie scenariusza zastosował chyba wszystkie oklepane schematy, jakie tylko znał. Mamy tu same znane szkice. Niemal wszystkie występujące postacie jakoś się znają, jeden z nich jest oczywiście chojrakiem nie z tej ziemi, para głównych bohaterów w którymś momencie pójdzie ze sobą do łóżka, no i oczywiście każdy, ale to każdy jest w pewien sposób ociosany ciężko przez życie Jak klasyka, to klasyka, a co! W tym miejscu pewnie myślisz, że masz do czynienia z kolejną oklepaną produkcją, która niczym cię nie zaskoczy i zwyczajnie nie masz ochoty zapoznać się z amerykańską tradycją. Musisz wiedzieć że popełniasz wielki błąd. Pomysły może są znane, ale sklecone w taki sposób, ze ich odbiór ani na moment nie przestanie cię intrygować. Najważniejsze jest jednak coś zupełnie innego. W tym filmie cenzura jest jak łyżka - po prostu nie istnieje! Postacie są maksymalnie wyraziste i w swych poczynaniach i rozmowach ani przez chwilę nie owijają w bawełnę. Jeśli nudzą was filmy, w których dzieciaki i zwierzęta zawsze przeżywają, albo bez przerwy słyszycie tylko miękkie i nijakie teksty, to musicie to obejrzeć. Same chore zagrania, których często się nie pozwala filmować innym reżyserom. Dla nikogo nie ma litości, a wszystko okraszone niezłymi, ekstremalnie kozackimi tekstami. Po prostu nie da się nudzić!

O ile scenariusz wykorzystuje utarte schematy, to oprawa audio - wizualna nie pozostawia żadnych złudzeń i przynosi zupełnie nieznane doznania (przynajmniej dla mieszkańców Europy). Nie pamiętam żadnego innego filmu w którym spotkałbym coś pokroju przepięknej striptizerki wykańczającej nieumarłych za pomocą karabinu maszynowego z granatnikiem, przytwierdzonych zamiast jednej nogi. Zdaję sobie sprawę, że reżyser dysponował o wiele większymi środkami niż inni twórcy z gatunku Exploation, ale jeśli ich obrazy zawierają podobne zagrania, to żałuję, że w Polsce nie robi się takich rzeczy. Można tu również spotkać wszystko o czym czytałem odnośnie tanich filmów, wyświetlanych w tanich kinach, aż do zużycia taśmy. Po ekranie cały czas przelatują jakieś krechy obraz czasem się zabrudzi i krawędzie są niewyraźne, czasem coś trzaśnie w głośniku, a nawet stopi się taśma i wyskoczą przeprosiny za brakującą rolkę. Raz nawet złapałem się na tym, że żałuję iż oglądam taki wybrakowany szuwar. Jeśli takie było zamierzenie, to brawa dla autora, bo wywiązał się znakomicie. Wszystkie te zabiegi tworzą jednak tylko pewien filtr, pod którym kryją się całkiem niezłe efekty. Maszkary wyglądają super ohydnie i przekonująco, posoka leje się strumieniami a scenografia aż kipi od szczegółów i efektownych wybuchów. Całość daje wręcz piorunujący efekt. Fani horroru i gore nie będą zawiedzeni.

Podsumowując napisze tylko, że bardzo polecam ten film wszystkim dojrzałym kinomanom. "Planet Terror" na pewno cię nie zawiedzie, a może nawet sprawić, że chętnie sięgniesz po inne dostępne u nas filmy z gatunku Exploation. Ostatnie zdanie od fana kina, dla fanów kina - Musicie to zobaczyć!!!
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 67% uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
VViking
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie