Recenzja filmu 60 sekund (2000)
Dominic Sena

Magia czterech kółek

Gdy bohater zapina pasy i naciska pedał gazu, ekranowa akcja nabiera rumieńców. Zmontowane z polotem sceny samochodowych ucieczek dorównują klasą legendarnym pościgom z "Bullita" i "Ronina".
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd 60 sekund (2000)
Ten film ma wszystko, czego trzeba, żeby spodobać się męskiej publiczności: szybkie samochody,  turbodoładowaną ścieżkę dźwiękową i Angelinę Jolie w wersji blond. Ryk silników jest w stanie zagłuszyć żenujące dialogi, zaś opływowe kształty pojazdów odwracają uwagę od tradycyjnie drewnianego Nicolasa Cage'a.

Gwiazdor o spojrzeniu zbitego cocker spaniela wciela się tym razem w postać Randalla Rainesa, legendarnego złodzieja samochodów, który wycofał się z zawodu, aby chronić swoją rodzinę. O ironio, bohater będzie musiał powrócić z przymusowej emerytury, gdy jego młodszy brat podpadnie rosyjskiemu gangsterowi. W zamian za darowanie życia Rainesowi Juniorowi mafiozo każe Randallowi ukraść w ciągu 72 godzin pięćdziesiąt luksusowych samochodów.

Ciąg dalszy przypomina klasyczny heist movie. Najpierw Randall kompletuje ekipę złożoną z dawnych przyjaciół oraz młodych wilków w złodziejskim fachu, a potem bierze się do wielkiej kradzieży samochodów. Po piętach depczą mu nie tylko policjanci, ale i członkowie konkurencyjnych gangów. Jakby tego było mało, Randall musi zasiąść za kierownicą wozu, który przynosi mu pecha –  Shelby Mustang GT 500 rocznik 1967.

Reżyser Dominic Sena ("Kod dostępu", "Kalifornia") nigdy nie był mistrzem psychologicznej obserwacji, toteż sceny prania rodzinnych brudów wypadają u niego równie słabo co Robert Kubica na torze w Melbourne. Gdy jednak bohater zapina pasy i naciska pedał gazu, ekranowa akcja od razu nabiera rumieńców. Zmontowane z polotem sceny samochodowych ucieczek dorównują klasą legendarnym pościgom z "Bullita" i "Ronina".

Po obejrzeniu filmu warto zapoznać się z licznymi materiałami dodatkowymi zamieszczonymi na płycie DVD. Za kulisy realizacji "60 sekund" zaglądamy wraz z producentem Jerrym Bruckheimerem, hollywoodzkim specjalistą od naładowanych adrenaliną widowisk ("Twierdza", "Armageddon", "Piraci z Karaibów"). Jego recepta na udane kino jest prosta: scenariusz, który da się streścić w trzech zdaniach, reżyser, któremu można narzucić własne zdanie, wianuszek gwiazd w obsadzie oraz dużo ekranowych wybuchów. Bruckheimer opowiada o tym, jak powstawały sceny akcji,  przedstawia charakterystyki głównych bohaterów, a także tłumaczy istotę dobrego pościgu samochodowego. Od czasu do czasu daje dojść do głosu reżyserowi Dominicowi Senie, który rozpływa się nad motoryzacyjną pasją Nicolasa Cage'a. Wśród dodatków znalazł się również klip "Action Overload" (migawki z planu i fragmenty filmu zmontowane w rytm ostrego rocka). Na deser przygotowano teledysk do piosenki grupy The Cult, przy której o mało co nie dochodzi do sceny miłosnej między Cage'em a Angeliną Jolie. Wszystkie materiały zostały przetłumaczone na język polski.

Dźwięk zakodowano w formacie Dolby Digital 5.1, a obraz – 16:9. Film można obejrzeć z napisami bądź lektorem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 38% uznało tę recenzję za pomocną (48 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

o