Recenzja filmu Śmiertelna gorączka (2002)
Eli Roth

Makabreska

Nie ma chyba fana horrorów, który nie fascynowałby się klasykami takimi jak "Martwe zło", "Coś", "Koszmar z ulicy wiązów", "Teksańska masakra piłą mechaniczną" czy "Piątek trzynastego". ...
Filmweb sp. z o.o.
Nie ma chyba fana horrorów, który nie fascynowałby się klasykami takimi jak "Martwe zło", "Coś", "Koszmar z ulicy wiązów", "Teksańska masakra piłą mechaniczną" czy "Piątek trzynastego". Fascynacja ta wielu skłania do realizacji własnych przerażających obrazów. Od jakiegoś czasu młodzi amerykańscy twórcy zalewają rynek przeróżnego rodzaju remake'ami, sequelami i innymi produkcjami, inspirowanymi twórczością swoich starszych kolegów, którzy w latach 70. stworzyli kultowe produkcje gatunku. Problem jednak w tym, że zamiast skupić się na kreowaniu mrocznej atmosfery i podkręcaniu napięcia, dzisiejsi filmowcy stawiają na brutalne, krwawe jatki i efekty specjalne. Nic więc dziwnego, że ich wysiłki spotykają się z krytyką. Jak tu bowiem zachwycać się czymś, co zamiast być straszne jest po prostu obrzydliwe?

Niedawno recenzowałam "Dom 1000 trupów" Roba Zombie, zastanawiając się nad motywacją, która przyświecała twórcy przy kręceniu tego obrzydlistwa. Nie dane mi było jednak długo odpocząć - tym razem los (czy też jak kto woli - Rednacz) pchnął mnie w objęcia kolejnego niesmacznego horroru - "Śmiertelnej gorączki", która debiutuje na ekranach naszych kin.

Ciekawa czołówka i pierwsze minuty filmu obudziły we mnie nadzieję, że może oto nadeszła pora na miłe rozczarowanie i rozkoszowanie się dreszczykiem emocji. Niestety, szybko okazało się, że reżyser filmu, Eli Roth, siedział chyba z Robem Zombie w jednej szkolnej ławce…

W skrócie "Śmiertelna gorączka" to historia pięciorga przyjaciół, którzy postanawiają spędzić część wakacji w górskiej chacie na odludziu. Już pierwszej nocy zostają zainfekowani przez tajemniczy wirus…

Tematyka, choć może nie tak oryginalna, mogłaby posłużyć za kanwę naprawdę dobrego horroru. Twórcy nie potrafili jednak w pełni wykorzystać tematu. Wina leży tu głównie po stronie scenariusza - postacie nakreślone zostały jakby od niechcenia a ich poczynania są czasem tak bezmyślne, jakby to była parodia w stylu "Strasznego filmu". W połączeniu z drewnianym aktorstwem otrzymujemy produkt nijaki i po prostu nudny, a na tym, czy bohaterowie przetrwają śmiertelny pogrom, w ogóle nam nie zależy. Najgorzej jednak, gdy do akcji wkracza dziwaczne poczucie humoru. Wtedy już nie wiadomo o co chodzi.

Reżyser jak może posiłkuje się użyciem efektów specjalnych, chcąc zamaskować w ten sposób miernotę i przewidywalność fabuły. Niestety filmowi to nie pomaga a niejednego widza jest w stanie za to przyprawić o torsje (np. podczas sceny golenia). Krwi przelewa się cały ocean, kończyny bohaterów walają się po lesie a widz zastanawia się, co też jeszcze chorego zapoda nam autor tej makabreski.

Jedynymi plusami filmu są zdjęcia (czasem udanie oddające klaustrofobiczną atmosferę domku i ciemnego lasu) i mroczna muzyka, do której powstania przyczynił się sam Angelo Badalamenti (choć Bóg mi świadkiem, nie mam pojęcia co go ku temu skłoniło). To jednak za mało, by się jakkolwiek tym "dziełem" ekscytować. Nie polecam.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 53% uznało tę recenzję za pomocną (51 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)