Recenzja filmu Mgła (2005)
Rupert Wainwright

Mdła mgła

"Mgła" z 2005 roku to remake klasycznego horroru mistrza grozy, Johna Carpentera, pod tym samym tytułem. Piętnaście lat po premierze pierwowzoru, Rupert Wainwright podjął się próby ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja TV Mgła (2005)
"Mgła" z 2005 roku to remake klasycznego horroru mistrza grozy, Johna Carpentera, pod tym samym tytułem. Piętnaście lat po premierze pierwowzoru, Rupert Wainwright podjął się próby wyreżyserowania nowej wersji jednego z najbardziej przerażających obrazów grozy z lat osiemdziesiątych. Przedsięwzięcie było śmiałe, lecz nie ma się co dziwić, produkowanie remake'ów to rzecz w dzisiejszych czasach powszechna. Potencjał oryginału oraz młody utalentowany reżyser (twórca rewelacyjnych "Stygmatów") dawały nadzieję na całkiem udany horror. Niestety, nadzieja okazała się płonna, ponieważ "Mgła" Wainwrighta zawiodła nie tylko jako remake, ale również jako solidnie i poprawnie wykonany film grozy.

"Mgła" opowiada o małej miejscowości Antonio Bay, którego mieszkańcy niedługo będą obchodzić uroczystość stulecia powstania swojego miasteczka. Jednak osadnicy nie wiedzą, że ich święto zbiega się z innym przykrym wydarzeniem. Dokładnie 100 lat temu statek wraz z trędowatymi został celowo skierowany na skały, w wyniku czego rozbił się i zatonął. Teraz w dniu stulecia miasteczka, zbudowanego "na krzywdzie niewinnych ludzi", martwi marynarze powracają w postaci upiorów we mgle, aby pomścić swoją śmierć na założycielach nadmorskiej miejscowości.

Prawdę mówiąc, od razu wiedziałem, że film Ruperta nigdy nie dorówna pierwowzorowi. Tliła się jednak we mnie nadzieja, że pomysłowość i oryginalność Wainwrighta, dzięki której "Stygmaty" okazały całkiem ciekawym, momentami przerażającym filmem grozy, wystarczy na stworzenie równie interesującej, nowej wersji "Mgły".

Zdecydowanie najgorzej prezentuje się scenariusz. Dostajemy praktycznie tę samą historię, co w oryginale. Różni ją tylko kilka drobnostek i w pewnym sensie zakończenie. Na dodatek, pomijając lenistwo twórców, historia jest przedstawiona znacznie gorzej niż w pierwowzorze. Momentami film strasznie się ciągnie, jest wręcz senny. Domyślam się, że reżyser chciał stworzyć specyficzny klimat, pełen tajemniczości, lecz nic mu z tego nie wyszło. Również niektóre dialogi wydają się "upchnięte na siłę", nic nie wnoszą, nie są ani ciekawe, ani zabawne, poza tym, że skutecznie wydłużają czas produkcji. Na minus należy odnotować zachowania bohaterów. Miejscami są zupełnie nielogiczne. Dla przykładu scena, podczas której dziewczyna uderza ręką w szybę kajuty, a następnie osuwa się na podłogę. Wydarzenie nie powoduje żadnej reakcji jej przyjaciół obserwujących tę sytuację z kadłuba. Dopiero gdy zostaje wyrzucona przez jakąś tajemniczą moc przez szybę na zewnątrz statku, ci zaczynają krzyczeć i wołać o pomoc. Dobra, mogliby nie być zbyt bystrzy albo po prostu ułomni, ale chwilę później jeden z nich doznaje przebłysku geniuszu i chowa się przed upiorami w lodówce, dzięki czemu przeżywa konfrontacje z upiorami. Dla mnie to po prostu nielogiczne.

Sceny grozy nie prezentuje się lepiej. Chociaż są pomysłowe i solidnie wykonane i widać, że twórcy naprawdę się starali, to zabrakło im elementu zaskoczenia. Przez cały seans wiedziałem, co stanie za parę minut, a nawet kiedy i skąd wyskoczy kolejny upiór. Obraz jest naprawdę strasznie przewidywalny i do tego bardzo schematyczny.

Mam mieszane uczucia co do efektów specjalnych. Komputerowo wygenerowana mgła, chociaż nie oddawała tego, co w oryginale, sunąca po morzu ku lądowi wyglądała świetnie. Tak samo prezentuje się scena śmierci wielebnego Malone, przeszytego odłamkami szkła. Również retrospekcje Elizabeth czy ślady butów pojawiających się na suficie domku głównego bohatera robią wrażenie. Jednak duch chwytający za nogę Stevie Wayne podczas ucieczki z tonącego samochodu bądź wyskakująca z zlewu ręka wypadły już kiczowato. Przy tych scenach czułem się, jakbym oglądach czarną komedię.

Aktorstwo to chyba jeden z najlepszych aspektów filmu. Chociaż było zaledwie poprawne, a miejscami "drewniane", to dało się je znieść bez zgrzytania zębami. Tom Welling znany wszystkim z "Tajemnic Smallville" spisuję się dość dobrze, raczej nie można mu nic zarzucić. Najlepiej zagrała Maggie Grace, była bardzo przekonująca i wzbudziła moją sympatię. Zresztą plusem tej produkcji nie tylko jest gra ów pani, ale i jej uroda. Piękna i pociągająca bohaterka jednak nie wystarczy. Reszta bohaterów była mi zupełnie obojętna, a więc ich śmierć nie wzbudzała to we mnie żadnych emocji.

Na pochwałę zasługuje scenografia. Spowite w mroku miasteczko robi wrażenie. Jednak brak odpowiedniego udźwiękowienia wszystko niweczy. Przez to produkcja pozbawiona jest mrocznego klimatu. Częściej od muzyki słyszymy ciszę, co wpływa na senny klimat filmu.
 
Nowa "Mgła" to po prostu kolejny przeciętniak, jakich wiele. Szkoda, bo produkcja miała potencjał.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 60% uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

o