Recenzja filmu Las, 4 rano (2016)
Jan Jakub Kolski

Między Biblią a genderem

"Las" przypomina pod wieloma względami poprzedni film reżysera, "Zabić bobra". Oba mierzą się z tematem utraty, wycofania ze świata, drugiej szansy, wreszcie męskości. W obu filmach główny ...
Filmweb sp. z o.o.
"Las 4 rano" jest filmem o utracie. Jego bohater Forst traci wszystko. Nie wiemy, co się dokładnie stało. Mężczyzna sukcesu w sile wieku, król życia, pan na swojej firmie, po kilku scenach ekspozycji znajduje się nagle na marginesie społeczeństwa. Zamieszkuje nie w przestronnym apartamencie, ale w leśnej ziemiance bez mebli. Żywi się pochwyconymi w lesie zwierzętami. Śpi przykryty liśćmi w wykopanej w ziemi jamie, jakby za życia przygotował sobie grób i tylko czekał, aż spocznie w nim na zawsze. Jego jedynym kontaktem ze światem żywych jest pracująca przy drodze prostytutka i jej rosyjski sutener.


Dopiero z czasem poznajemy, co jest źródłem tragedii i upadku Forsta. Od początku za to reżyser sugeruje, że jest on nowym, biblijnym Hiobem. Cytaty z "Księgi Hioba" prowadzą nas przez kolejne partie filmu. Hiob także jest człowiekiem, który traci wszystko – majątek, rodzinę. Żyje na marginesie społeczeństwa, prawie jak zwierzę. Narracja tej księgi nie jest jednak wyłącznie narracją o sile losu (Boga) miażdżącej jednostkę. Hiob, w przeciwieństwie do bohaterów tragedii greckiej, odmawia uznania swojej winy. Do końca wierzy, że jego szczęście było niewinne. Bóg przychyla się w końcu do jego zdania. Błogosławi mu raz jeszcze, Hiob dostaje drugą szansę na szczęście, nowy majątek, nową rodzinę. 

W filmie Kolskiego kwestia nadziei w rozpaczy pozostaje w zawieszeniu, niedopowiedziana. Od naszego pragnienia zależy, czy damy Forstowi szansę wyjść z grobu, jaki sobie wykopał. Czy pozwolimy mu zobaczyć "nowe błogosławieństwo", dokończyć pracę żałoby, podnieść się po katastrofie.

Kolski mierzy się w tym filmie z wydarzeniami, odsyłającymi do tragedii z prywatnego życia reżysera. To może skłaniać krytykę do pewnej powściągliwości w ocenach. Ale podstawowym obowiązkiem krytyka jest służyć publiczności. Ten obowiązek nakazuje napisać, że "Las" nie jest spełnionym filmem. Kino Kolskiego ma dla mnie w ogóle samo z sobą wielki problem. Od czasu "Historii kina w Popielawach" twórca ten jakby zgubił swój styl, autorski głos. Kolejne jego obrazy strzelają obok celu, rozczarowują, pozostawiają niedosyt. Jeden z najciekawszych twórców kina polskiego lat 90. zupełnie nie potrafi odnaleźć się w XXI wieku. Tak jest i tutaj. Trudno zaakceptować bardzo nachalny symbolizm, kicz, w jaki często osuwa się obraz, oczywistość zbyt wielu filmowych i myślowych chwytów. Jednocześnie widzę w tym filmie jakieś iskry, przebłyski czegoś interesującego i autentycznego. Co daje wiarę, że nawet jeśli tu znów się nie udało, Kolski nie powiedział jeszcze w kinie ostatniego słowa. 


"Las" przypomina pod wieloma względami poprzedni film reżysera, "Zabić bobra". Oba mierzą się z tematem utraty, wycofania ze świata, drugiej szansy, wreszcie męskości. W obu filmach główny bohater jest nośnikiem twardej, maczystowskiej poza granice toksyczności męskości, znanej z kina lat 90. W "Zabić bobra" dramat mężczyzny nie prowadzi do sproblematyzowania jego męskości – co przyczynia się do mimowolnie komicznego wymiaru postaci kreowanej przez Eryka Lubosa. W "Lesie" barokowo przesadzona męskość postaci kreowanej przez Krzysztofa Majchrzaka zostaje sproblematyzowana. Mężczyzna-król życia zmienia się w żałosnego, przegranego, głupawego, wyłączonego ze sfery seksualnej, szalonego dziada.

Mężczyzna – niezależnie, czy króluje w firmie, czy tylko w swojej ziemiance – kilkukrotnie zawodzi w filmie bliskie mu, na różne sposoby zależne od niego kobiety. I to one ostatecznie płacą w filmie większą cenę niż nałożony sobie przez Forsta cierpiętniczy obłęd. Chciałbym zobaczyć film Kolskiego, idący dalej tym tropem. Który w miejsce kolejnych mutacji postaci napisanych pod Lubosa czy Majchrzaka, w centrum postawi jakąś do tej pory pozostającą w ich tle bohaterkę. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 27% uznało tę recenzję za pomocną (51 głosów).
Jakub Majmurek
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni