Recenzja filmu Dom woskowych ciał (2005)
Jaume Collet-Serra

Miękkie kino

Amerykanów czasem trudno jest zrozumieć. Uwielbiają muzykę country, wyjazd na wieś traktują jako największą nagrodę, a płatki kukurydziane z naturalnych zbóż jako źródło zdrowia. Równocześnie ...
Filmweb sp. z o.o.
Amerykanów czasem trudno jest zrozumieć. Uwielbiają muzykę country, wyjazd na wieś traktują jako największą nagrodę, a płatki kukurydziane z naturalnych zbóż jako źródło zdrowia. Równocześnie jednak ucieleśnieniem koszmaru jest... mieszkaniec wsi.

Na tej właśnie zasadzie bazuje film "Dom woskowych ciał". Głównym wrogiem jest tu niebezpieczny troglodyta ucieleśniający wszelkie wyobrażenia Amerykanów o wsi i zapomnianej prowincji. Choć scenarzysta na siłę stara nam się podać motyw działania psychopaty, to tak czy siak widzowie zapamiętają go jako „złego od urodzenia”. I nie muszę tu chyba dodawać, że urodzonego na wsi. Z resztą cały krajobraz prowincji jest tutaj przedstawiony w wyjątkowo pesymistyczny sposób. Zacofanie, brud, ubóstwo to słowa, które jednoznacznie cisną się na usta po obejrzeniu wsi w ujęciu reżysera. W to wszystko jest wkomponowany równie odrażający wróg i oczywiście grupa mieszczuchów. Zgodnie z żelaznymi zasadami gatunku owi młodzieńcy to kipiący seksem młodzi aktorzy nazywani zdecydowanie na wyrost „nadziejami Hollywood”. Wśród obsady ukryła się gdzieś nawet sama Paris Hilton. Jej zdolności aktorskie pozostawiają jednak wiele do życzenia. Nie lepiej jest tu z pozostałymi członkami obsady. Cuthbert czy Murray grają jedynie ciałem, ale tego poniekąd wymaga konwencja całej produkcji. Mimo wszystko jednak jak na wschodzące gwiazdy show biznesu mogli dać z siebie nieco więcej. Sami bohaterowie są skrajnie nieciekawi. Ucieleśniają miejskie zacofanie, pustkę, pychę i egoizm. Trudno jest ich polubić. Nie wspomnę już o tym, że jak na studentów poszczególne postacie mają zaskakująco niski poziom inteligencji.

A czy w filmie odnajdziemy napięcie? O dziwo tak, choć pokłady te są niewielkie i czasem głęboko ukryte. Reżyser bowiem postawił zdecydowanie na efekciarstwo niż efektowność. Stąd też ogromne lokacje, których konstrukcja pochłonęła zapewne niemałe pieniądze. Dochodzi do tego jeszcze finałowa scena topienia woskowego muzeum, która od strony realizacyjnej robi nie małe wrażenie. Gdzieś jednak pominięto rozwinięcie pewnych wątków, co dodałoby filmowi nieco napięcia a widzowi dostarczyło niezapomnianych wrażeń. Za to otrzymujemy kolejne naturalistyczne sceny zabójstw, obcinania palców i innych wymyślnych tortur. Miłośnicy krwawego kina nie powinni być rozczarowani. Zawiedzenie jednak poczują się fani zwykłego kina grozy, które wbija w fotel i nie pozwala w nocy zasnąć.

"Dom woskowych ciał" jest dobrym horrorem spełniającym podstawowe wymogi gatunku. Szkoda tylko, że nie wnosi niczego nowego do kina grozy. Z takim budżetem można było stworzyć coś znacznie ciekawszego. A powstała imitacja dobrego filmu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 58% uznało tę recenzję za pomocną (19 głosów).