Recenzja filmu Lato miłości (2004)
Paweł Pawlikowski

Miłość na grzybkach

W filmie Pawlikowskiego wszystko jest lekkie i bezpretensjonalne. Po dłuższej chwili przestałem zwracać uwagę na to, że jest to tylko kino. Mogę sobie zadać pytanie: czy fakt, że uległem magii ...
Filmweb sp. z o.o.
W filmie Pawlikowskiego wszystko jest lekkie i bezpretensjonalne. Po dłuższej chwili przestałem zwracać uwagę na to, że jest to tylko kino. Mogę sobie zadać pytanie: czy fakt, że uległem magii obrazu jest wynikiem głęboko zakorzenionej we mnie potrzeby ucieczki przed ponurą codziennością listopada, czy może film mnie omamił, zafascynował i sprawił, że nagle znalazłem się w innym świecie? A może jedno wynika z drugiego?

Uwiedziony niepokojącymi, ale i na swój sposób dociekliwymi zdjęciami, ilustrowanymi jeszcze bardziej niepokojącą muzyką Goldfrapp, oddałem się wyrafinowanemu zdemaskowaniu paskudnego oblicza człowieka. Nie, nie, nie - na pewno nie tak. Film John PawlikowskiAdam PawlikowskiPawlikowskiego jest niczym życiowa myśl przewodnia Nietzschego. Nie da się jej zamknąć we wszystkich razem wziętych dziełach niemieckiego filozofa, ale snuje się gdzieś nieopodal jego egzystencjalnych wątpliwości.

"Lato miłości" to krótka, ale intensywna historia znajomości Mony i Tamsin. Mona to samotna i zagubiona dziewczyna z małej miejscowości, bez rodziców, z bratem, który najwyraźniej stara się swoje zło zaleczyć Bogiem, ale modlitwami i oddaniem się modlitewnej wspólnocie tylko oddala się od siostry i samego siebie. Dziewczyna jest niepogodzona z otaczającym ją piekłem małomiasteczkowości tętniącej religijnymi troglodytami. Tamsin to dziewczyna z bogatego domu, inteligentna i świadoma otaczającej jej rzeczywistości. Tak samo jak Mona nie znosi świata, w którym żyje, a jej Biblią jest Nietzsche. Spotkanie tych dwóch wrażliwych nastoletnich dziewcząt sprawia, że szybko rodzi się między nimi metafizyczne wręcz porozumienie, fascynacja, a może nawet miłość. Zaklejaniem czegokolwiek słowami, snując refleksję nad "Latem miłości", można łatwo wypaczyć wielowymiarowość obrazu.

Film właśnie poprzez delikatność i bezpretensjonalność przekazu wprowadza nas w kameralny i niezwykły świat obu bohaterek. Jakkolwiek to, co zobaczyłem na ekranie to efemeryczne, cudownie czyste światło miłości. Dopóki ono trwa, dopóty film paraliżuje i hipnotyzuje, i na szczęście nie trwa ani chwili dłużej. Finał jest tragiczny, nie tyle dla bohaterek, lecz dla tego, co między nimi zaistniało. Po lekturze tego reżyserskiego majstersztyku poczułem się dokładnie tak jak Mona (no cóż? unoszę jedynie swoją wyobraźnię do tych uczuć) i zadałem sobie pytanie, dokładnie to pytanie, które pada na początku mojego tekstu.

Czy miłość między ludźmi rzeczywiście może się zdarzyć? Nawet nie myślę o tym, czy reżyser sam sobie stawiał tę wątpliwość. Na pewno ukazał okrutne starcie prawdziwego i szlachetnego uczucia z uczuciem, w które wpleciona jest gra konwencji. O ile obie bohaterki bawiły się schematycznością otaczającego ich brudu i beznadziejności, o tyle jedna z nich nie potrafiła dostrzec, że ta druga bawi się także nią i jej uczuciami.

Rozczarowanie jest obrzydliwie bolesne. Na pewno nie obrazem John PawlikowskiAdam PawlikowskiPawlikowskiego. Dekonstrukcja ludzkiej natury została dokonana po mistrzowsku. Słowami nie udźwignę tego, co wyrasta ponad mój niewdzięczny tekst i płytki punkt widzenia. John PawlikowskiAdam PawlikowskiPawlikowski swoim filmem sięga dalej i dotyka wielu odcieni.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 72% uznało tę recenzję za pomocną (25 głosów).