Recenzja filmu Tristan i Izolda (2006)
Kevin Reynolds

Miłość silniejsza od śmierci

"Tristan i Izolda" to trzeci po "Robin Hoodzie: Księciu złodziei" i "Hrabim Monte Christo" film Kevina Reynoldsa, w którym amerykański reżyser stara się na nowo opowiedzieć historię znaną, ...
Filmweb sp. z o.o.
"Tristan i Izolda" to trzeci po "Robin Hoodzie: Księciu złodziei" i "Hrabim Monte Christo" film Kevina Reynoldsa, w którym amerykański reżyser stara się na nowo opowiedzieć historię znaną, lubianą i wielokrotnie już wcześniej ekranizowaną. Podobnie jednak jak w przypadku jego wcześniejszych produkcji, efekt końcowy nie wykracza poza przeciętność.

Dzieje Tristana i Izoldy zostały przez scenarzystę i reżysera potraktowane w sposób bardzo swobodny. Reynolds zdecydował się bowiem nie na wierną ekranizację liczącego sobie kilkaset lat poematu, ale na opowiedzenie perypetii nieszczęśliwych kochanków w sposób, w jego przekonaniu, jak najbliższy prawdzie historycznej.

Akcja filmu rozgrywa się we wczesnym średniowieczu. Po upadku Rzymu Anglia jest podzielona pomiędzy skłócone ze sobą plemiona i podporządkowane wojowniczej Irlandii. Kornwalijski król Marek podejmuje próby walki z najeźdźcą, w których udział bierze również jego wychowanek Tristan. W jednej z bitew zostaje raniony zatrutym ostrzem i uznany przez swoich ziomków za zmarłego. Przypadkiem zostaje odnaleziony przez piękną Izoldę - córkę irlandzkiego króla Donnchadha i dzięki niej powraca do zdrowia. Oczywiście, młodzi zakochują się w sobie. Córka króla nie jest jednak panią swojego serca. Decyzją swojego ojca zostaje wystawiona jako nagroda w turnieju, w którym zmierzą się ze sobą władcy skłóconych plemion Anglii...

"Dzieje Tristana i Izoldy" to pełna pasji i emocji opowieść o miłości niemożliwej do spełnienia, o wewnętrznej walce, jaką toczy ze sobą człowiek zastanawiający się, czy pójść za głosem serca, czy honoru. To historia uniwersalna, która od setek lat fascynuje ludzi, czego najlepszym dowodem są liczne ekranizacje poematu (również animowane) oraz słynna operowa adaptacja autorstwa Ryszarda Wagnera.

Niestety, tej pasji zabrakło w filmie Kevina Reynoldsa. Jego "Tristan i Izolda" to solidna pod względem technicznym i niezła wizualnie (jak na niewielki budżet) produkcja, która jednak nie wywołuje wśród widzów takich emocji, na jakie liczył reżyser.

Zawodzą narracja i aktorstwo. Reynolds nie za bardzo wiedział, jak pokazać na ekranie uczucia targające bohaterami, dlatego też przez większą część czasu raczy nas wizerunkami udręczonych twarzy kochanków i zapłakanych oczu Tristana. Reżyser ma również problemy z utrzymaniem napięcia przez cały czas trwania ponad dwugodzinnego filmu. Nieco sprawniejsze opowiedzenie całej historii, a może i rezygnacja z kilku scen, na pewno by poprawiły sytuację.

"Tristan i Izolda" zwraca na siebie uwagę doskonałymi zdjęciami Artura Reinharta - polskiego operatora, współpracownika Doroty Kędzierzawskiej, z którą zrobił między innymi "Jestem" i "Nic". Mroczne, utrzymane w ziemistych kolorach zdjęcia doskonale pasują do tragicznej historii pary kochanków.

Na podstawie liczącego sobie kilkaset lat poematu amerykański reżyser zrealizował solidny, ale też nie wykraczający poza sprawne rzemiosło film. Miłośnicy dotychczasowych kostiumowych produkcji Reynoldsa nie powinni się rozczarować.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 87% uznało tę recenzję za pomocną (53 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o