Recenzja filmu Sezon na misia (2006)
Joanna Wizmur
Roger Allers

Miś na miarę możliwości

Boog, w polskiej wersji nazwany pieszczotliwie i udatnie Bogusiem, jako mały niedźwiadek został przygarnięty przez strażniczkę przyrody Beth. Teraz jako rosły niedźwiedź żyje sobie pod kloszem ...
Filmweb sp. z o.o.
Boog, w polskiej wersji nazwany pieszczotliwie i udatnie Bogusiem, jako mały niedźwiadek został przygarnięty przez strażniczkę przyrody Beth. Teraz jako rosły niedźwiedź żyje sobie pod kloszem odgrywając rolę lokalnej atrakcji i mając zapewnione "pięć posiłków dziennie plus przegryzki". Kiedy Boguś zmuszony zostanie do przeniesienia się w leśne ostępy, jego jedynym oparciem będzie jelonek-oferma o imieniu Elliot.

Fabularny schemat jest zatem zgrany do nieprzytomności, ale i nie o przesadną oryginalność tu chodzi. Ważne, żeby bohaterowie byli sympatyczni, dialogi zabawne, a całość na tyle zajmująca i lekka, aby bawili się nie tylko najmłodsi widzowie, ale i nie zasnęli ci nieco starsi, którzy przyprowadzili swoje pociechy do kina. Nikt w końcu nie chce usłyszeć wygłoszonej dziecięcym głosikiem reprymendy, że tatuś albo mamusia chrapie. "Sezon na misia" powinien jednak rodziców uchronić przed tego rodzaju kompromitacją.

Należy uprzedzić, że nie jest to "Shrek", na którym zaśmiewają się zarówno maluchy, jak i bezustannie rżą z uciechy "starcy". Owszem, autorzy polskiej wersji językowej zadbali o umieszczenie w ścieżce dialogowej kilku politycznych żarcików i aluzji przeznaczonych dla starszych widzów. Odniesienia do polskiej rzeczywistości wprowadzono z umiarem i w tych momentach, gdy nie wypadają sztucznie. Przez większą część filmu królują przede wszystkim dziecięce potrzeby - i nie jest to wcale zarzut.

"Sezon na misia" to klasyczne kino familijne podane w atrakcyjnej wizualnie formie. Animacja jest dopracowana w każdym calu. Nie ma tu jednak miejsca na jakieś nowatorskie rozwiązania plastyczne. Tak jak w warstwie fabularnej, animatorzy "Sezonu na misia" zdecydowali się przede wszystkim sięgnąć do sprawdzonych wzorów. Owszem, starają się dobić do poprzeczki wywindowanej wysoko przez studio Pixar, ale nie pozwalają sobie na ekstrawagancje. Ekranowy świat ma być ciepły i dość realistyczny, zdecydowanie powściągnięto zapędy ku karykaturze.

"Sezon na misia" jest zatem propozycją, która może nie zapisze się w annałach animowanego kina, lecz dzieci powinny wyjść z kina zadowolone. Rodzice też raczej nie będą przecierać po seansie zaspanych oczu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 65% uznało tę recenzję za pomocną (17 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)