Recenzja filmu Party Monster (2003)
Fenton Bailey
Randy Barbato

Michael Alig - syn Dedala

"Party Monster" to prawdziwa historia losów i przyjaźni Michaela Aliga (Macaulay Culkin) i Jamesa St. Jamesa (Seth Green), której tłem jest scena klubowa Nowego Jorku na przełomie lat 80. i 90. ...
Filmweb sp. z o.o.
"Party Monster" to prawdziwa historia losów i przyjaźni Michaela Aliga (Macaulay Culkin) i Jamesa St. Jamesa (Seth Green), której tłem jest scena klubowa Nowego Jorku na przełomie lat 80. i 90. James jest stałym bywalcem imprez, rodzajem gwiazdy znanej z bycia znaną. Michael – chłopak z małego miasta – jest zafascynowany stylem bycia, aurą, jaką rozsiewa James. Zgadza się on na wprowadzenie Michaela do szalonego świata clubbingu, mody i narkotyków. Alig rozpoczyna spełnianie swojego marzenia, jakim jest stworzenie miejsca pełnego kolorów, ludzi wyzwolonych, którzy bawią się do ostatku sił, a impreza nigdy się nie kończy. To wszystko na przekór i marzycielskim proteście przeciwko normalności. Pomimo początkowych niepowodzeń  Michael, który dostaje kredyt zaufania i pracę jako organizator imprez w klubie Petera Gatiena (Dylan McDermott), zaczyna zdobywać coraz większą popularność. Jego ekskluzywne imprezy tematyczne przyciągają rzeszę spragnionych spełnienia pozbawionego barier, ocen, czy tożsamości seksualnej narotyczno-muzycznego snu. Alig zostaje twórcą nowej, bardzo popularnej grupy nazywanej Club Kids. W szczytowym momencie Michael ma wszystko czego pragnął: klub, własny magazyn, sławę, miłość (związek z DJ-em Keoki (Wilmer Valderrama)) i przyjaźń. Jednak droga ze szczytu prowadzi tylko w jedną stronę. Kiedy narkotyki zamieniają się z zabawy w nałóg Michaelowi szczęście zaczyna przeciekać przez palce. Kłótnie i finalnie rozstanie z ukochanym, problemy z policją, pieniędzmi i dilerem doprowadzają bohatera do punktu, w którym zaczynamy rozumieć głębsze znaczenie określenia "party monster".  

Film posiada bardzo specyficzny klimat, który na pewno dużej części widzów się nie spodoba. Technicznie oscyluje pomiędzy dokumentem fabularyzowanym, a sitcomem. Odważny zabieg twórców, sprawia że wobec filmu nie można być obojętnym i albo się ten klimat kupuje albo się go wyłącza po 10 minutach. Widać, że scenariusz jest zbyt odważny i kontrowersyjny, aby zostać wsparty wysokim budżetem, dlatego duże gratulacje dla twórców za sprawne wyjście z takiej sytuacji i zrobienie "Party Monstera" w konwencji, która jest złotym środkiem pomiędzy kreatywnym podejściem do historii a stroną finansową.

Zaskakująco wypadają w swoich rolach Macaulay Culkin i Seth Green, którzy pomimo przejaskrawienia do granic możliwości, są tak czarujący, tak "inni" i podobni do prawdziwych postaci, że w trakcie filmu stają się coraz bardziej fascynujący i zaczyna się ich lubić. Zwłaszcza Culkin, który kradnie show w filmie Sethowi, jak w prawdziwym życiu Alig Jamesowi. Strona muzyczna "Party Monstera" wgniata w fotel i jest moim zdaniem najbardziej udaną częścią historii, dzięki której podskórnie czułem wciągnięcie w utopijny świat Club Kids. Warto również wspomnieć o twórcy kostiumów do filmu - Richiem Richu (sam był "klubowym dzieciakiem"), któremu udało odwzorować się klimat przełomu lat 80. i 90. z całą fantazyjnością strojów klubowiczów. Na pochwałę aktorską zasługuje Marilyn Manson, którego w filmie nie widzimy często, ale z szeregu postaci oderwanych od rzeczywistości, jest najbardziej wiarygodny i magiczny.

Historia wzlotu i upadku ikony undergroundowego clubbingu Michaela Aliga, oparta na książce Jamesa St. Jamesa o tytule "Disco Bloodbath", to potężny kawał materiału na film, którego Fenton Bailey i Randy Barbato nie zmarnowali. Stworzyli solidne, klimatyczne i niszowe widowisko, a jeżeli ktoś jest ciekaw samej historii, a stylistyka mu nie odpowiada, polecam dokument "Party Monster: The Shockumentary".
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 85% uznało tę recenzję za pomocną (20 głosów).
kaborcjan
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry