Recenzja filmu Życie i cała reszta (2003)
Woody Allen

Mistrz Allen traci widzów

Cóż właściwie można powiedzieć o filmie "Życie i cała reszta"? W gruncie rzeczy nie za dużo. Kilka zabawnych dialogów, nazwisko reżysera i ładny plakat to za mało, by film przeszedł do historii ...
Filmweb sp. z o.o.
Cóż właściwie można powiedzieć o filmie "Życie i cała reszta"? W gruncie rzeczy nie za dużo. Kilka zabawnych dialogów, nazwisko reżysera i ładny plakat to za mało, by film przeszedł do historii kina. Ale zacznijmy od początku.
Siedząc w kinie przed seansem, miałem nadzieję, że uda mi się miło spędzić czas. Gwarantowała mi to osoba Woody'ego Allena, będącego scenarzystą, reżyserem i jednym z głównych aktorów filmu. Mina troszkę mi zrzedła, gdy w czołówce ujrzałem nazwisko Jasona Biggsa, znanego mi dotychczas z głupkowatej trylogii o amerykańskim ciastku, ale mimo to cały czas tryskałem optymizmem. W końcu Woody to jednak Woody.

Rozpoczął się film, czas mijał, a moja mina zrzedła coraz bardziej i bardziej... Przeciętne aktorstwo Biggsa (i tak o niebo lepsze niż w ciastku), niewiele lepsze Christiny Ricci, momentami nudnawe rozmówki pary głównych bohaterów składałyby się na obraz kolejnej komedii romantycznej, gdyby nie... Woody Allen i Danny DeVito. Tak, tak, ci dwaj weterani kina komediowego ratują cały film, w gruncie rzeczy jedynie sceny z ich udziałem sprawiały, iż na moich ustach pojawiał się uśmiech zadowolenia. Jednak nawet oni, pomimo całego swego geniuszu, nie są w stanie uratować pełni obrazu.

"Życie i cała reszta" nie jest z całą pewnością filmem złym. Jak już wspominałem, film broni się kilkoma typowo Allenowskimi dialogami i w opinii wielu, to zapewne wystarczy. Ja jednak spodziewałem się po starym mistrzu nieco więcej i być może właśnie stąd pochodzi moje rozczarowanie.

Jest to recenzja, więc kilka słówek o fabule: Jerry (Biggs), usiłujący przebić się w show biznesie młody, nowojorski pisarz, oraz Amanda (Ricci) tworzyli do niedawna doskonały związek. Niestety, jakieś pół roku temu przestało im się ze sobą układać i ich związek wisi na włosku. Jedynym oparciem dla Jerrego jest Dobel (Allen), usiłujący przebić się w show biznesie podstarzały pisarz. Mimo różnicy wieku podobni do siebie psychicznie (chorobliwi neurotycy), umilają sobie życie przechadzkami po Central Parku i rozmowami na temat życia. A jest, nad czym rozmawiać! Jerry zmaga się z wyzyskującym go agentem (DeVito), musi również znosić towarzystwo matki Amandy, Pauli (Channing). Dodając do tego strach Dobela przed antysemityzmem... Ale starczy tego, bo w końcu opowiem tutaj cały film, a nie o to przecież chodzi.

Reasumując: film ten mogę z całą pewnością polecić: fanatykom [person=615569]Allena[/person], którzy zachwycać się będą każdym, nawet najsłabszym jego filmem, miłośnikom kształtów Christiny Ricci, gdyż momentami będą mieli, na co popatrzeć oraz wszystkim, którzy chcą spędzić miło czas na lekkiej, niezobowiązującej komedyjce.
Kto filmu obejrzeć nie powinien? Fanatyczni miłośnicy "American Pie", gdyż jest to po prostu rozrywka na wyższym poziomie, faszyści, o których zbzikowany jak zwykle Allen opowiada w każdym swoim wejściu oraz wszyscy miłośnicy superprodukcji z komputerowymi efektami specjalnymi.
A najlepiej niech film obejrzą wszyscy i niech każdy dokona samodzielnej oceny. Wyjdzie to na zdrowie mistrzowi Allenowi, który, biorąc pod uwagę wyniki jego poprzednich filmów (oraz frekwencję na tym), traci widzów w zawrotnym tempie. A szkoda.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 20% uznało tę recenzję za pomocną (15 głosów).
Bismarck
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o