Recenzja filmu Silent Hill (2006)
Christophe Gans

Mroczny surrealizm

Niemalże jednocześnie do polskich kin weszły dwie bardzo wyczekiwane ekranizacje - kontrowersyjny "Kod da Vinci" oraz "Silent Hill". Wątpię, by o tym pierwszym filmie ktoś z was nie słyszał, ...
Filmweb sp. z o.o.
Niemalże jednocześnie do polskich kin weszły dwie bardzo wyczekiwane ekranizacje - kontrowersyjny "Kod da Vinci" oraz "Silent Hill". Wątpię, by o tym pierwszym filmie ktoś z was nie słyszał, zwłaszcza po szumie medialnym, jaki towarzyszył i nadal mu towarzyszy.

Z "Silent Hill" sytuacja wygląda już mniej różowo - choć tytuł ten ma w Polsce wielu fanów, przeciętnemu obywatelowi nic raczej nie mówi, a szkoda.

Nasza ojczyzna niestety nadal goni kraje wysoko rozwinięte. Zwłaszcza podejście do elektronicznej rozrywki jest u nas bardzo staroświeckie - konsola czy granie samo w sobie postrzegane jest jako brak dojrzałości, zupełnie zresztą niesłusznie.

To właśnie na pierwszej konsoli firmy Sony w 1999 roku zadebiutował projekt "Silent Hill" - chyba najbardziej znana i kultowa obecnie gra z gatunku survival horror. Gra, która ustanowiła nową jakość, stała się wyznacznikiem dla innych twórców, zdobywając miliony fanów na całym świecie. I to właśnie oni (w tym także i ja) już od lutego niecierpliwie zacierali rączki. Wtedy to właśnie na światło dzienne "wypełzły" pierwsze trailery pokazujące przedsmak tego, co miało już niedługo nadejść.

Sama fabuła na pierwszy rzut oka przedstawia się niezbyt skomplikowanie - oto mała Sharon często lunatykuje, powtarzając nieświadomie nazwę miejsca, które nazywa domem - Silent Hill. Leki przepisane przez lekarzy nie skutkują, zaś stan dziewczynki tylko się pogarsza. Rose, matka Sharon, postanawia działać na własną rękę. Wbrew swojemu mężowi zabiera córkę do tajemniczego, opuszczonego miasteczka, o którym Sharon tak często mówi przez sen. Uważa, że odnajdzie w nim przyczynę dziwnego zachowania córki. Jednak gdy docierają do Silent Hill, okazuje się, iż "miasteczko" ma wobec nich swój własny plan, istnie sadystyczną grę, od której nie ma ucieczki.

Zaczyna się standardowo? Może, ale to tylko pozory. Bowiem im dalej, tym fabuła gęstnieje, robi się mrocznie, industrialnie i miejscami bardzo psychodelicznie.

Mówiąc o filmowej adaptacji "Silent Hill", ciężko nie odnieść się, choćby nawet w niewielkim stopniu, do konsolowego pierwowzoru. Bowiem na każdą ekranizację możemy spojrzeć przez pryzmat fana oraz osoby, która nigdy wcześniej nie zetknęła się z danym tytułem.

Ci, którzy znają świat "Silent Hill", będą urzeczeni surrealizmem, poczuciem strachu oraz zagrożenia. Wygląd demonów, zwłaszcza "piramidogłowego" po prostu zachwyca. Zresztą tak samo jak design całego miasteczka, które prezentowane jest widzowi w trzech odsłonach - wersji realnej, spalonej (czyściec) oraz piekielnej. Dopełnieniem całości jest świetna muzyka, bazująca niemalże w całości na konsolowej serii "Silent Hill", co zdecydowanie zaliczyć trzeba na plus tej produkcji.

"Silent Hill" nie jest typowym horrorem. To raczej inteligentna opowieść o zemście, strachu, demonach i ludzkich słabościach. Fani serii zakochają się w mnogości licznych smaczków czekających na uważnego obserwatora. Co jednak z osobami, którym przyszło zmierzyć się z filmem bez wcześniejszego przygotowania? Cóż, brak pewnej wiedzy może utrudnić odbiór - pojawią się pytania, część rzeczy może zostać źle zinterpretowana. Mimo to "Silent Hill" nadal powinien się spodobać osobom szukającym mocnych wrażeń, ciekawej fabuły oraz niesamowitego klimatu. Bo właśnie nastrój jest największym atutem tego filmu. Dla mnie pozycja obowiązkowa - na pewno znajdzie się w mojej domowej kolekcji.

Aha, na zakończenie dodam jeszcze, że gdy projekcja dobiegła końca, a na ekranie pojawiły się napisy końcowe, część ludzi zaczęła bić brawo! Heh! Nigdy bym się tego nie spodziewał, a tu proszę... miła niespodzianka.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 93% uznało tę recenzję za pomocną (27 głosów).
DarkOne
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (8)

zobacz wszystkie
o