Recenzja filmu Babskie wakacje (2017)
Jonathan Levine

Na manowcach komedii

Producenci filmu byli zdecydowanie bardziej zainteresowani skuszeniem widzów wizją niebanalnej komedii, niż spełnieniem tych obietnic. "Babskie wakacje" są jak kolorowe towary oferowane w ...
Filmweb sp. z o.o.
Gwiazdy przed kamerą i szalony pomysł na fabułę w egzotycznej miejscówce to murowany przepis na sukces? Niekoniecznie. W nowej komedii Jonathana Levine'a znajdziecie niewiele powodów do śmiechu, za to dużo narracyjnego chaosu. A wszystko dlatego, że jest to pozbawiony własnego charakteru typowy produkt współczesnego Hollywood.

photo.title

Producenci filmu byli zdecydowanie bardziej zainteresowani skuszeniem widzów wizją niebanalnej komedii, niż spełnieniem tych obietnic. "Babskie wakacje" są jak kolorowe towary oferowane w programach telesprzedażowych: tak atrakcyjne, że wydają się niezbędne, ale po zakupie okazuje się, że nie mają większej wartości. W "Babskich wakacjach" kuszą przede wszystkim nazwiska gwiazd. Amy Schumer stała się sławna dzięki swoim występom stand-upowym, w których pokazała ostry jak brzytwa dowcip, ognisty charakter i odwagę przełamywania stereotypów. Goldie Hawn to legenda, gwiazda wielu popularnych komedii, która po 15 latach przerwy stanęła przed kamerą. Do tego mamy atrakcyjny pomysł na historię. Panie grają matkę i córkę spędzające wakacje w Ameryce Południowej. Brak roztropności sprawi, że zostają porwane, co ma być pretekstem do serii zwariowanych (w domyśle: zabawnych) sytuacji.

photo.title

Brzmi interesująco, prawda? Szkoda więc, że ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Schumer została zatrudniona ze względu na to, co sobą reprezentuje w świecie komedii, ale na planie zmieniono ją w bezosobowy produkt wielokrotnego użytku. Grana przez nią Linda to typowa głośna, pozbawiona hamulców pucołowata kobieta. Spokojnie mogłaby się wcielić w nią Rebel Wilson lub Melissa McCarthy, a zajęty chrupaniem popcornu lub nachosów widz nie zauważyłby różnicy. Z kolei Goldie Hawn twórcy traktują jak cenny eksponat muzealny, obiekt do nostalgicznego wzdychania za dawnymi czasami. Aktorka ma ledwie kilka momentów, w których może wykazać się komediowym temperamentem, jaki pamiętamy chociażby z "Ptaszka na uwięzi".

Szwankuje również prezentacja. Niby na brak żartów nie można narzekać, jednak większość z nich nie została właściwie wyeksponowana. Dotyczy to przede wszystkim przeróżnych gierek słownych, które giną wśród dialogowych ekscesów lub dowcipów sytuacyjnych, które często trwają krócej niż mrugnięcie oka. Wystarczy porównać zwiastun "Babskich wakacji" z samą komedią: to, co śmieszy w krótkiej zapowiedzi, najzwyczajniej w świecie ginie w chaosie całego filmu. Wydaje się też, że błędem było postawienie przez twórców na humor absurdalny i dodanie postaci granej przez Ike'a Barinholtza. W ten sposób nie wykorzystany został potencjał komediowy, jaki tkwił w sparowaniu tak wyrazistych osobowości jak Schumer i Hawn. A szkoda, bo w tych nielicznych momentach, w których panie mają okazję grać ze sobą, robi się nie tylko zabawnie, ale też interesująco. Niestety "Babskie wakacje" są taśmową produkcją hollywoodzką, więc wszystkie momenty, w których naprawdę jest się z czego śmiać, są efektem ubocznym, a nie wynikiem przemyślanego twórczego podejścia do materiału wyjściowego.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 64% uznało tę recenzję za pomocną (28 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie