Recenzja filmu Dziewczyny z kalendarza (2003)
Nigel Cole

Nagi optymizm

Obraz Nigela Cole'a ma w sobie wszystko, co taki film powinien posiadać: potężną dawkę pozytywnych wibracji, ciepły i inteligentny humor, szczyptę melancholii i niezapomniany urok.
Filmweb sp. z o.o.
Filmy takie jak "Dziewczyny z kalendarza" zwykło się nazywać z angielska "instant classic". Bo też trudno inaczej oceniać obraz Nigela Cole'a niż jako klasykę brytyjskiej komedii obyczajowej. Ma w sobie wszystko, co taki film powinien posiadać: potężną dawkę pozytywnych wibracji, ciepły i inteligentny humor, szczyptę melancholii i niezapomniany urok. Kto go raz zobaczy, ten będzie do niego wracał wielokrotnie.

Tytułowe "dziewczyny" to dystyngowane panie z hrabstwa Yorkshire, które niczym specjalnym się nie wyróżniają. Jako członkinie Women's Institute zajmują się ogrodnictwem, rękodziełem, wypiekami i wieloma podobnymi rzeczami. Ich spokojna egzystencja zmieni się, kiedy jedna z nich wpadnie na pomysł kalendarza, z którego zysk przekazany zostałby oddziałowi onkologicznemu lokalnego szpitala. Otóż zaproponowała ona, by panie z Women's Institute pokazały się na nim nago. Dziś taki kalendarz nikogo by nie zdziwił. W celach charytatywnych rozbierają się wszyscy, nie tylko panie, ale i panowie. Jednak dekadę temu był to prawdziwy szok. Kalendarz stał się słynny na całym świecie i dlatego powstał o nim film. Aha, czyżbym zapomniał wspomnieć, że obraz oparty jest na prawdziwej historii?

Znakomite brytyjskie aktorki z Helen Mirren i Julie Walters na czele stworzyły przeuroczą i mądrą opowieść o tym, że na poznawanie siebie nigdy nie jest za późno. W tym filmie nie chodzi o szokowanie czy obrażanie kogokolwiek, ale o wolność ekspresji, triumf czystego serca i przekraczanie własnych ograniczeń. Jednak Cole nie poszedł na łatwiznę i nie stworzył tylko przyjemnej i krzepiącej historyjki. Pokazuje także ciemną stronę zdobytej wolności i pułapki czyhające nawet na tych, którzy mają najszlachetniejsze zamiary. Dzięki temu "Dziewczyny z kalendarza" to afirmacja kobiecej przyjaźni, jeden z najważniejszych obrazów dekady poświęconych temu tematowi.

Film powraca do nas na DVD w serii "Długie wieczory". I bardzo dobrze się stało. Brytyjskie komedie obyczajowe nie mają sobie równych, a "Dziewczyny z kalendarza" plasują się w czołówce najświeższego kanonu. Na płycie poza samym filmem znajdziemy też i dodatki. Poznać możemy prawdziwe bohaterki historii, które opowiadają o tym, jak doszło do realizacji kalendarza. Możemy też obejrzeć materiał z produkcji filmu. Wydanie uzupełniono także o sceny usunięte z wersji kinowej. Jedyny minus to polska ścieżka dźwiękowa, która została przygotowana w wersji 2.0. Ścieżka oryginalna jest na szczęście w wersji 5.1.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 78% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o