Recenzja filmu Włoska robota (2003)
F. Gary Gray

Namacalny przykład, że można zrobić dobry film rozrywkowy

Kino sensacyjne, wbrew pozorom, nie jest wcale łatwym gatunkiem filmowym. Przeciwnie, jeżeli reżyser chce stworzyć coś, co na zawsze wyryje się w pamięci widza, musi się ostro starać, by zdobyć ...
Filmweb sp. z o.o.
Kino sensacyjne, wbrew pozorom, nie jest wcale łatwym gatunkiem filmowym. Przeciwnie, jeżeli reżyser chce stworzyć coś, co na zawsze wyryje się w pamięci widza, musi się ostro starać, by zdobyć należne uznanie. Nie może przesadzić z akcją, bo to nie film dla dzieci, tylko, przeważnie, dla dorosłych widzów, więc obraz nie może się jawić jako bezmyślna sieczka dla półinteligentów. Niestety, w obecnych czasach w filmach akcji mamy do czynienia z taką ilością wybuchów, strzelanin i zgonów, że staje się to po jakimś czasie groteskowe. Widza zaczyna nużyć ciągła akcja, w końcu jest zmuszony wyłączyć odbiornik, bojąc się o atak epilepsji, który wkrótce mógł nastąpić. Twórcy "Włoskiej roboty" uniknęli właśnie takiego błędu, który jest błędem niemal książkowym. W ich filmie, owszem, akcja jest obecna, ale nie zapomniano również o fabule, która w tym wypadku jest naprawdę dobra. A niektóre dialogi to prawdziwe perełki.
 
Obraz opowiada historię szajki zawodowych złodziei. W jej skład wchodzą: genialny strateg i twórca wszystkich planów, Charlie Crocker, który, jak sam powiedział, urodził się przestępcą. Następny na liście jest świetny kierowca, niesamowicie działający na kobiety, Rob, grany przez idealnie pasującego do takich ról, Jasona Stathama. Kolejny jest geniusz komputerowy, Lyle, mający twarz charakterystycznego aktora, filigranowego Setha Greena. To chyba właśnie on jest najbardziej komiczną postacią w tym filmie. Niemal każda scena z jego udziałem wywołuje uśmiech na twarzy. A Green, podobnie jak wspomniany Statham, jest urodzony do takich kreacji. Do szajki należą ponadto spec od wybuchów zwany Lewe Ucho, grany przez niezłego Mosa Defa,  podstarzały "otwieracz" sejfów, John Bridger, w tej roli świetny jak zawsze Donald Sutherland oraz informator, Steve, który rozszyfrowuje ochronę i alarmy. Ta banda chce wykraść z pilnie strzeżonego palazzo we Włoszech tonę złota. W końcu udaje im się osiągnąć cel, jednak jeden z nich okazuje się zdrajcą, chodzi tutaj o wspomnianego informatora. Kradnie łup, zabija Bridgera oraz wydaje mu się, że zabił resztę szajki. Jednak jest w błędzie, ponieważ pozostali członkowie napadu żyją i pałają chęcią zemsty...
 
To tyle, jeśli chodzi o fabułę. Jak widać, nie jest ona specjalnie skomplikowana, trudno się w niej pogubić. Jednak reżyser zatrudnił do swojego projektu całą plejadę gwiazd. Mówię tu choćby o Edwardzie Nortonie, który jako czarny charakter jest genialny. Albo o Charlize Theron, która po świetnej roli w znakomitym "Monster" po raz kolejny pokazuje klasę. I widzimy przynajmniej jej prawdziwą twarz, a nie dzieło charakteryzatorów. A doprawdy, jest co podziwiać. Pomijając już gwiazdorską obsadę, która dodaje temu obrazowi dodatkowego kolorytu, należy również wspomnieć o niezłych scenach akcji. Niektóre z nich po prostu wbijają widza w fotel. Tak było choćby w moim przypadku. Ale, na szczęście, na takich "wybuchowych" scenach film się nie kończy. Najważniejszym do nich dodatkiem jest wszechobecny czarny humor, typowo brytyjski, szczególnie objawia się w dialogach Jasona Stathama, który w tej produkcji udowadnia, że nie jest tępym mięśniakiem, tylko dobrym aktorem, z charyzmą.
 
"Włoska robota" to na pewno jeden z najlepszych filmów sensacyjnych ostatnich lat. Posiada wszystkie cechy dobrej produkcji, choć jest w nim odrobina kiczu, jak to w filmach akcji. Typowe kino rozrywkowe, na najwyższym poziomie, ale nie tylko. Jest to także znakomity film dla koneserów dobrego kina. Oto niemal namacalny przykład, że można uwielbiać "Ojca chrzestnego", podziwiając także "Włoską robotę". Polecam.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 64% uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)