Recenzja filmu Polowanie na druhny (2005)
David Dobkin

Nie czas na druhny

Któż nie chciałby mieć takiej kobiety, która wygląda jak ona, Jane? Czasy, kiedy była uznawana za symbol seksu, już dawno minęły, a Jane zamiast panny młodej gra teściową, ale nadal jest bardzo ...
Filmweb sp. z o.o.
Któż nie chciałby mieć takiej kobiety, która wygląda jak ona, Jane? Czasy, kiedy była uznawana za symbol seksu, już dawno minęły, a Jane zamiast panny młodej gra teściową, ale nadal jest bardzo atrakcyjną kobietą. I niebezpieczną. Zaraz, zaraz, jaka Jane? Fonda? Nie, Seymour. Otóż jest jeden mężczyzna, który odrzuca względy Jane Seymour vel Kat Cleary.
To John Beckwith (Wilson). Powód? Poluje na druhny, a nie ich matki. John i jego kumpel od serca (i uwodzenia pań), Jeremy (Vaughn) notorycznie wpraszają się na wesela. Zamiast chodzić do modnych klubów czy wiejskich remiz, tam podrywają do tańca i nie tylko siostry, kuzynki, przyjaciółki, znajome młodej pary. Żeby tego było mało, bardzo często z nieznanych nikomu gości stają się wodzirejami imprezy i ukochanymi "kuzynami" wszystkich obecnych. Sukces zawdzięczają urokowi osobistemu oraz pokaźnej ilości zasad, paragrafów i innych reguł polowania. Jednak czasy bezkarnych emocjonalnie łowów dobiegają końca, bo przecież serce nie sługa. John zakochuje się Claire Cleary (McAdams), a Jeremy wpada w umiejętnie zastawione sidła Glorii Cleary (Fisher). Zanim jednak happy end, bohaterów czeka szereg prób - zaloty pani Cleary, despotyzm pana Cleary (Walken), brutalność narzeczonego Claire (Cooper)?

Wszystkie te perypetie są zabawne, jeśli się nie widziało innych komedii romantycznych, bo wtedy nie zna się ich tak dobrze. Zmiana płci głównego bohatera nie wystarczy, aby stworzyć świeży i zabawny film. Niby lubimy te piosenki, które znamy, ale ile razy można się śmiać z utartych dowcipów, oczywistych gagów? Na dodatek młodzi (?) aktorzy grają zupełnie jak w sitcomie, chwilami prawie zastygają, jakby czekali na śmiech z puszki. Szczególnie irytujący jest Vaughn, tego lata widziany jako kumpel męskiej części małżeńskiego duetu "Mr&Mrs Smith". Wysoki, postawny, dorosły facet, a neurotyzmu w nim więcej niż w niejednej literackiej heroinie. Gestykuluje tak wyraziście, jakby grał w pantomimie. Lepiej wypada Wilson, który gra tak, jak zawsze - uroczego zawadiakę o miękkim i dobrym sercu. Zastanawiające jest, co w tym towarzystwie robi Christopher Walken. Nieraz widzieliśmy go w komedii, ale nigdy w tak niskich lotów. Być może skusiła go możliwość grania męża jednej z dziewczyn Bonda?

Zaskakuje też decyzja dystrybutora, który postanowił pokazać film we wrześniu, gdy temperatura za oknami spada, poziom opadów rośnie, podobnie jak poziom wymagań widzów. Sezon weselny się kończy, więc i nie czas na polować na druhny.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 22% uznało tę recenzję za pomocną (51 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o