Recenzja filmu Spider-Man (2002)
Sam Raimi

Nie najlepsza ekranizacja rewelacyjnego komiksu

Spider-Man... Kto o nim nie słyszał? Jest to chyba najbardziej znany i sławny superbohater, jaki kiedykolwiek powstał. Na ten film czekało wielu miłośników Człowieka-Pająka i wreszcie w 2002 roku ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Spider-Man (2002)
Spider-Man... Kto o nim nie słyszał? Jest to chyba najbardziej znany i sławny superbohater, jaki kiedykolwiek powstał. Na ten film czekało wielu miłośników Człowieka-Pająka i wreszcie w 2002 roku reżyser Sam Raimi uraczył nas swoim dziełem. Dziełem, które na pewno jest doskonałe pod względem efektów specjalnych, ale wiele mu brakuje do arcydzieła. Z przykrością muszę nawet stwierdzić, że film jest jedną z najgorszych ekranizacji komiksu. Na pocieszenie trzeba jednak dodać, że niewiele powstało takich produkcji, które zaspokoiły moje chęci zobaczenia na ekranie czegoś, co niewiele różni się od komiksu. Wielu takim filmom brakuje "duszy", na co najlepszym przykładem jest właśnie "Spider-Man".

Zacznijmy więc od gry aktorów. I już tu niestety zaczyna się moje ubolewanie. Tobey Maguire, choć z początku wydawał mi się idealnym Peterem Parkerem, to po obejrzeniu filmu wydaje mi się, że mógł dać z siebie więcej. Jego kreacja wypadła dosyć nieprzekonująco, jednak patrząc na grę Kirsten Dunst, nie było tak źle. Spodobał mi się Willem Dafoe i grany przez niego Norman Osborne. Widać było, że wczuł się w rolę, a to w połączeniu z jego kunsztem aktorskim dało niezły efekt. Nie będę jednak oryginalny, jeśli przyznam, że J.K.Simmons wypadł fantastycznie, wręcz idealnie jako J. Jonah Jameson, i to była zdecydowanie najlepsza rola w filmie. 

Jeśli chodzi o muzykę, wypadła co najwyżej znośnie. Nie komponowała się zbyt dobrze z obrazem, ot taka sobie, zwykła melodyjka, która jednym uchem wpada, a drugim wypada, w efekcie trudno mi sobie przypomnieć jak brzmiała.

Teraz opiszę największy plus filmu, jakim niewątpliwie są efekty specjalne, w końcu można się było tego spodziewać po takiej produkcji. Spider-Man poruszający się w powietrzu za pomocą swej pajęczyny, wśród wieżowców Manhattanu wygląda naprawdę świetnie. Niewiele gorzej wypada widok latającego Green Goblina, i przy tej postaci chwilę się zatrzymam. Moim zdaniem strój jednego z największych wrogów Człowieka-Pająka to jedno wielkie nieporozumienie. Zastanawiam się, czy twórcy wiedzieli w ogóle, jak wygląda ta postać w komiksie, zanim zdecydowali się wstawić do filmu tę parodię kostiumu Green Goblina, bardziej przypominającą Dr. Dooma, znanego głównie z "Fantastycznej Czwórki". Całe szczęście, że Willem Dafoe swoją grą ratuje przed totalnym pośmiewiskiem tę postać, która powinna być przecież mroczna, szalona, a nawet straszna - dla młodszych widzów. Kolejnym, fatalnym minusem, który tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że twórcy nie czytali komiksu, jest fakt tworzenia przez Petera pajęczyny z własnego ciała. Wszyscy przecież wiedzą, że pajęczyna była tylko i wyłącznie wynalazkiem Parkera i żaden jad pająka mu tego nie podarował.

Zbliżając się do końca, napiszę coś jeszcze o fabule, która była... zwykła i bardzo prosta. Mam wrażenie, że taki scenariusz mógłbym wymyślić nawet ja. Być może, jednak można to uznać za plus, gdyż film ten jest głównie dla młodszych widzów, którzy nie potrzebują skomplikowanej i trudnej fabuły, a oczekują głównie efektów specjalnych. Szkoda tylko, że tracę na tym m.in ja, zagorzały czytelnik komiksów o Człowieku-Pająku, który ma świadomość, że nie wszystkie numery były  przeznaczone dla małoletnich czytelników. To, co sprawdziło się w przypadku "Fantastycznej Czwórki", niekoniecznie musiało sprawdzić się w "Spider-Manie". Z przykrością muszę przyznać, że jestem zawiedziony. Mam nadzieję, że kiedyś powstanie nowa, lepsza ekranizacja tego komiksu, zaspokajająca gusta także dojrzalszych widzów.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 43% uznało tę recenzję za pomocną (28 głosów).
_wojti_
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)