Recenzja filmu Odlot (2009)
Pete Docter
Bob Peterson

Nie pora umierać

Wypełniony atrakcjami "Odlot" zadowoli wszystkich. Dla kina familijnego taki rozstrzał odbiorczy to przecież największa ze cnót.    
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd Odlot (2009)
Gdyby bohaterów filmów Pixara eksportować do kina fabularnego, ich samotne bytowanie w nieprzyjaznym świecie wpędziłoby nas w tygodniową depresję. Lecz reżyserzy z tego studia, wzorem ojców chrzestnych z Disneya, uczą, że wszystko można zmienić – i siebie, i świat. Ciekawe, że moment premiery "Odlotu" na DVD zbiega się z kinową reanimacją "Toy Story". Minęło piętnaście lat, technika komputerowa ruszyła z kopyta, ale pewne rzeczy się nie zmieniły. Obydwie historie łączy ten sam temat: starości równoznacznej ze społecznym wykluczeniem. Ich bohaterowie się buntują. Kowboj-zabawka, Chudy, przeprowadza nieudaną akcję usunięcia nowszego, lepszego i młodszego rywala, a stetryczały, 78-letni Carl Fredricksen z "Odlotu" przymocowuje do komina swojego domu tysiące balonów i odfruwa do Ameryki Południowej. To desperackie gesty, które same w sobie nic nie znaczą. Niezbędną wagę nadaje im dopiero przyjaźń. Pierwszego z bohaterów rozgrzesza, drugiego uwzniośla.  

Przyjaźń jest w świecie Pixara najwyższym dobrem, bez niej zmiany nie są możliwe. Gdy niezauważalnie przekształca się w miłość, jej ocalająca siła okazuje się niepowstrzymana. Pamięć o zmarłej żonie nie pozwala Fredricksenowi oddychać pełną piersią, ale przecież nic straconego. Dla twórców równie ważna jest wola, a zgrzybiały dziadek znajdzie w końcu wolę, by przekierować swoje uczucia na pierdołowatego harcerza, który przez przypadek stał się jego towarzyszem doli i niedoli. Jaką rolę w tym wszystkim odegra armia gadających psów, wykręcony ptaszor dodo i zaginiony podróżnik, któremu deficyt przyjaźni poprzestawiał klepki w głowie? Sprawdźcie sami, tym razem autorzy postawili na dynamiczną, "nowoprzygodową" akcję, która przyciągnie przed telewizory zarówno rodziców, jak i ich pociechy. Z tego samego powodu (w końcu dzieci nie mam, ale pierwszą "ćwiartkę" na karku owszem) ustawiam "Odlot" nieco niżej niż jego arcydzielnego poprzednika "Wall-E-ego". Być może "nieobecność starości" jest na chwilę obecną ważniejszym aspektem naszej kultury niż "tożsamość maszyny", jednak estetyczna bezkompromisowość przygód zakochanej śmieciarki uczyniła z "Wall-E-ego" utwór przełomowy nie tylko dla kina animowanego. Do dziś mam nadzieję, że ktoś napisze jednoaktówkę na podstawie zebrania w siedzibie firmy. "A ten film będzie o takim śmiesznym robociku, który sprząta i nic nie mówi. I potem przylatuje do niego drugi śmieszny robocik. Wygląda jak iPod. I zgadnijcie, co? I razem nic nie mówią! Dzieciaki będą zachwycone!"

"Wall-E" zachwycił głównie dorosłych. Wypełniony atrakcjami "Odlot" zadowoli wszystkich. Dla kina familijnego taki rozstrzał odbiorczy to przecież największa ze cnót.     

Na płytach DVD i Blu-ray sporo ciekawych dodatków, min. reportaże z produkcji, wywiady z twórcami i alternatywne zakończenia. Doskonałe uzupełnienie świetnego filmu.  
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 57% uznało tę recenzję za pomocną (96 głosów).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)

o