Recenzja filmu Miasto aniołów (1998)
Brad Silberling

Nie taki anioł straszny, jak go malują

Słowo "angelos" z greckiego oznacza posła, wysłannika lub zwiastuna. Wyobrażenia o tych stróżach lub opiekuńczych duchach są naprawdę odległe. Według wierzeń od początku trwają przy człowieku i z ...
Filmweb sp. z o.o.
Słowo "angelos" z greckiego oznacza posła, wysłannika lub zwiastuna. Wyobrażenia o tych stróżach lub opiekuńczych duchach są naprawdę odległe. Według wierzeń od początku trwają przy człowieku i z reguły pozostają niewidoczni dla zwykłego śmiertelnika. Z jednym z pewnością trzeba się zgodzić, są to istoty boskie i pośredniczą między Bogiem a ludźmi. Idąc tym tropem, wiemy, że przepełnia je dobro, a ich celem jest ochrona od złego, jak mówi modlitwa.

Kino również upomniało się o tę postać, nie jest to bohater szczególnie popularny czy nawet pożądany. Nie mniej jednak jest kilka produkcji, na które warto zwrócić uwagę: "Niebo nad Berlinem" Wima Wendersa czy choćby trochę przewrotny i komiczny "Michael" z Johnem Travoltą. Ten pierwszy nakręcony w 1987 roku stał się inspiracją do zrobienia wersji amerykańskiej, czyli "Miasta Aniołów". Scenariusz ponownie wziął w ręce Wim Wenders oraz Peter Handke, jednak reżyserem został Brad Silberling twórca "Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń". Dodatkowo sprostuję, że akcja filmu toczy się nie nad Berlinem, lecz w Los Angeles.

Anioł o imieniu Seth (Nicolas Cage) jest jednym z wielu w służbie Boga. Zwykł zawsze pytać ludzi, których dusze odprowadzał do nieba, co uwielbiali najbardziej w swoim życiu. Odpowiedzi padały różne, tak jak różni są śmiertelnicy. Rankiem każdego dnia aniołowie spotykają się, aby obserwować wschodzące słońce. Nadchodzący dzień będzie jednak szczególny dla Setha. Otóż spotyka on piękną pani doktor - Maggie Rice (Meg Ryan) i co może wydać się nierealne i niemożliwe, zakochuje się w niej. Przez ułamek sekundy ich wzrok spotyka się. Ale przecież człowiek nie może zobaczyć anioła - więc powiedzmy raczej, że Maggie wyczuła czyjąś obecność. Od tej pory Seth obserwuje swoją ukochaną, nie może jednak nacieszyć się jej zapachem, ani nawet dotykiem, ponieważ nic nie czuje. Istnieje tak jakby w innym wymiarze, może natomiast obserwować świat ludzki. Świetnie zagrała para aktorów: Nicolas Cage i Meg Ryan! Seth wydaje się być dziwnym aniołem o niesamowicie tajemniczym usposobieniu i spojrzeniu. Charakterystyczne dla tych dwojga jest obustronne zaciekawienie sobą. Panuje między nimi elektryzujące napięcie, zarazem pełne ciszy. Czasem można przysiądź, że słyszy się bicie serc głównych bohaterów.

Zwrot akcji następuje w momencie gdy nasz anioł spotyka człowieka, który niegdyś też był posłańcem Bożym. Wydaje się to absurdalne, jednak Nathaniel wyjaśnia, jak do tego doszło, najprościej w świecie on również zakochał się w kobiecie. Ponoć ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale dlaczego Bóg pozwolił na coś takiego? Zadajemy sobie te pytania, bo przecież aniołowie mają inne zadania, nie mogą być tacy jak ludzie. To chyba logiczne. W pewnej chwili zastanawiamy się, o co chodzi?

Odpowiedź jest prosta. Bóg dał ludziom i wszelkim innym stworzeniom najcenniejsze prawo - wolną wolę, Nathaniel skorzystał więc z tego wyboru właśnie dla szczęścia ziemskiego. Wydaję się, iż drzwi stoją otworem dla naszego bohatera - jednak, jak zejść na Ziemię? Postanawia skoczyć z budynku i to pożegnanie się z życiem anioła nie wydaje się takie proste. Uczucie do Maggie nie tyle dodaje mu odwagi, co jest silniejsze od pozostania na wieki aniołem. Bóg jest miłością, to pewne, więc dlaczego Seth rezygnuje z tej miłości dla kobiety? Pytanie rodzi pytanie. Czy jest to przeznaczenie czy może kaprys losu? Wydaje się, że odpowiedzi musimy szukać w głębi nas samych, każdy na swój sposób.

W scenie gdy Seth postanawia skoczyć, by przyjąć życie człowieka, spotkał mnie ciekawy polski akcent, otóż słychać wtedy w tle modlitwę "Zdrowaś Maryjo". Wierzcie mi, z pewnością ta podniosła chwila ogłuszy wasze zmysły.

Życie ziemskie nie jest jednak takie łatwe, przyjdzie się o tym przekonać i naszemu bohaterowi. O tym mówi między innymi "Miasto Aniołów", źle wybrana droga życia często jest usiana cierpieniem. Przesłaniem może być pogodzenie się z losem, innymi słowy musimy brać od życia to, co dobre i to, co złe. Prawda niby oczywista, jednak wielką trudność przysparza nam przyswojenie jej. Seth, który stracił swoją boskość niczym dziecko zachwyca się wszystkim w około; zapach, kolor, dotyk - wszystko to jest nowe i obce zmysłom. Znamienite są jednak słowa, które wypowiada Seth na koniec. Wolałby choć raz dotknąć włosów i skóry ukochanej, niż żyć wieczność i nie zaznać tego. Śmierć ukochanej, nie uwalnia nienawiści do Boga, wręcz przeciwnie - jest on wdzięczny za szczęście, jakie go spotkało.

Wielkie brawa należą się Nicolasowi Cage za rolę. Potężny i rosły mężczyzna kojarzy się nam głównie z rolami zwykle twardych bohaterów. Porównajmy go z filmów takich jak: "Con Air", "Bez twarzy", "Twierdza" czy "Oczy węża". Tutaj w "Mieście Aniołów" zagrał bardzo delikatnie, zmysłowo. Nie spodziewałem się po nim tak dobrej roli i jakże dobitnie dowodzi to jego talentu aktorskiego.

Ogromnie ciekawą stroną filmu jest muzyka. Bez niej czegoś by mi brakowało, aktorzy nie budziliby we mnie takiej sympatii. Z całą odpowiedzialnością dodam, że to jedna z lepszych opraw dźwiękowych jakie kiedykolwiek słyszałem. Mamy tutaj wykonawców takich jak: U2, Alanis Morissette, Jimi Hendrix, Peter Gabriel, Sarah McLachlan. Sukces odniosła też grupa Goo Goo Dolls z piosenką "Iris".

"Miasto Aniołów" jest zgrabnie dopracowaną produkcją, muzyka jak i zdjęcia idealnie współgrają, wytwarzając specyficzną nutkę napięcia. Polecam wszystkim, którzy chcą zobaczyć Nicolasa Cage w innej, jednocześnie udanej roli. Nie ukrywam, że film wzrusza, zachęcam każdego, wystarczy tylko puścić wodze fantazji.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 70% uznało tę recenzję za pomocną (23 głosy).
e_robertos
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

o