Recenzja filmu Protektor (2012)
Boaz Yakin

Niech poleje się krew

Realizując "Protektora", Boaz Yakin nie sili się na filmowe rewolucje. Nie ma w jego filmie "gry konwencji" ani dekonstruktorskich zapędów. Yakin nie rozbija gatunkowych schematów, by stworzyć z ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd Protektor (2012)
Przed dwudziestoma laty Ron Shelton przekonywał, że biali nie potrafią skakać. Ostatnich kilkanaście lat w kinie akcji dowodzi, że z pewnością nie potrafią się bić. Chuck Norris i Steven Seagal pojawiają się w charakterze autoparodystów, szpagaty Van Damme'a nie cieszą jak kiedyś, a weterani z gatunku Stallone'a mocno stetryczeli. Ostatnią nadzieją białych pozostaje dziś Jason Statham, łysawy Brytol o chropawym głosie, wielkich mięśniach i charyzmie większej niż ego Cristiano Ronaldo.
 
Tylko on może dziś stawać w szranki z azjatyckimi specjalistami od kina walki. W "Protektorze" ma ku temu znakomitą okazję. U Boaza Yakina były brytyjski olimpijczyk stawić musi czoło całym hordom skośnookich mafiosów i wykidajłów, którym w sukurs przychodzą przekupni gliniarze, byli koledzy dziarskiego Luke'a (Jason Statham).

Gdy go poznajemy, włóczy się po ulicach. Dawno nie widział maszynki do golenia, z prysznicem też rozstał się dawno temu, a jego lumpiarski styl docenić by mogli jedynie najbardziej ekstremistyczni hipsterzy. Niegdyś nieprzejednany nowojorski gliniarz, dziś sprawia wrażenie faceta odwiecznie i dozgonnie zmęczonego. Do czasu, gdy na swej drodze spotka małą dziewczynkę. Mei (Catherine Chan) dzięki niezwykłym walorom umysłu (posiada pamięć absolutną niezbędną do bezśladowego prowadzenia nielegalnych ksiąg finansowych mafiosów) zostaje porwana przez chińską Triadę, a z czasem trafia na celownik rosyjskich gangsterów. Wszyscy oni starliby w pył małą dziewczynkę, gdyby nie przebudzenie Luke'a, który zakasuje rękawy i obija parę wrednych mord.

Realizując "Protektora", Boaz Yakin nie sili się na filmowe rewolucje. Nie ma w jego filmie "gry konwencji" ani dekonstruktorskich zapędów. Yakin nie rozbija gatunkowych schematów, by stworzyć z nich nową, własną formę. Wystarczają mu wyświechtane klisze i sprawdzone narracyjne chwyty. Jego "Protektor" to kino do bólu oczywiste, ale też szczere w swej gatunkowej prostocie. Jego twórcy wiedzą, czego oczekują fani B-klasowego kina akcji i dostarczają im wszystkich niezbędnych składników, podlewając je testosteronowym ekstraktem z Jasona Stathama.

W filmie Yakina to właśnie Anglik jest motorem napędowym całości. Wynik jego pojedynków nie może być zaskoczeniem dla nikogo, kto choć raz oglądał Stathama na ekranie, ale mimo to sceny walk imponują choreograficzną precyzją i widowiskowością. Niby niewiele, ale w kinie akcji tylko nieliczni aktorzy mogą być gwarantem rzemieślniczej rzetelności. Także w "Protektorze" Statham dwoi się i troi, by publiczność słyszała chrzęst łamanych kości. I choć "Protektor" nie jest najciekawszym obrazem w dorobku Anglika, trzyma poziom prostej, łatwej i przyjemnie odmóżdżającej historii o człowieku, co się nie kłania kulom ni pięściom złoczyńców.

Polskie wydanie DVD uzupełnione zostało, co nie jest nadwiślańską normą, o dodatki. Próżno szukać wśród nich ukrytych perełek, ale zainteresowani mogą obejrzeć sobie, jak wyglądała praca na filmowym planie "Protektora", oraz posłuchać, co aktorzy i inni twórcy mają do powiedzenia o kolejnych postaciach.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (56 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)