Niemoralny Kopciuszek

W jakich czasach przyszło nam żyć- miano "współczesnej wersji Kopciuszka" nosi opowieść o losach prostytutki, która swojego księcia wcale nie poznała na balu w cudownym zamku, lecz, rzec by można, w pracy. Film opowiada o bajkowej miłości. Jednak czy to wystarczy, aby był bajeczny? Jedno jest pewne- ten obraz, to coś więcej, niż mało ambitny "zapychacz wolnego czasu". Treść "Pretty Woman" nie jest zbyt skomplikowana- bogaty biznesmen słono płaci za towarzystwo pewnej pani lekkich obyczajów. Początkowo Vivian (Julia Roberts) zależy tylko na pieniądzach, jednak z czasem przeradza się to w uczucia.

W roku 1990 Julia Roberts nie była jeszcze wielką gwiazdą. Można pokusić się o stwierdzenie, że to "Pretty Woman" przyniosło jej sławę. Właśnie za role Vivian Ward otrzymała nominację do Oscara w kategorii "najlepsza aktorka". Warto dodać, że całkiem zasłużenie- trzeba jej przyznać, że warsztat aktorski był tutaj "pierwsza klasa". Duże usta, długie nogi, nienaganna figura - przypuszczam, że te walory nie pozostały bez znaczenia przy obsadzaniu roli, w którą wcieliła się pani Roberts. Można ją lubić lub nie - jednak to, że role, których gry się podejmuje, są co najmniej zauważalne. Julia się sprawdza jako aktorka; to niezaprzeczalny fakt.

Cała historia na pierwszy rzut oka nie jest niczym specjalnie wyszukanym czy poruszającym. Ot, taka przeciętnie ciekawa komedia romantyczna z dobrą obsadą. Jednak "Pretty Woman" jest czymś więcej. Prowokuje do czegoś, co w przypadku tego typu filmów wydawać się może mało prawdopodobne- prowokuje do pytań. W tym przypadku życie bohaterów odmienione zostało przez uczucie znalezione na ulicy.

Czy miłość, która narodziła się z żądzy pieniądza może być równie piękna, jak te najszlachetniejsze jej odmiany? Czy kobieta, która za swoją miłość każe płacić, w jednej chwili może zmienić poglądy na życie i tak naprawdę pokochać? Czy kocha za coś, czy kogoś? Nasuwa się pytanie, czy byłaby w stanie pokochać Edwarda, jeśli ten nie miałby kupy szmalu? Ciekawe, czy biedny książę równie dobrze mógłby być odpowiednią uczuciowo partią dla współczesnego Kopciuszka...

Część publiki może uznać ten film za zwyczajnie płytki i banalny, a film obejrzą dla przystojnego Gere'a i zgrabnej Roberts. Pewnie będą mieli w tym trochę racji. Ale nie wolno nam przechodzić obok poruszanych w tym filmie, trochę pod pretekstem banalnej historii, problemów. Bajki mają to do siebie, że wypływają z nich morały. W bajce "Pretty woman" zastanawia nas fakt, że bohaterowie robią coś dla upragnionych pieniędzy, a mimo ich zarabiania i posiadania nie są szczęśliwi.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 48% uznało tę recenzję za pomocną (31 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

komentarze

pozostało 255 znaków
  • jey_95

    Świetny film, świetna obsada, miło się ogląda! ;)

  • MaestroS

    Co za bełkot ...

  • KevinRudolf

    do szklaneskrzydla: a tym bardziej, że w bardziej śmiałych scenach, Julia miała dublerkę :-) więc tak jakby rozumieć, że warsztat zerowy, heheh. Ale tak naprawdę niezł rola Julii, podobała mi się w tym filmie

  • jak45

    Bez przesady - w końcu ta Vivian to ani nie Sonia ze "Zbrodni i kary", ani Lola Lola z "Błękitnego anioła", ani Baryłeczka ze znanego opowiadania Maupassanta (na F-webie są dwa filmy o tej postaci). Jeżeli już, może to być Marguerita z "Damy kameliowej" w wersji "lekkiej, łatwej i przyjemnej"; tyle, że "Dama..." to tzw. wyciskacz łez - czyli też, jak "Pretty...", film stricte rozrywkowy. Równie dobrze można znajdować problemy egzystencjalne w kreskówkach Disney'a.

  • nemos123

    Gdybym chciał oddać mój głos na najgorszy film w historii kina to byłoby nim właśnie Pretty Woman.Niesamowity gniot ,gorszego nie widziałem,zresztą jak wszystkie komedie romantyczne.

  • szklaneskrzydla

    Trochę niezgrabnie napisane: wyszło na to, że na warsztat aktorski Julii składają się: długie nogi, duże usta i nienaganna figura...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: