Recenzja filmu Body/Ciało (2015)
Małgorzata Szumowska

Niemy krzyk

Trudno nie dostrzec mariażu kina Szumowskiej ze schyłkowym okresem twórczości Krzysztofa Kieślowskiego. Zwykłe wyrachowanie? Czy może konsekwentne brnięcie w kierunku kina europejskiego?  Finał ...
Filmweb sp. z o.o.
Filmowe meandry Małgorzaty Szumowskiej od zawsze zdawały się skrywać ogromne pokłady twórczego potencjału. Niestety każda długo oczekiwana premiera jej kolejnych głośnych produkcji pozostawiała również niedosyt. Nieskładne pomysły bazujące na szczątkowej fabule oraz częstych niedopowiedzeniach mierziły, stając się mimowolną oznaką uciążliwego manieryzmu. Jednakże podczas tegorocznej edycji festiwalu Berlinale nastąpił przełom. Po wieloletnich zmaganiach z międzynarodową krytyką i dążeniach ku realizacji własnej wizji kina autorskiego, reżyserka zdołała odnaleźć patent na sukces.

"Body/Ciało" tworzy znakomity tryptyk. Trzy wyraziste postaci, trzy historie, trzy całkowicie rozbieżne punkty widzenia, w które wkrada się refleksja na temat życia, śmierci, wiary oraz przytłaczającej samotności. Punktem wyjścia okazuje się zajadły konflikt pomiędzy zgorzkniałym ojcem a niepokorną córką cierpiącą na anoreksję. Fizyczny manifest, a także chłodne relacje bohaterów objawiają się wraz ze stratą bliskiej osoby, wygasłej części ich ogniska domowego. Katalizatorem oraz realną szansą na odnowienie spustoszonych więzów rodzinnych staje się terapia. Olga (Justyna Suwała) trafia pod opiekę Anny (Maja Ostaszewska) – rehabilitantki pracującej z osobami cierpiącymi na anoreksję. Właśnie przy niej dziewczyna ma szansę wyładować swoją frustrację. Wykrzyczeć nienawiść do ojca a jednocześnie wyrazić tęsknotę za zmarłą matką. Jest to jeden z nielicznych momentów, kiedy bohaterowie znajdują ujście dla nieustannie skrywanych emocji. Przez większą część seansu bowiem milczą, uciekają do swoich przeciwległych światów, dusząc w sobie prywatne problemy, rozterki, niepokoje. Wprawdzie "niemy krzyk" zdaje się rysować na ich twarzach, jednak przyjęta postawa i autonomiczna hierarchia wartości uniemożliwiają spontaniczne uzewnętrznienie.

Bohaterowie zdają się stać po przeciwległych stronach przepastnej barykady. Prokurator (Janusz Gajos), to typ człowieka wyalienowanego, zgorzkniałego, wykazującego całkowitą apatię wobec otaczającej rzeczywistości. W jego anturażu trup ścieli się gęsto, lecz zawodowa rutyna powoduje, iż zwłoki znanego artysty (nawiązanie do postaci Zdzisława Beksińskiego), czy ciało zmasakrowanego noworodka nie robią już na nim większego wrażenia. Śmierć staje się zatem codziennością, zjawiskiem oczywistym i przejrzystym. Jednakże pod płaszczem chłodnej kalkulacji kryje się dotkliwa gorycz z pogranicza bezradności, zagubienia oraz gniewu. Anna (Maja Ostaszewska) to ekscentryczna terapeutka, która po śmierci syna przybiera swego rodzaju postawę duchową. Kobieta formułuje swoiste credo oparte na przekonaniu o ingerencji zmarłych, a także ich obecności, stanowiących istotny element naszej ziemskiej egzystencji. Ponadto bohaterka po godzinach spełnia się w roli transcendentnej spirytystki, medium, będącego łącznikiem pomiędzy odległymi wymiarami funkcjonującymi na pograniczu życia i śmierci.

Powyższe stanowiska nie są jednak synonimem konsekwentnego działania. Reżyserka podkreśla pewne subtelne dysonanse wybrzmiewające w poszczególnych postawach głównych bohaterów. Sceptyczny prokurator (Janusz Gajos), który dopuszcza do swej świadomości wyłącznie wartości doczesne, jednocześnie zmaga się z dokuczliwymi rozterkami na temat istoty wiary w życie pozagrobowe. Natomiast Anna (Maja Ostaszewska), wyznająca ascetyczne zasady moralne i obyczajowe, przystaje w ciemnej bramie by móc przez chwilę spojrzeć w kierunku namiętnie obcującej ze sobą pary. Szumowska sygnalizuje drobne, niedostrzegalne rozbieżności, które determinują złożoność ludzkiej natury. Dualizm, w obliczu którego pozornie usystematyzowany systemem wartości zmaga się z nieokiełznanymi popędami.

Trudno nie dostrzec mariażu kina Szumowskiej ze schyłkowym okresem twórczości Krzysztofa Kieślowskiego. Zwykłe wyrachowanie? Czy może konsekwentne brnięcie w kierunku kina europejskiego?  Finał rozwiewa wszelkie wątpliwości. Związek między twórcami okazuje się zaledwie pozorny, wręcz toksyczny. Reżyserka przesuwa granice, rezygnując z wysublimowanej konwencji twórcy "Dekalogu" na rzecz swobodnego balansu i zdrowego dystansu wobec podjętego tematu. Dzięki odważnej polemice z legendą kina moralnego niepokoju kreśli lekki, ironiczny, a zarazem konsekwentny obraz odzwierciedlający kondycje współczesnego społeczeństwa. "Body/Ciało" to bez wątpienia opus magnum w dotychczasowej filmografii Małgorzaty Szumowskiej.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (28 głosów).
m_demski
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)