Recenzja filmu Polowanie na druhny (2005)
David Dobkin

Niestrawny tort

Od czasów "Ojca panny młodej" czy "Czterech wesel i pogrzebu" powszechnie wiadomo, że jednym z najzabawniejszych filmowych tematów jest ślub. Nie ważne, czy główni bohaterowie dopiero zamierzają ...
Filmweb sp. z o.o.
Od czasów "Ojca panny młodej" czy "Czterech wesel i pogrzebu" powszechnie wiadomo, że jednym z najzabawniejszych filmowych tematów jest ślub. Nie ważne, czy główni bohaterowie dopiero zamierzają się pobrać, czy właśnie to czynią, czy też po prostu uciekają sprzed ołtarza. Ślub zawsze stanowi doskonały pretekst do piętrzenia absurdalnych sytuacji. Twórcy filmu "Polowanie na druhny" zapewne znają tę prawdę, ale postanowili spojrzeć na ten mocno wyeksploatowany temat z nieco innej perspektywy.

Głównymi bohaterami swojego filmu uczynili dwóch kumpli, którzy dawno przekroczyli trzydziestkę, lecz za nic na świecie nie chcą dorosnąć, a już tym bardziej dać się zaobrączkować! Za to uwielbiają śluby, konkretniej wesela, na które namiętnie się wpraszają i uwodzą obecne tam atrakcyjne panie. Panowie przemierzają tanecznym krokiem kolejne parkiety, zjadają kolejne torty i zrzucają z pań kolejne staniki, pijąc przy tym hektolitry alkoholu. Ten proceder trwa do momentu, w którym jeden z nich (Owen Wilson) nie uświadamia sobie (lepiej późno niż wcale), że to puste i dopóki nie zakochuje się w poznanej na jednym z wesel Claire Cleary (Rachel McAdams)... Biedny kumpel Wilsona grany przez Vince'a Vaughna podąża za nim na weekend do rezydencji ukochanej i sam wpada po uszy... Oczywiście nie odkryję Ameryki, zdradzając, że obaj panowie skończą na ślubnym kobiercu i że to oni stali się zwierzyną łowną...

Być może gdyby twórcy filmu zdecydowali się postawić na coś, co oględnie można nazwać drugim dnem, "Polowanie na druhny" nadawałoby się do oglądania. Niestety to złudzenie pryska jak bańka mydlana po 15 minutach projekcji...
Mamy bowiem do czynienia z dziełem wyjątkowo płyciutkim... Dającym się umieścić na półce gdzieś w okolicach "American Pie". Dialogi mające brzmieć poważnie, bawią, a te w zamyśle zabawne, wprawiają w stan zażenowania... A kiedy na ekranie pojawia się Will Ferrell w zasadzie trudno je określić inaczej niż "dno". Jednak taki typ filmu to domena Ferrella, ale co w tej produkcji robi Christopher Walken? To dla mnie trudna do rozwikłania zagadka...

Aktorstwo Vaughna pozostawia wiele do życzenia – wygląda i zachowuje się jak wielki żałosny dzieciak. Pozytywnie zaskoczył mnie za to epizod Jane Seymour, która definitywnie skończyła z leczeniem kowbojów na prerii i bardzo przekonująco wypadła w roli podstarzałej femme fatalne! Do plusów filmu można niewątpliwe zaliczyć muzykę, która dobrze współgra z pokazanymi na początku filmu kliszami z wesel, ale na tym zalety "Polowania na druhny" się kończą.

Mam wrażenie, że to kolejna głupawa wakacyjna komedia, która choć w zamyśle ma przyprawiać o salwy śmiechu, wywołuje jedynie niesmak.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 29% uznało tę recenzję za pomocną (17 głosów).
o