Recenzja filmu Słoń (2003)
Gus Van Sant

Niezawinione śmierci

Oglądamy młodych ludzi przemierzających szkolne korytarze, rozmawiających w stołówce, w szatni i bibliotece. To zwyczajny dzień, podobny do tysięcy innych. Za chwilę do szkoły wejdzie dwóch ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Słoń (2003)
Oglądamy młodych ludzi przemierzających szkolne korytarze, rozmawiających w stołówce, w szatni i bibliotece. To zwyczajny dzień, podobny do tysięcy innych. Za chwilę do szkoły wejdzie dwóch uczniów i z karabinów maszynowych zastrzeli kilkanaście osób. Dlaczego?

Uhonorowany Złotą Palmą w Cannes 2003 roku film Gusa Van Santa, będący opowieścią o wydarzeniach, które miały miejsce w 1999 roku w szkole w Columbine, nie da nam gotowych odpowiedzi na pytanie skąd bierze się taka nieuzasadniona, głupia agresja, ale sprawi, że w pamięci na długo pozostanie obraz uczniów, którzy używając zakupionej w internecie broni, zabijają swoich kolegów.

Wbrew temu, czego można było się spodziewać, film nie epatuje krwawymi scenami. Słyszymy dźwięk ładowanej broni, gdzieniegdzie rozlega się płacz i nawoływanie. Ale dominuje cisza. W filmie pozbawionym muzyki, w którym niewiele jest dialogów, to właśnie ona jest najbardziej wymowna.

"Słoń" nie jest filmem sensacyjnym. Długie ujęcia dają wrażenie zwolnionego tempa, jak gdyby nie działo się nic nadzwyczajnego. Mimo to przez cały czas odczuwamy stopniowo narastające napięcie.

Doskonale wiemy, co się wydarzy i czekamy, aż zacznie się ten horror. Początkowo nic nie zapowiada tragedii. Obserwujemy kilkoro młodych ludzi i świat widziany z ich perspektywy. To wyłowieni z tłumu uczniowie: John, Elia, Nat, Carie, Michelle, Britany, Jordan i Nicole. Z krótkich rozmów dowiadujemy się szczegółów na temat ich życia. Ktoś z nich ma problemy z ojcem alkoholikiem, ktoś inny wstydzi się swojego ciała, trzy nastoletnie piękności walczą z nadwagą i rozmawiają o swojej przyjaźni, jest szkolny przystojniak, a także fotograf pasjonat.

Do ról uczniów reżyser zdecydował się zatrudnić amatorów, którzy świetnie poradzili sobie z aktorskim zadaniem. Dialogi w filmie są w dużej mierze improwizowane, co dodatkowo wzmaga efekt realizmu.

Kamera nie odstępuje bohaterów. Przypatruje się poczynaniom uczniów, towarzysząc ich codziennym rozmowom i zajęciom. Z urywków rozmów nie dowiadujemy się o nich zbyt wiele, ale mamy wrażenie, że nie różnią się zanadto od milionów nastolatków na świecie.

Są wśród nich Alex i Eric. Mają konkretny plan zaatakowania szkoły i skrzętnie się do niego przygotowują. W przerwach słuchają muzyki, jeden z nich, miłośnik Beethowena, gra na pianinie, grają w gry komputerowe, oglądają film o Hitlerze, aż w końcu postanawiają kupić broń.

Van Sant zrobił film szczególny. "Słoń" to obraz bardzo oszczędny w środkach, niemal surowy. Te kilka postaci i strzępki rozmów, z których więcej domyślamy się i wnioskujemy, niż wiemy na pewno, stanowią układankę pozbawioną zbędnych ozdobników, wynurzeń i sentymentalizmu. W tym filmie w przeciwieństwie do "Zabaw z bronią" Michaela Moore'a nikt nie wydaje sądów i nie stara się wyjaśniać przyczyn całego wydarzenia. Reżyser pokazuje, co się dzieje z młodymi ludźmi, których świat wypełnia pustka. W subtelny sposób sygnalizuje nam pewne prawdy i rozwiązania, konsekwentnie wystrzegając się uogólnień i nadinterpretacji. To refleksja na temat zła, zdystansowana, chłodna i bardzo gorzka.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 85% uznało tę recenzję za pomocną (95 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (11)

zobacz wszystkie