Recenzja filmu Resident Evil (2002)
Paul W.S. Anderson

Noc żywych trupów

Rynek gier wideo i komputerowych to jedna z najdynamiczniej rozwijających się dziedzin we współczesnym świecie. To już nie jest rozrywka dla wybranych, dla maniaków, czy, jak jeszcze niedawno ...
Filmweb sp. z o.o.
Rynek gier wideo i komputerowych to jedna z najdynamiczniej rozwijających się dziedzin we współczesnym świecie. To już nie jest rozrywka dla wybranych, dla maniaków, czy, jak jeszcze niedawno sądzili prawie wszyscy - dla dzieci. Dziś w produkcję dobrej gry inwestuje się miliony dolarów, a do jej realizacji zatrudnia najwyższej klasy specjalistów - filmowych kompozytorów, jak nominowany do nagrody BAFTA Harry Gregson-Williams (Metal Gear Solid 2) oraz największe gwiazdy Hollywood - Bruce Willis (Apocalypse), Christopher Walken (Privateer 2: The Darkening, Ripper).

Komputerowa rozrywka to potężny przemysł, który w niektórych krajach przynosi większy dochód niż kinematografia.
Coraz częściej też bohaterowie gier komputerowych stają się postaciami popularnymi na całym świecie, ikonami kultury masowej. Najlepszym tego przykładem jest postać Lary Croft, wirtualnej pani archeolog, bohaterki serii gier "Tomb Raider", która w wielu rankingach wybrana została jedną z najseksowniejszych kobiet na świecie, stała się bohaterką filmu, reklam, a nawet teledysku.
Również Pokemony wywodzą się z gier konsolowych przeznaczonych na produkowanego przez Nintendo GameBoya. Tam zaczęła się ich popularność, która szybko zaowocowała gadżetami, filmami i uczyniła japońskie stworki znanymi na całym świecie.

Związki pomiędzy kinematografią i grami komputerowy są w dzisiejszych czasach bardzo wyraźne wyraźne, a twórcy filmowi w poszukiwaniu nowych tematów coraz częściej sięgają po gry - "Mortal Kombat", "Tomb Raider", "Tekken", czy wchodzący właśnie na nasze ekrany "Resident Evil" to zaledwie kilka przykładów potwierdzających taki stan rzeczy.

Horror Paula Andersona, który będzie tematem niniejszej recenzji, oparty został na popularnej serii gier komputerowych i konsolowych istniejącej na rynku od roku 1996. W przeciągu 6 lat produkty opatrzone szyldem "Resident Evil" - (gry, komiksy, książki, figurki) przyniosły producentowi programu - japońskiej firmie Capcom, ponad 600 milionów dolarów zysków. W Osace powstał nawet dom będący kopią rezydencji z pierwszej części "Resident Evil", który przez rok mogli odwiedzać fani z całego świata.
Film nie jest jednak ekranizacją żadnej z gier. Jego akcja rozgrywa się co prawda w okolicach Raccoon City i pojawiają się w nim elelemnty znane z programu, ale fabuła jest autorskim dziełem Paula Andersona i opowiada o perypetiach postaci, które w żadnej z gier nie występują.

Akcja obrazu rozgrywa się w większości pod ziemią, w supertajnym ośrodku badawczym korporacji Umbrella, którego wszyscy pracownicy zostali zainfekowani przez sztucznie wyhodowany wirus, który zmienił ich w zombie. Z hordami nieumarłych zmierzyć się będzie musiał niewielki oddział komandosów, który zostaje wysłany przez korporację aby izolować wirus i nie dopuścić do jego rozprzestrzenienia poza ośrodek. Wśród nich jest piękna Alice, czasowo pozbawiona pamięci agentka do zadań specjalnych, która wie dokładnie co wydarzyło się w podziemiach laboratorium...

"Resident Evil" to sprawnie zrealizowany horror, choć po jego obejrzeniu wydaje mi się, iż jego projekcja większą frajdę sprawi osobom doskonale znającym grę, niż przypadkowym widzom. Fabuła w wielu miejscach jest niespójna, niekiedy sprawia wrażenie poskładanych ze sobą przypadkowych scen, które nic nowego nie wnoszą do opowiadanej historii, ale są pretekstem do pokazania efektów specjalnych bądź zaprezentowania elementów znanych do tej pory z ekranu komputera.
Scenariusz, jakby na to nie patrzyć, kuleje. Fabuła jest zagmatwana, naiwna (co ciekawe podczas grania wcale tego nie zauważyłem) i wydaje mi się, że osoby, które z grą nie miały nic wspólnego przez pierwszą połowę filmu mogą mieć problemy, żeby zrozumieć o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi.

"Resident Evil" to film, który naprawdę spodobać może się tylko wielbicielom gier. Pozostali przejdą obok niego raczej obojętnie. Aktorsko jest słaby, reżysersko nie zachwyca, a efekty specjalne też pozostawiają wiele do życzenia. Cóż, wydaje się jednak, że to wystarczy aby osiągnąć sukces. Film tak dobrze sprzedał się w USA, że oficjalnie zatwierdzono realizację jego kontynuacji. Tym razem na ekranie pojawi się znany z trzeciej części gry zmutowany superżołnierz Nemesis.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 40% uznało tę recenzję za pomocną (62 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)