Recenzja filmu Tuż po weselu (2006)
Susanne Bier

Noce, których nie było, dni, których nie będzie

Człowiek nie jest samotną wyspą. Jego akcje, często egoistyczne, wynikające z głupoty, dumy lub naiwności, mają wpływ na ludzi wokół. Tworzy się sieć wzajemnych relacji, zobowiązań, pragnień, ...
Filmweb sp. z o.o.
Człowiek nie jest samotną wyspą. Jego akcje, często egoistyczne, wynikające z głupoty, dumy lub naiwności, mają wpływ na ludzi wokół. Tworzy się sieć wzajemnych relacji, zobowiązań, pragnień, obietnic. Zanim się zorientujemy, jesteśmy już w pułapce bez wyjścia. Cokolwiek uczynimy, ktoś zostanie zraniony. Nam pozostanie tylko próba stworzenia czegoś dobrego, dzięki czemu ukoimy wyrzuty sumienia.

Dwadzieścia lat temu dwoje ludzi tworzyło parę. Byli młodzi, naiwni, kochali się, lecz nie zdawali sobie sprawy z tego, że miłość nie zawsze wystarcza, że czasem zaślepia na prawdę. Konflikty narosły. Popełnili błędy, głupie i zupełnie niepotrzebne. Każde z nich uniosło się dumą i zamiast walczyć o swoje postąpili egoistycznie, oczekując, że to druga strona się ugnie, podkuli ogon. Tak się jednak nie stało.
Każde z nich zaczęło więc życie od nowa. Każde z nich zbudowało sobie nowy świat, lecz nie uciekli od konsekwencji. To co było, pozostawiło ślad. W przypadku Jacoba ślad ten jest dość ulotny, ukryty w jego snach, kiedy tęskni za nocami, których już nigdy ze swą dziewczyną nie podzieli. Dla Helene ślad jest o wiele bardziej namacalny. W domu, pełnym miłości i dostatku na zawsze pozostanie piętno owej dawnej przygody. Jacob i Helene żyją dniem dzisiejszym, lecz o przeszłości nie zapomną - nie mogą. Nie mają złudzeń, że kiedykolwiek się jeszcze spotkają. Nie wiedzą, że żyjąc wśród innych, zbudowali sieć, która raz jeszcze ich połączy. Ogniwami tej sieci są biedne dzieci indyjskie, którymi Jacob próbuje się opiekować oraz J?rgen, mąż Helene.
Dwadzieścia lat temu zbudowali scenę, teraz rozpoczyna się spektakl.

"Tuż po weselu" to spektakl fenomenalny, opowiadający o życiu i poświęceniu, o prawdzie i manipulacjach, którym jesteśmy poddawaniu i którymi sami się w życiu posługujemy. To kim jesteśmy okazuje się być definiowane przez to z kim jesteśmy. Jacob zamiast spróbować pogodzić się z Helene, odrzucił ją, a potem pokutował przez kolejne dwie dekady. Nie zbudował prawdziwej rodziny, oddając się kolejny programom pomocy humanitarnej. Jego życie zatrzymało się i nigdy już naprawdę nie ruszyło na nowo. Helene raz uciekła przed prawdą i odpowiedzialnością. Teraz znów staje przed tym samym wyzwaniem. Jej milczenie sprawi, że historia się powtórzy. Jej cierpienie sprawi, że inni próbując oszczędzić jej prawdy, manipulować nią będą w taki sposób, by nie miała już żadnego wyjścia. J?rgen zaś nawet u kresu swego życia manipuluje innymi, by zyskać to, czego pragnie, jakby jego dobre samopoczucie było o wiele istotniejsze niż szczęście innych. Choć przecież można by jego intencje ocenić jako szlachetne. I jest jeszcze Anna, młoda i naiwna, bez wiedzy o życiu wpada w tę samą pułapkę, co jej rodzice. To częsty ostatnio motyw w kinie europejskim: niezdolność do uczenia się z doświadczeń przeszłości, gdyż łatwiej jest ludziom tę przeszłość ignorować, niż stawić czoła wszelkim konsekwencjom.

Susanne Bier zdumiała mnie niepomiernie swoim najnowszym filmem. Tchnęła bowiem życie w jeden z najbardziej wyświechtanych filmowych motywów seryjnie wręcz masakrowanym przez kolejne łzawe historyjki głównie realizowane na potrzeby amerykańskich telewizji. To, że Bier jest utalentowaną reżyserką wiedziałem już wcześniej. Wystarczy wspomnieć tak dobre filmy jak "Otwarte serca" czy "Bracia". Z każdym kolejnym filmem staje się jednak coraz lepsza i póki co "Tuż po weselu" uznaję za jej najlepsze dzieło.

Film z łatwością mógł stać się kolejną błahą historyjką, która może i budzi wzruszenie, lecz pozostawia po sobie krótkotrwałe wrażenie. Tymczasem "Tuż po weselu" jest surowe, niezwykle bliskie ludzkim przeżyciom, które stara się odwzorowywać w sposób jak najbardziej wiarygodny. Udaje się to głównie za sprawą absolutnie fantastycznych zdjęć. Cała ekipa kamerzystów wykonała rewelacyjną robotę. Bier koncentruje się na detalach: zbliżenie oka, ust, papierosa. Nie buduje całego obrazu, lecz wydobywa to, co w nim najistotniejsze dając widzowi szansę dopełnienia figury. Dzięki temu widz zostaje wciągnięty w świat bohaterów, ma szansę choć w części uczestniczyć emocjonalnie w tym, co się dzieje na ekranie. Jest to niezwykle cenny zabieg, zwłaszcza w tak ryzykownym projekcie jak ten.

Sposób filmowania był niezwykle wymagający dla ekipy aktorskiej. Przy takich zbliżeniach, łatwiej było przekazać emocje, o których trudno mówić, lecz równie łatwo jest wychwycić sztuczność. Tym bardziej więc należy pochwalić wszystkich, którzy w tym filmie wystąpili, gdyż ich gra nie pozostawia żadnych wątpliwości. Mads Mikkelsen, Sidse Babett Knudsen, Rolf Lassg?rd, Stine Fischer Christensen i Christian Tafdrup - każde z nich stworzyło prawdziwą, wiarygodną postać. Ani przez chwilę nie miałem poczucia, że grają, że udają. Nawet tak młodzi (stosunkowo) aktorzy jak Christensen i Tafdrup wykazali się olbrzymią samodyscypliną i wspaniałym wyczuciem swoich postaci. Jeśli zatem ktoś lubi w kinie podziwiać dobre aktorskie kreacje w "Tuż po weselu" znajdzie ich aż w nadmiarze.

I na koniec jeszcze jedna uwaga dotycząca twórczości Bier. Coraz bardziej wyraźne staje się to, że reżyserka wciąż opowiada tę samą historię. Jak we wspomnianych wcześniej obrazach, tak i tu podstawą są z pozoru stabilne relacje międzyludzkie, które jednak nieoczekiwanie (choć nie do końca przecież) ulegają zaburzeniu. Bier bierze pod lupę ludzkie zachowania w niezwykłych sytuacjach, dzięki czemu bliżej można się przyjrzeć i zapoznać ze skomplikowaną emocjonalną naturą człowieka. Ciekawe skąd ta fascynacja Bier tematem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 69% uznało tę recenzję za pomocną (16 głosów).
torne
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o