Recenzja filmu Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki (2008)
Steven Spielberg

Nowy stary Indiana Jones

19 lat minęło od powstania kolejnej części jednej z najsłynniejszej serii filmów przygodowych "Indiana Jones". Przez długi czas oczekiwań powstało wiele kontynuacji w postaci gier, komiksów, ...
Filmweb sp. z o.o.
19 lat minęło od powstania kolejnej części jednej z najsłynniejszej serii filmów przygodowych "Indiana Jones". Przez długi czas oczekiwań powstało wiele kontynuacji w postaci gier, komiksów, gadżetów oraz książek. Fani serii musieli czekać długi czas, żeby zobaczyć swojego ulubieńca w akcji. Opinie ludzi na temat tego filmu były mieszane, ponieważ pozytywne komentarze stykały się z negatywnymi ocenami krytyków, którzy uważali, że Harrison Ford jest już zdecydowanie za stary, żeby grać i że nie ma sensu kontynuować filmu, który już i tak przeszedł do historii.

Znany i lubiany archeolog, Indiana Jones (Harrison Ford) rozwiązał już wiele zagadek i odbył dużo podróży po świecie w poszukiwaniu nowych przygód. W tej części Indy ma znacznie trudniejsze zadanie. Musi odnaleźć mityczną Kryształową Czaszkę, skradzioną z miasta leżącego w lasach Amazonki. Nie będzie to proste wyzwanie, gdyż na przeszkodzie archeologowi staną radzieccy żołnierze z Iriną Spalko (Cate Blanchett) na czele. Tytułowemu bohaterowi przyjdą z pomocą 'Mac' George McHale (Ray Winstone), podróżnik Mutt Williams (Shia LaBeouf) oraz znana z poprzednich części dawna miłość Indiany, Marion Ravenwood (Karen Allen).

Film bogaty jest w nieprawdopodobne zwroty akcji oraz sceny, których w poprzednich odcinkach nie mieliśmy okazji zobaczyć. Już na początku mogliśmy się przekonać o tym, że w filmie będzie więcej emocji niż w poprzednich częściach. Świadczą o tym sceny, np. ta, w której Indy przeżywa wybuch bomby atomowej, chowając się w lodówce.
Na dużą pochwałę zasługuje Steven Spielberg, który znakomicie odtworzył epokę lat 50-tych w Stanach Zjednoczonych. Zwracając uwagę na stroje, które nosili główni oraz drugoplanowi bohaterowie filmu.

Bardzo dobrze spisał się Janusz Kamiński, który był odpowiedzialny za zdjęcia. Wszystkie sceny kręcone były z rozmachem, a obraz nasycony jest pięknymi barwami. Niestety minusem tego filmu jest muzyka, która jest kopią tego, co mogliśmy usłyszeć w poprzednich odcinkach. Mimo że wcześniejsze nagrania były piękne, to John Williams powinien bardziej się postarać i nagrać coś zupełnie innego, a nie to, co już od dawna znamy.

Przed premierą najwięcej zarzutów padało pod adresem Harrisona Forda. Aktor już nie jest sprawny i młody tak jak dziewiętnaście lat temu, ale poradził sobie ze swoją rolą i nadal był zwinny, silny. Pokonuje swoich rywali, choć już nie z taką łatwością jak, np. w "Indiana Jones i Świątynia Zagłady". Mimo że mamy mniej scen z wykorzystywaniem siły fizycznej, to za to więcej ubawu oraz dużo sytuacji komediowych.

Gdy wybierałem się na najnowszą część przygód Indiany Jonesa, spodziewałem się wspaniałej kontynuacji serii. Dobrze wiedziałem o tym, że tego filmu po prostu nie da się zepsuć i wiedzieli o tym doskonale George Lucas i Steven Spielberg. Zakładając, że jestem wielkim fanem tej serii, ani przez moment nie pomyślałem, że film będzie miał dużo niedociągnięć, a po wyjściu z kina nie żałowałem, że poświęciłem 2 godziny, aby go zobaczyć.
 
Czwarta część filmu z serii przygód Indiany Jonesa jest bardzo udana - niektóre sceny zaczerpnięto z poprzednich filmów. Bardzo spodobała mi się gra Harrisona Forda, który jest według mnie niezastąpiony w tej roli i potrafi nadal rozbawić widza, oraz Karen Allen, która równie dobrze wczuła się w role. Twórcy filmu udowodnili, że nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa i potrafią stworzyć wspaniały film, który przypadł do gustu wielu krytykom oraz widzom. Film naprawdę mi się spodobał i mam nadzieję, że jeszcze nie jeden równie wspaniały obraz będę miał okazję zobaczyć.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (18)

zobacz wszystkie