Recenzja filmu Zaginiony świat (1925)
Harry O. Hoyt

O tym, jak ojciec Konga stworzył dinozaury

Film grozy, podobnie jak baśń, z której zresztą ten gatunek czerpał i czerpie pełnymi garściami, wymaga od widza pewnego zawieszenia świadomości na czas seansu i uwierzenia w to co widzimy na ...
Filmweb sp. z o.o.
Film grozy, podobnie jak baśń, z której zresztą ten gatunek czerpał i czerpie pełnymi garściami, wymaga od widza pewnego zawieszenia świadomości na czas seansu i uwierzenia w to co widzimy na ekranie – nierealność i tajemniczość, której rozwiązanie wykracza często poza ramy czasu trwania filmu, jest równie niezbędnym składnikiem horroru, co strach. Nie inaczej jest z filmem "Zaginiony świat" – dziełem, które z pewnością nie wzbudza już grozy, jednak wspaniale wywiązuje się ze swej baśniowej roli, tworząc świat niebezpieczny i urzekający zarazem.

Film opowiada o losach wyprawy, w jaką udają się ekscentryczny profesor Challenger, młody dziennikarz Edward Malone, łowca przygód sir John Roxton i młoda Gladys Hungerford, która pragnie odszukać swego zaginionego ojca. Jedynym śladem pozostałym po zaginionym mężczyźnie jest instygujący dziennik, który zawiera naoczne opisy zwierząt dawno wymarłych, a które żyć mają rzekomo w niezbadanych terenach dorzeczy Amazonki. Wkrótce staje się jasne, iż rewelacje zawarte w rękopisie nie są tylko wymysłami i wyprawa trafia do krainy, w której królują dinozaury.

Warto zauważyć, iż jest to pierwszy film, na którym ruchome modele dinozaurów i aktorzy prezentują się na jednym kadrze – to, czego nie udało się dokonać w krótkometrażowej próbie "The Ghost of Slumber Mountain", oraz wielu innych wcześniejszych produkcjach, zadziałało tutaj i znakomity specjalista od efektów specjalnych, późniejszy ojciec King Konga, Willis O'Brien, dokonał tego, do czego dążył od wielu lat. Technologiczny krok do przodu i rozwój efektów specjalnych pozwolił na porzucenie techniki dzielenia kadru i równoległego montażu, które nie dawały zbyt przekonywujących efektów, na rzecz rzeczywistych ujęć aktorów na tle animowanych prehistorycznych jaszczurów. O’Brien zaczynał od modelu jaskiniowca i dinozaura, dzięki którym został zauważony przez Edison Studios, dla którego stworzył kilkanaście animowanych obrazów o tematyce prehistorycznej i utrzymanych głównie w komediowym stylu. Jego późniejsza współpraca z producentem Herbertem Dawleyem zakończyła się niezbyt pomyślnie i o mały włos O’Brien nie straciłby patentu na swe dinozaury – co skutecznie odwlekło by w czasie, lub całkowicie uniemożliwiło stworzenie "Zaginionego świata".

Oczywiście można zarzucać obrazowi efekciarstwo i odsunięcie kwestii fabuły na dalszy plan, jednak należy sprawiedliwie przyznać, iż nawet najbardziej wyszukana i dopracowana historia nie zdołałaby przyćmić wrażenia, jakie wywierają na widzu same prezentowane bestie. Nie mogę się również zgodzić ze stwierdzeniem, iż film ten zestarzał się w sposób szczególny – to w jaki sposób odbieramy dzisiaj to dzieło, nie odbiega znacząco pierwszemu King Kongowi, ani nawet "Godzilli" z 1954 roku. Wszystko zależy oczywiście od nastawienia widza, jednak przywołując tutaj wcześniejsze, dość amatorskie i krótkometrażowe próby wskrzeszenia na ekranie dinozaurów, łatwo zauważyć można duży krok naprzód.

Zachwyca nie tylko ogromna różnorodność gatunkowa samych wielkich gadów (których zaprezentowano około dziesięciu typów), ale również scenograficzne bogactwo amazońskiego lasu, tętniącego życiem, pełnego niebezpiecznych zwierząt. W produkcję filmu zaangażowany był sam Arthur Conan Doyle, którego powieść o tym samym tytule dostarczyła materiału do scenariusza. Zaprezentował on nawet efekt pracy O’Briena przed Amerykańskim Stowarzyszeniem Magików, czym wprawił najlepszych iluzjonistów w niemałe zdumienie. Od tej pory cuda filmowego świata stawały się coraz bardziej realne.

"Zaginiony świat" miał niesamowity wpływ na rozwój efektów specjalnych oraz na wzrost zainteresowania paleontologią w społeczeństwie – myślę, że również dla współczesnego widza film ten będzie ciekawą przygodą. Zwłaszcza, że za jego produkcją stoi człowiek, który dał nam King Konga – a zatem przyczynił się do rozkwitu gatunku science fiction. Warto na własne oczy przekonać się, jaką ewolucję przejść musiały filmowe dinozaury – od modelarskiej pracowni O’Briena do jurajskiej wyspy Nabular, wyczarowanej przez Spielberga i Crichtona w "Parku Jurajskim".
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
ExOblivione
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)