Recenzja filmu Ocean's Twelve: Dogrywka (2004)
Steven Soderbergh

Ocean's Twelve: Dobijka

Żeby uniknąć posądzeń i uprzedzenia, muszę wyjaśnić, że "Ocean's Eleven" bardzo mi się podobał. To był idealny film na sobotni wieczór: barwny, sprawnie wykonany, z odpowiednią domieszką ...
Filmweb sp. z o.o.
Żeby uniknąć posądzeń i uprzedzenia, muszę wyjaśnić, że "Ocean's Eleven" bardzo mi się podobał. To był idealny film na sobotni wieczór: barwny, sprawnie wykonany, z odpowiednią domieszką strawnego humoru, szybkim tempem i niespotykaną koncentracją gwiazd na liście płac. W związku z powyższym, moje oczekiwania względem "Dwunastki", były dosyć wysokie, więc tym większe czekało mnie rozczarowanie; ale po kolei.

"Zawiązanie akcji" stanowi wizyta złożona przez obrabowanego w pierwszej części Terry'ego Benedicta, po kolei wszystkim członkom 'Jedenastki'. Mają oni zwrócić 160 milionów dolarów, albo stanie im się krzywda (mniej więcej tak dramatyczne są groźby). Wyznaczenie terminu w dniach miało zapewne umożliwić budowanie napięcia w trakcie filmu i odzwierciedlenie presji, pod jaką przyjdzie działać jedenastu bohaterom, wspieranym pełnoetatowo przez żonę Danny'ego Oceana.

Jest to odgrzewanie na siłę pomysłu z poprzedniego filmu, ale zapewne byłoby do zniesienia, gdyby ktoś starał się dobudować ciąg dalszy historii. Podczas pierwszego zebrania bohaterów. W czasie poważnej i dramatycznej rozmowy, zaczynamy mieć wrażenie, że widzimy rozmawiających aktorów, nie fikcyjne postacie. Pitt szczerzy się do Clooney'a, Clooney szczerzy się do Pitta i tak dalej.

Kiedy drużyna przenosi się do Europy, jest coraz gorzej: przez cały film bohaterowie prowadzą znudzone dialogi w różnym składzie. Wyraźnie widać, że Danny i Rusty "coś wiedzą", ale ponieważ najwyraźniej żaden z pozostałych złodziei nie interesuje się tym zbytnio, widza też nie zżera ciekawość. Pojawiający się raz po raz licznik dni pozostałych do końca terminu, staje się stopniowo odliczaniem do końca, na który czeka się, niczym na wybawienie.

W Ocean's Eleven: Ryzykowna gra (2001)Ocean's Eleven, Soderbergh sięgnął kilka razy po retrospekcję, celem pokazania wydarzeń dziejących się równolegle, które wyjaśniały, jak bohaterom udawały się niemożliwe z pozoru wyczyny. W "Twelve", retrospekcja pojawia się nader często i służy do pokazania, że widz został zrobiony w balona i że i tak nie miał szans rozwiązać samodzielnie zagadki, bo poprzednie sekwencje dostarczyły mu celowo błędnych informacji.

Kiedy po raz pierwszy słychać nieco szybszą muzykę, a sympatyczna szajka zabiera się za montaż wymyślnych urządzeń, w sercu rodzi się nadzieja, że coś się zacznie dziać. Niestety, w efekcie w całym filmie nikt niczego tak naprawdę nie ukradnie! Biorąc pod uwagę, że "Ocean's Twelve" to film o błyskotliwych skokach genialnych złodziei, jest to fakt godzien odnotowania.

Po obejrzeniu zakończenia, którego przesłanie jest takie, że można było w ogóle nie oglądać filmu, bo i tak wszystko w nim było pozorowane, zacząłem się zastanawiać, czy kiedykolwiek zostałem tak lekceważąco potraktowany przez producentów filmu. "Ocean's Twelve" mógłby równie dobrze być reportażem z planu poprzedniej części. Zgodnie z informacjami prasowymi, aktorzy "świetnie się bawili" przy realizacji sequela. Dobrze, że przynajmniej oni, bo widz raczej nie. Jeśli się dobrze zastanowić, zapłaciłem za obejrzenie filmu bez scenariusza, w którym aktorzy w ogóle nie grali, więc zostałem obrabowany i to bez użycia broni i w zasadzie sam byłem wykonawcą tego przestępstwa. Tym sposobem Danny Ocean uczynił mnie ofiarą skoku wszech czasów, dokonanego jednocześnie na milionach widzów na całym świecie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 70% uznało tę recenzję za pomocną (30 głosów).
Mace_Windu
ocenia ten film na:
1 10 2/10 bardzo zły

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

o