Recenzja filmu Czym chata bogata! (2017)
Philippe de Chauveron

Odpowiedzialnym być

Twórcy z całkowitą bezwzględnością rozdzierają zasłonę obłudy i demagogii. Mocno dostaje się przede wszystkim lewicowym populistom. Fougerole i jego żona to weterani walki o lepsze jutro z lat ...
Filmweb sp. z o.o.
Znamy to wszyscy: politycy, publicyści, domorosłe autorytety dzień po dniu prezentują się w telewizji, uczestnicząc w demagogicznym plebiscycie popularności. Wygłaszają obietnice bez pokrycia, składają deklaracje, których nie spełnią i w zasadzie nikt tego od nich nie oczekuje. Widownia gadającym głowom już dawno przestała wierzyć. Co jednak stałoby się, gdybyśmy zaczęli brać polityków za słowo, gdybyśmy zmusili ich do odpowiedzialności za złożone obietnice? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w nowej francuskiej komedii "Czym chata bogata!".


Bohaterem filmu jest Jean-Etienne Fougerole (Christian Clavier). To popularny lewicowy ideolog, autor bestsellerowych książek na tematy sprawiedliwości społecznej, tolerancji i otwartości. Ostatnimi czasy jego poglądy nie sprzedają się jak ciepłe bułeczki. Większą popularnością cieszą się wypociny prawicowego ksenofoba Clémenta Barzacha. Podczas telewizyjnej debaty, wyprowadzony z równowagi przez młodszego i przystojniejszego oponenta, Fougerole składa deklarację: zaprasza do swojego domu Romów. To miała być tylko medialna wrzutka, która powinna podbić jego popularność. Nie spodziewał się, że ktokolwiek potraktuje ją poważnie. Tak się jednak stało. I już wkrótce (za namową pewnego krętacza) przed bramą luksusowego domu Fougerole'a pojawiła się cała rodzina Babika (Ary Abittan), łącznie ze świnią...

Tak zaczyna się zabawna satyra na współczesnych polityków oraz ideologów. Twórcy z całkowitą bezwzględnością rozdzierają zasłonę obłudy i demagogii. Mocno dostaje się przede wszystkim lewicowym populistom. Fougerole i jego żona to weterani walki o lepsze jutro z lat 60. W kółko opowiadają o niedoli klasy robotniczej i deklarują poparcie dla emigrantów. Jednak w filmie pełno jest scen pokazujących, w jakich luksusach żyją, a jedynym obcym, z jakim mają do czynienia, jest ich hinduski lokaj. 


Twórcy wykorzystują w filmie również wszystkie najgorsze stereotypy, które o obcych opowiadają wszelkiej maści rasiści i ksenofobi. Stąd Babik i jego rodzina pokazani są jako biedacy, żebracy, drobni złodzieje, psychicznie upośledzeni, których higiena osobista pozostawia sporo do życzenia. Te żarty byłyby nie do zniesienia, gdyby nie fakt, że wszyscy w filmie traktowani są równo.

Ważne jest też to, że reżyser i scenarzyści nie są złośliwi wobec bohaterów. Mogą bezlitośnie naśmiewać się z prostoty Romów i dwulicowości lewicowych ideologów, ale same postaci filmu traktują z wielką sympatią. Babik, Fougerole i cała reszta nie są wyrafinowanymi draniami. To ludzie o złotych sercach i dobrych intencjach, którzy chwilowo się pogubili. A co ich może naprowadzić z powrotem na właściwą drogę? Tylko kontakt z tym, co obce, inne, nieznane. Pozytywnej energii dostarczają też sami aktorzy. Clavier i Abittan oddają się satyrycznemu szaleństwu z zaangażowaniem, ale i dystansem, co sprawia, że chcąc nie chcąc widz zaczyna pałać sympatią do bohaterów.

Niestety na poziomie pomysłu film jest o wiele ciekawszy i wartościowszy od tego, co ostatecznie dostajemy. A wszystko przez to, że inteligentne i wyrafinowane gagi sąsiadują z żartami tak prymitywnymi, że wywołują wyłącznie zażenowanie. Twórcy nie do końca panują nad komediowym chaosem. I nie jestem przekonany, czy w ogóle próbują. Dlatego też, by naprawdę dobrze się bawić, potrzeba odrobiny dobrej woli. Fani francuskiego poczucia humoru powinni być jednak usatysfakcjonowani. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (24 głosy).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły
o