Recenzja filmu I twoją matkę też (2001)
Alfonso Cuarón

On, ona i on

Trzech młodych chłopców stoi na balkonie, palą jointa. Cieszą się życiem, eksperymentują: pierwsze związki, ostre imprezy, alkohol. Właśnie skończyli liceum, ale nie wybiegają myślami daleko w ...
Filmweb sp. z o.o.
Trzech młodych chłopców stoi na balkonie, palą jointa. Cieszą się życiem, eksperymentują: pierwsze związki, ostre imprezy, alkohol. Właśnie skończyli liceum, ale nie wybiegają myślami daleko w przyszłość. Nastrój jest lekki, pogodny. Jednak koniec beztroski jest bliski. Nad jasne niebo, rozpościerające się ponad ich głowami, nadciąga ciężka, szara chmura.
Już wkrótce dwóch z nich - przyjaciele Julio i Tenoch - wyruszą w podróż, która zmieni ich sposób patrzenia na świat i podejście do życia. Podróż na plażę o wymyślonej nazwie Usta Niebios, w którą udają się wraz z 28-letnia Luisą, okaże się czymś więcej niż weekendowym wypadem z miasta.

Nie tylko odkryją siebie, ale też inny, równoległy świat, którego do tej pory nie znali. Tenoch pochodzi z bardzo bogatej rodziny, mieszka w willi z basenem, ma służących. Julio też żyje na dobrym poziomie. Gdy wyjeżdżają z Mexico City, widzą biedę, strach ludzi, którzy szukają lepszego życia. Ta obserwacja nie skłania to ich do głębokich refleksji, zaczynają jednak być świadomi istnienia innego świata niż ten, w którym żyli do tej pory.

Film Alfonso Cuarona "I Twoją matkę też" to interesujący obraz życia młodych ludzi, w których rodzi się tożsamość i samoświadomość. Historia jest prosta, by nie rzec banalna, ale sposób jej opowiedzenia jest ciekawy i znacznie podnosi poziom filmu. Opowieść nie płynie sama, reguluje ją niewidzialny narrator. W dowolnym miejscu przerywa na chwile akcję, "wygłusza" bohaterów, komentuje ich zachowanie lub robi niewielką dygresję na temat pojawiającej się na chwilę w tle postaci. Gdy kończy mówić, akcja toczą się dalej. Kim jest ów narrator? Odpowiedź, że to reżyser, jest zbyt banalna. Istotą o boskiej mocy - zbyt patetyczne. Interpretacje mogą być różne. Pewne jest, że obecność owej postaci czyni film głębszym; wychodzi on poza dosłowność opowiadanej historii.

Kamera stwarza dystans między widzem, a tym, co się dzieje na ekranie. Na przykład gdy bohaterowie jadą samochodem, widzimy ich zza szyby. Taki zabieg sugeruje widzowi, że ogląda historię, która się już wydarzyła; jest ona relacją, a nie swobodnie płynącą opowieścią. To oddalenie podkreśla też odpowiednio zrobiony i zmontowany dźwięk. Widać to przede wszystkim w scenach, w których słychać muzykę lub donośny głos. Echo, które zrejestrowały mikrofony, tworzy wrażenie przestrzenności. Widz "jest" blisko bohaterów, a mimo to istnieje wyraźna, przezroczysta granica, którą podkreśla swoista praca kamery.

Sugestywność historii podkreśla dobra gra aktorska. Zarówno Gael Garcia Bernal (którego niedawno mogliśmy oglądać w amerykańskiej komedii romantycznej "Randka z Lucy") jak i Diego Luna tworzą swoje postacie bardzo ciekawymi. Ich bohaterowie są żywiołowi, spontaniczni, prawdziwi. Jednak najbardziej podobała mi się Maribel Verdu w roli Luisy.
Gra swoją postać lekko, ale sugestywnie. Luisa jest pozornie spokojna, opanowana i dojrzała, ale często daje się ponieść uczuciom i robi to, na co ma ochotę. Aktorzy grają naturalniej w porównaniu z europejskimi czy amerykańskimi filmami, co jest dużym atutem. Bez tej żywiołowości powstałoby nudnawe kino drogi, o wiadomym zakończeniu. Artyści sprawiają, że droga jest nierówna, wyboista i czasami skręca w dość nieoczekiwanym kierunku.

Polecam "I Twoją matkę też" widzom, którzy lubią kino meksykańskie, oraz tym, którym nie przeszkadza brak dramatyzmu, pościgów i emocjonujących zwrotów akcji.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 77% uznało tę recenzję za pomocną (82 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o